"Tracimy szansę": rozpad koalicji na Ukrainie

dżek, asz, PAP
16.09.2008 , aktualizacja: 16.09.2008 14:39
A A A Drukuj
Julia Tymoszenko Fot. Sławomir Kamiński / AG Julia Tymoszenko
Przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Arsenij Jaceniuk formalnie ogłosił dziś rozpad prozachodniej koalicji Bloku Julii Tymoszenko z prezydenckim blokiem Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona. To finał trwającego od kilku tygodni poważnego kryzysu politycznego w tym kraju. - Rząd pracuje normalnie - uspokaja Julia Tymoszenko.
Przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Arsenij Jaceniuk ogłasza rozpad prozachodniej koalicji Bloku Julii Tymoszenko (16.09.2008 r), dzień później sam poddaje się do dymisji
Fot. Sergei Chuzavkov AP
Przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Arsenij Jaceniuk ogłasza rozpad prozachodniej koalicji Bloku Julii Tymoszenko (16.09.2008 r), dzień później sam poddaje się do dymisji
Julia Tymoszenko rozmawia z przewodniczącym Rady Najwyższej Ukrainy Arsenijem Jaceniukiem
Fot. SERGEI CHUZAVKOV AP
Julia Tymoszenko rozmawia z przewodniczącym Rady Najwyższej Ukrainy Arsenijem Jaceniukiem
Parlament Ukrainy
Fot. Sergei Chuzavkov AP
Parlament Ukrainy

Juszczenko nie traci nadziei na powrót prozachodniej koalicji Czytaj



- Mamy jeszcze jedno wyzwanie dla demokracji. Szkoda, że znowu nie zrealizowaliśmy możliwości i nie wykorzystaliśmy szans - mówił Jaceniuk, ogłaszając rozpad sojuszu "pomarańczowych". Zgodnie z ukraińską konstytucją, jeśli w ciągu 30 dni w parlamencie nie powstanie nowa koalicja, prezydent Wiktor Juszczenko będzie miał prawo rozpisać przedterminowe wybory parlamentarne.

Dziewięć miesięcy istniała na Ukrainie "pomarańczowa koalicja". Dziś Blok Julii Tymoszenko i Nasza Ukraina - Ludowa Samoobrona wzajemnie obwiniają się o doprowadzenie do jej rozpadu.

Obaj uczestnicy koalicji zgadzają się w jednym: to ich polityczna siła robiła wszystko, aby ocalić sojusz, a oponenci starali się go rozbić. Iwan Kyrylenko z Bloku Julii Tymoszenko podkreślił, że koalicję niszczono od początku "9 miesięcy koalicji nie były dla nas miodem i niech Bóg będzie sędzią dla tych, którzy ją niszczyli od początku" - powiedział.

Wiaczesław Kyrylenko z Naszej Ukrainy twierdzi z kolei, że za wszystko odpowiada Blok Julii Tymoszenko, który chciał koalicji z Partią Regionów.

Lider Partii Regionów Wiktor Janukowycz podkreślił, że już w 2004 roku jego ugrupowanie ostrzegało przed "pomarańczowym obozem". - Uprzedzaliśmy, że pomarańczowi politycy manipulują pragnieniami narodu i wykorzystują obywateli do osiągnięcia własnych celów - zaznaczył.

Arsenij Jaceniuk nie ukrywał żalu z powodu rozpadu koalicji. Podkreślił jednak, że parlament musi dalej pracować. - Nie nazywałbym tego polityczną apokalipsą. Tak, to jeszcze jedno wyzwanie dla demokracji, ale mam nadzieję, że damy radę - powiedział przewodniczący parlamentu. Odpowiedzialnością za to, do czego doszło, obarczył samych koalicjantów. - To ten przypadek, kiedy nie byli w stanie pracować i nie wyszło - zaznaczył.

Julia Tymoszenko zapewniła, że mimo rozpadu koalicji, jej rząd będzie pracował normalnie. Występując na prezentacji budżetu na przyszły rok, premier zmarginalizowała wydarzenia w Radzie Najwyższej. Julia Tymoszenko nazwała je burzą w szklance wody. - Wiem, że sytuacja polityczna jest niespokojna. Wiem, że dziś odbyły się niezbyt sympatyczne wydarzenia. Chcę jednak państwa zapewnić, że rząd będzie pracował jeszcze długo i z sukcesami - przekonywała premier.

Koalicja Bloku Julii Tymoszenko i Naszej Ukrainy - Ludowej Samoobrony powstała pod koniec listopada ubiegłego roku. Liczyła 228 deputowanych w 450-osobowym parlamencie. Od początku rząd stworzony przez Julię Tymoszenko był przedmiotem krytyki ze strony Wiktora Juszczenki i jego bliskich współpracowników.

Pomarańczowi się straszyli, straszyli, aż spełnili groźby



Mała przewaga nad opozycją sprawiała, że koalicja nie była w stanie przyjąć prawie żadnej ustawy, a trybuna była blokowana zarówno przez Partię Regionów Janukowycza, jak i Blok Julii Tymoszenko. Sojusz został jeszcze bardziej osłabiony w czerwcu, kiedy z koalicji odeszło dwóch deputowanych związanych z prezydentem.

Ostatni konflikt rozpoczął się w połowie sierpnia. Wtedy zastępca szefa Kancelarii prezydenta oskarżył milczącą na temat konfliktu w Gruzji Tymoszenko o zdradę i spiskowanie z Rosją. - Moskwa obiecała jej pieniądze na kampanię przed zapowiedzianymi na początek 2010 r. wyborami prezydenckimi - mówił Andrij Kysłynski.

We wrześniu Blok Julii Tymoszenko i opozycyjna, prorosyjska Partia Regionów przyjęły pakiet ustaw drastycznie ograniczających władzę prezydenta. Proprezydencka Nasza Ukraina wyszła wtedy z koalicji, której, mimo zapewnieniom polityków, nie dało się już uratować.

"Księżniczka" wybiera Moskwę



Podziel się