Poseł PiS bronił m.in. historyka
IPN Sławomira Cenckiewicza, współautora książki "
SB a Lech Wałęsa".
Cenckiewicz podał się do dymisji, której powody tłumaczył chęcią ratowania Instytutu przed naciskami politycznymi.
Zdaniem historyka politycy PO zażądali jego odejścia , grożąc w przeciwnym wypadku obcięciem budżetu IPN o 30 milionów złotych.
Politycy PO zdecydowanie zaprzeczyli. Dziś IPN wydał oświadczenie, w którym
zdementował informację o rzekomych naciskach PO . Zamieszanie zwiększył jednak wieczorny wywiad z szefem kolegium IPN - Komunikat będzie modyfikowany - zapowiedział w "Kropce nad i" profesor Andrzej Chojnowski. Przyznał, że nie ma informacji, które by wskazywały, że marszałek Borusewicz osobiście naciskał na dymisję Cenckiewicza. - Jednak pracownica IPN twierdzi, że ktoś z biura Borusewicza czynił takie sugestie - mówił w
TVN24 Chojnowski. Wcześniej marszałek
Borusewicz zaprzeczał, że naciskał na IPN.
Naciski były? Wieczorem w TVN24 wystąpił Zbigniew Girzyński. Poseł PiS utrzymywał, że do nacisków dochodziło.
- Obserwujemy od dłuższego czasu bezpardonowy atak na naukowców, nie tylko historyków przez rządzących - mówił Girzyński. Jego zdaniem o naciskach świadczą - krytyczne wobec IPN- wypowiedzi polityków PO - w tym marszałków Sejmu i Senatu.
- Marszałek Senatu próbuje telefonami wywierać presję na historyków, na IPN, by ci pisali historię według jego oczekiwań, a nie według własnej oceny materiału dowodowego. Jaką mamy pewność, że (..) jutro (nie postąpią tak - red) na przykład wójtowie starostowie, czy burmistrzowie? - zastanawiał się Girzyński. - Ja dlatego ten bojkot łamię, żeby zadać to pytanie - mówił poseł PiS.
"To wyrwa w murze" - PiS chce wrócić do TVN Zarzuty Girzyńskiego odpierał poseł PO Sebastian Karpiniuk - Mamy do czynienia z groteskową sytuacją. Pan poseł Girzyński ubiera w szatę poważnego przedsięwzięcia, coś, czego - szczególnie pod rządami PO - nie będzie - zapewniał Karpiniuk. Poseł Platformy powtarzał, że nie było żadnych nacisków na IPN, co potwierdził w oświadczeniu sam instytut. Według Karpiniuka, poseł Girzyński dostał dziś "dyspensę" w partii, by spowodować "wyrwę w murze", by kolejni posłowie mogli "dobijać się do drzwi" telewizji TVN.
"Nie spojrzał mi w oczy i nie powiedział, że zamierza iść do TVN" Rzecznik klubu PiS Mariusz Kamiński powiedział, że jest mu przykro z powodu tego, że Girzyński złamał decyzję Komitetu Politycznego PiS w sprawie bojkotu TVN24.
- To była indywidualna decyzja posła Girzyńskiego. Mam osobisty, największy żal do niego, że nie spojrzał mi w oczy i nie powiedział, że zamierza iść do TVN - podkreślił Kamiński.
Ocenił jednocześnie, że zachowanie Girzyńskiego było "nie fair" w stosunku do innych członków PiS, którzy respektują decyzję o bojkocie. Kamiński zapowiedział, że poseł PiS zostanie ukarany przez władze partyjne i kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości. Decyzji w tej sprawie - według niego - można spodziewać się "bardzo szybko".
Bojkot nieskuteczny Bojkotowanie TVN rozpoczęło się 17 lipca, gdy do
studia TVN24 nie przyszli politycy PiS: Krzysztof Putra i
Paweł Poncyliusz. Okazało się, że decyzję o bojkocie podjęły władze partii. - Posłowie PiS nie będą brali udziału w programach informacyjnych TVN i TVN24, bo widzimy brak obiektywizmu dziennikarskiego i w tej sprawie nie możemy godzić się na tego typu praktyki - stwierdził wtedy szef klubu PiS Przemysław Gosiewski.
Ostatnie badania PRESS-SERVICE wskazują, że serwisy informacyjne TVN nie dają podstaw do zarzutów o nieobiektywności, stawianych przez polityków PiS.
- Bojkotowanie TVN jest bezsensowne i irracjonalne - twierdzili autorzy raportu