- Myślę, ze moje przeczucie, iż przyjdzie mi pożegnać się z ojczyzną, tym razem już bez powrotu, spełni się co do joty- napisał Wolszczan w e-mailu do redakcji "Dziennika". Wczoraj prof. Wolszczan zapewnił w
TVN24, że swoją współpracą z
SB w latach 1973-1981 nie skrzywdził żadnych ludzi, ani nie zaszkodził "Solidarności". Kontakty z SB nazwał "niewygodą życiową", jedną z wielu w tamtym okresie.
Mam przekonanie, że nikomu ani żadnej sprawie nie zrobiłem żadnej krzywdy (...) I to się udało - powiedział. - Wstydziłbym się, gdybym faktycznie działał na szkodę ludzi czy organizacji jak "Solidarność" i robił to dla jakiś korzyści. To byłby powód, żeby się wstydzić, ale ja po prostu uważałem się za wplątanego w sytuację, z którą postanowiłem sobie radzić w taki, a nie inny sposób. Udało mi się doprowadzić do tego, że pomimo że trwało to dość długo nikomu krzywdy nie zrobiłem - mówił Wolszczan.
Profesor tłumaczył, że upominki od esbeków przyjmował, ale z nich nie korzystał. - Mam taki obyczaj, że jak ktoś mi coś daje, nawet coś niechcianego, to ja tego nie rzucam temu komuś w twarz, tylko w taki czy inny sposób się ich pozbywam.