Śląsk nie chce Superpucharu, bo ma problemy »W przyszłym tygodniu do Trójmiasta przyjeżdża delegacja przedstawicieli Euroligi. Celem wizyty jest zapoznanie się z sytuacją dotycząca hali, która ma pomóc w podjęciu decyzji aprobującej wybór obiektu. Teoretycznie wybierać nie ma jednak w czym.
Olivia, to obiekt, który zbudowany został 35 lat temu. Jest to jedyna hala w Trójmieście, która spełnia dość restrykcyjne wymogi Euroligi - jeden z nich mówi, że mecze mogą być rozgrywane w halach, które mieszczą minimum 5 tys. osób. Właśnie dlatego korzystał z niej Prokom - Hala Stulecia, w której koszykarze mistrza Polski grają na co dzień, oferuje miejsca dla maksimum 2,5 tys. kibiców.
Prokom nie chce grać jednak w Olivii i zamierza wystąpić do Euroligi z wnioskiem o warunkowe uznanie w najbliższych rozgrywkach Hali Stulecia. Euroligowej delegacji przedstawi dokumenty, które zdaniem klubu wykluczają grę w Olivii: ekspertyzy budowlane stwierdzające, że konstrukcja dachu obiektu wciąż może być zagrożeniem dla zawodników i kibiców. W grudniu 2007 roku zaczął sypać się dach, który nie wytrzymywał ciężaru zalegającego śniegu. Olivia została na dwa tygodnie zamknięta, ale po renowacji i wzmocnieniu konstrukcji powrócili do niej korzystający z niej sportowcy - przede wszystkim hokeiści.
W Prokomie liczą, że przedstawiając sytuację w ten sposób, a także prezentując budowane w Trójmieście dwa inne obiekty spełniające wymogi Euroligi jako docelowe w ewentualnych kolejnych sezonach, klubowi uda się przekonać władze Euroligi do gry w Hali Stulecia. W poprzednim sezonie, po zamknięciu Olivii, właśnie tam Prokom rozegrał dwa mecze w Eurolidze.
Ale to tylko oficjalny powód, bo wiadomo, że Olivia stała się dla Prokomu za droga. Obiekt należy do najdroższych w Polsce, jeśli w ogóle nie jest najdroższy. Za jednorazowe wynajęcie, w które wchodzą także przedmeczowe treningi, Prokom płacił w poprzednim sezonie 70 tys. złotych. Przy co najmniej siedmiu meczach w sezonie dałoby to pół miliona złotych. Dla klubu, którego budżet z 30 mln złotych został zmniejszony do 10 mln, byłby to zbyt duży wydatek.
Co będzie, jeśli Euroliga nie wyrazi warunkowej zgody na korzystanie z Hali Stulecia? Nieoficjalnie wiadomo, że Prokom zamierza wystąpić do prezydentów Sopotu i Gdańska z prośbą o dofinansowanie wynajęcia obiektu. A jeśli ten manewr się nie powiedzie, to Prokom może próbować przekonać Euroligę do pomysłu gry w Rzeszowie, o czym pisał piątkowy "Przegląd Sportowy".
Rzeszów nasuwa się nie tylko ze względu na nową, dużą halę Podpromie, która spełniłaby wymogi Euroligi, ale także - a może przede wszystkim - z uwagi na nowego sponsora tytularnego, firmę Asseco, która przejęła klub po jednej ze spółek Ryszarda Krauzego Prokom Software. Główna siedziba Asseco mieści się właśnie w Rzeszowie, a Prokom próbowałby przekonać Euroligę argumentem, że gra w tym mieście leży w interesie głównego sponsora.
Rzeszów spełniłby część wymogów (lotnisko, baza hotelowa) poza kluczowym - zespoły Euroligi mogą rozgrywać mecze nie dalej niż 60 km od siedziby klubu. Dlatego każda, nawet ta hala, może zostać przez Euroligę niezaakceptowana.
Co stanie się w sytuacji, kiedy Euroliga nie wyrazi zgody ani na Halę Stulecia, ani na Podpromie? - Istnieją jeszcze inne obiekty, np. Łuczniczka w Bydgoszczy - odpowiada dyrektor klubu Jacek Jakubowski. - Wiem, że Bydgoszcz leży dalej niż 60 km od siedziby klubu, ale Euroliga po rozpatrzeniu każdej sytuacji może wyrazić zgodę na grę w innym mieście - uważa Jakubowski.
Problem z obiektem Prokomu to druga zła wiadomość dla Polski w kontekście Euroligi. Pierwsza jest taka, że wciąż żadna telewizja nie ma podpisanej umowy na transmitowanie tych rozgrywek, co dla Euroligi, która bierze takie kwestie pod uwagę podczas przyznawania licencji, może mieć w przyszłości znaczenie. - Trwają rozmowy między Euroligą, a TVP Sport oraz Canal+. Jestem dobrej myśli i uważam, że w ciągu dwóch tygodni może dojść do podpisania umowy - twierdzi Jakubowski.
Euroliga rusza 20 października.
Polska ma Eurobasket, ale o tym nie wie »