Pięć zsynchronizowanych wybuchów bomb na zatłoczonym markecie w indyjskiej stolicy Delhi zabiło co najmniej 18 osób - liczba ofiar jednak cały czas rośnie, gdyż pełny obraz informacyjny ataku jeszcze nie jest jasny. Według policji wybuchy, w które raniły blisko 100 osób, nie były silne - jednak miały miejsce w bardzo zatłoczonym miejscu.
Fot. Gurinder Osan AP
Ranny w zamachu jest zabierany do szpitala
Fot. Gurinder Osan AP
Ranny w zamachu
Fot. Gurinder Osan AP
Matka błaga o pomoc dla swojego rannego syna, który jest właśnie zabierany do karetki
W związku z informacjami służb wywiadowczych alert antyterrorystyczny został także ogłoszony w Bombaju, Bangalore oraz Ahmedabadzie.
W różnych miastach Indii od października 2005 roku - jak podaje BBC - zginęło ponad 400 osób. Rząd oskarża islamistyczne bojówki o ich zorganizowanie - lokalne wydanie telewizji CNN informowało, że otrzymało e-mail od grupy "Indyjscy Mudżahedini", która bierze na siebie odpowiedzialność za dzisiejszy atak. - Róbcie co możecie, żeby nas powstrzymać - próbujcie - napisano w e-mailu.
Ta sama grupa wzięła odpowiedzialność za kilka poprzednich zamachów w Indiach. Rząd i prezydent Pakistanu natychmiast potępili zamachy nazywając je "występkiem przeciwko człowieczeństwu" i kierując do sąsiednich Indii listy z kondolencjami.