Niesnaski w Ferrari: Massa oskarża Raikkonena »"Kimi Raikkonen, który jechał po zwycięstwo, tuż przed końcem wyścigu urządził sobie wycieczkę poza tor, lecz tylko w jedną stronę, bez biletu powrotnego i pogrzebał raczej definitywnie swoje szanse na obronę tytułu mistrza świata. Drugi Fin Heikki Kovalainen po dobrych kwalifikacjach był jeszcze gorszy. Tragicznie spalił start, a swoją jazdą pozbawił się jakiekolwiek szansy na w miarę niezłe miejsce w tym wyścigu" - napisał dziennik "Helsingin Sanomat".
- W tym wyścigu liczyło się dla mnie tylko i wyłącznie pierwsze miejsce, a celem było zmniejszenie różnicy punktowej do Hamiltona. Drugie miejsce nie wchodziło w grę i dlatego jechałem jak jechałem. Teraz, pomimo że raczej nie mam szans na obronę tytułu, to i tak będę walczył do końca. W końcu w Formule 1 jeżdżę po to, aby wygrywać - powiedział gazecie Raikkonen.
- Sam jestem sobie winien. Byłem zbyt chciwy, chciałem za dużo, zbyt agresywnie jechałem i tak się skończyło - tłumaczył Kovalainen.
Alonso w BMW Sauber? »"Fińskie nadzieje zostały zmyte przez belgijski deszcz" - pisze szwedzkojęzyczny dziennik "Hufvudstadbladet". "Rozwój sytuacji na torze był świetny, lecz zakończył się totalnym koszmarem Raikkonena, który był największym przegranym tego niedzielnego popołudnia. Podczas wyjątkowo dramatycznej walki, w najważniejszym momencie zbyt mocno nacisnął na pedał gazu i wypadł z toru. W efekcie mistrz świata stracił kontakt z czołówką i co gorsze spadł na czwarte miejsce punktacji generalnej. W praktyce nie ma już szans na obronę tytułu" - pisze gazeta.
"Teraz fiński kierowca traci aż 19 punktów do Hamiltona. Pytaniem jest, czy już na wyścigu w Monza Raikkonen nie zostanie zdegradowany do pozycji pomocnika Massy. Wszyscy, którzy znają go, twierdzą jednak, że się na to nie zgodzi" - dodaje "Hufvudstadbladet".
- Tabela wygląda tak jak wygląda, lecz ja nie jestem typem człowieka, który łatwo się poddaje. Potrzebne są jeszcze dwa wyścigi abym zgodził się na rezygnację z walki i rolę pomocnika Massy - rozwiał wątpliwości Raikkonen.
Rewolucja w Formule 1 »