Poinformowała o tym w czwartek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Katarzyna Szeska. Ujawniła jedynie, że śledztwo wszczęto w zeszłym tygodniu z doniesienia szefa BBN Władysława Stasiaka. Nie podała żadnych szczegółów uzasadniając to tajnym charakterem śledztwa.
Za ujawnienie tajemnicy państwowej grozi do pięciu lat więzienia. Według orzecznictwa Sądu Najwyższego przestępstwem jest pierwotne ujawnienie tajemnicy - przez urzędnika zobowiązanego do jej przestrzegania, który udostępnił ją mediom - a nie przez dziennikarzy, którzy ją opublikowali.
Dwa miesiące temu media ujawniły fragmenty tajnej rozmowy pomiędzy prezydentem a ministrem, która odbyła się 4 lipca w BBN. Tego dnia premier oświadczył, że nie jest usatysfakcjonowany ofertą
USA w negocjacjach ws. tarczy. Prezydent miał pytać Sikorskiego m.in. czy to on tłumaczył telefoniczną rozmowę Tuska z wiceprezydentem USA Dickiem Cheney'em. Dopytywał się też, czy Sikorski zna Rona Asmusa, prominentnego polityka amerykańskich demokratów.
Politycy PO mówili, że wyciek fragmentów rozmowy to
skandal. "Ujawniamy Amerykanom szczegóły naszych negocjacji, to osłabia naszą pozycję" - oceniał wiceszef klubu PO Grzegorz Dolniak.
Zdaniem wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego, prezydent potrzebuje "kuracji". Według Jarosława Kaczyńskiego źródłem przecieku był szef polskiej dyplomacji, który - jak ocenił prezes
PiS - ujawnił fragment rozmowy w zemście, bo "jest to człowiek rzeczywiście niesłychanie wręcz uczulony na własnym punkcie".
Raport o tajnej rozmowie prezydenta i Sikorskiego, która wyciekła do mediów