Fot. CHANG W. LEE APKataklizm po atakach na WTC 11 września 2001 r.
Ponad 90% osób, które przeżyły katastrofę w Światowym Centrum Handlu podczas ataku 11 września nie opuściło budynków w momencie, gdy podniósł się alarm. Zostali, aby zmienić buty, zapisać dokumenty w Wordzie, skorzystać z toalety, czy wylogować się z komputera. - Musimy nauczyć ludzi odpowiedniego reagowania na alarm - powiedział profesor Galea, szef grupy badawczej z angielskich uniwersytetów, która przedstawiła dziś raport w tej sprawie.
Spośród 271 przebadanych niedoszłych ofiar ataku terrorystycznego na Bliźniacze Wieże jedynie 8.6% powiedziało, że budynek opuściło natychmiast po włączeniu się alarmu wzywającego do ewakuacji budynku. Zdecydowana większość została o średnio 8 minut dłużej, a niektórzy nawet pół godziny.
Badacze z uniwersytetów w Greenwich, Ulsterze i Liverpoolu spędzili trzy i pół roku rozmawiając z byłymi pracownikami WTC na temat dnia ataku i ich wspomnień zeń. Wywiady dostarczyły 6000 stron naocznych relacji z tego, jak wyglądała ewakuacja z budynku.
Raport, opublikowany dwa dni przed siódmą rocznicą zamachów, w detalach pokazuje jak wyglądało opuszczenie budynku: najpoważniejszym problemem był tłok na schodach. Pomimo, że tego dnia Wieże były zapełnione jedynie jedną trzecią nominalnych pracowników. - Gdyby budynki były wypełnione w pełni tego dnia zginęłoby 7592 osób, zamiast 1462 które padły ofiarą terrorystów z Al-Kaidy - twierdzą autorzy raportu.
- Niektórzy wchodzili na górę[...] po schodach z piętra na którym pracowali[...]... Prędkość poruszania się drastycznie spadła. Zatrzymaliśmy się na 55-tym piętrze, ponieważ były tam tłumy ludzi. Aż do tego piętra pędziliśmy - skakaliśmy czasem po kilka stopni. Gdy dotarliśmy do 55 piętra już się nie dało, bo wbieglibyśmy w ludzi. - opowiedział jeden z świadków tragedii angielskim badaczom.
Spośród przebadanych 82% relacjonowało, że już podczas ewakuacji zatrzymało się co najmniej raz; niewielka ilość zeznała, że zatrzymała się ponad 20 razy. Głównym powodem był tłok na schodach; jedynie niewielka część badanych powiedziała, że potrzebowała odpocząć, czy zatrzymały ich naturalne blokady: ogień, dym, czy woda na schodach.
- Gdy zebrać te historie razem dają one dobry obraz tego, co wydarzyło się tego dnia i dlaczego - co wpłynęło na zachowanie ewakuowanych. Co działo się w ich głowach, kiedy podejmowali decyzje. To jest bardzo ważny obiekt badań. Musimy nauczyć ludzi, by uciekali jak tylko usłyszą alarm. Nie ma w takiej sytuacji żadnego znaczenia wyłączenie komputera, czy zapisanie dokumentów - powiedział Ed Galea, profesor dyrygujący projektem na Uniwersytecie w Greenwich.