- Wyciągnęliśmy wiele przydatnych lekcji z ataków z 11 września. Chciałbym, aby świat wyciągnął własne wnioski z tego, co wydarzyło się w sierpniu - powiedział, dodając: "świat zmienił się w jednej chwili".
Miedwiediew spotkał się w Moskwie z kilkudziesięcioma politologami, publicystami i dziennikarzami z Stanów Zjednoczonych, Japonii i Europy Zachodniej, aby wytłumaczyć im co nie podoba się jego rządowi w obecnej "architekturze bezpieczeństwa międzynarodowego".
Kto kogo zaatakował? Czy rzeczywiście
Rosja włączyła się do konfliktu w Południowej Osetii 8 sierpnia? Przeczy temu tekst w gazecie rosyjskiego ministerstwa obrony. W artykule "Czerwonej gwiazdy", na który zwrócił uwagę moskiewski korespondent
RMF, rosyjscy żołnierze przyznają: 58 armia została przerzucona do Południowej Osetii jeszcze przed rozpoczęciem konfliktu z Gruzją. To właśnie ci żołnierze błyskawicznie odparli gruzińskie natarcie, opanowali szereg gruzińskich miast i zagrozili stolicy kraju Tbilisi.
Teoretycznie - przed 8 sierpnia - w Osetii (separatystycznym regionie należącym formalnie do Gruzji) mogło stacjonować tylko 1600 rosyjskich żołnierzy sił pokojowych. Jednak z relacji "Czerwonej gwiazdy" wynika co innego. Gazeta cytuje oficera, który opowiadał, że już 7 sierpnia ogłoszono alarm: - Przerzucono nas do Osetii Południowej w stronę Cchinwali. Dotarliśmy, rozbiliśmy się, a ósmego nad ranem tak gruchnęło, że niektórzy pogubili się - opowiadał kapitan Denis Sidristy. RMF podało też, że "Permska Gazeta" opublikowała wspomnienia żołnierzy biorących udział w operacji. Jeden z nich rozmowie z matką przez telefon opowiadał: "Jesteśmy tu od 7 sierpnia, my i cała nasza 58. Armia".
Jeśli te relacje by się potwierdziły, oznaczałoby to, że Rosjanie byli już na terytorium Gruzji, zanim Gruzini podjęli próbę zbrojnego opanowania zbuntowanych prowincji.