Delegaci na zjazd mianowali go przez aklamację na wniosek senator Hillary Clinton z Nowego Jorku, jego rywalki w prawyborach. Była Pierwsza Dama wezwała do tego "w imię jedności", chociaż sama zdobyła w prawyborach 18 milionów głosów, mniej więcej tyle samo co Obama, i minimalnie mniej niż on delegatów na konwencję.
Wielki gest Hillary Clinton Clinton zaapelowała o jednogłośne poparcie Obamy w połowie tzw. Roll Call, czyli ogłaszania przez delegacje kolejnych stanów liczby głosów, jaką zdobyli w nich poszczególni kandydaci. Jej apel wywołał entuzjastyczną reakcję zgromadzonych w hali - rozległy się ogłuszające i długie owacje. Dalsze wyliczanie głosów było już niepotrzebne.
Ceremonia Roll Call była czysto symboliczna, gdyż Obama miał już zagwarantowaną nominację - zdobył więcej delegatów - ale gest Clinton miał wielkie znaczenie polityczne. Dobitnie w ten sposób podkreśliła, że Demokraci powinni w stu procentach zjednoczyć się wokół Obamy.
Opublikowany bezpośrednio przed konwencją sondaż wykazał, że 27 procent demokratycznych wyborców, którzy w prawyborach poparli Clinton, nie życzy sobie Obamy w Białym Domu do tego stopnia, że zapowiada głosowanie w wyborach prezydenckich na republikańskiego kandydata Johna McCaina.
Hillary Clinton już w przemówieniu poprzedniego dnia wezwała do poparcia Obamy, ale niektórzy jej wyborcy nadal deklarowali, że senator z Illinois - uważany przez wielu za zbyt niedoświadczonego - musi ich jeszcze przekonać, czy nadaje się na prezydenta.
W środę, po nominacji Obamy, zebrani na konwencji wyrażali pełne dla niego poparcie - w tym także byli gorący zwolennicy Clinton.
Biden o Obamie: Pomagał w gettach biednym Kandydat Demokratów na wiceprezydenta
Joe Biden wygłosił na partyjnej konwencji w Denver przemówienie, które w pełni potwierdziło jego renomę jako znakomitego mówcy i charyzmatycznego politycznego agitatora.
Biden zaczął od przypomnienia swojej biografii, o której opowiadał w barwny, osobisty sposób. Przypomniał także niezwykły życiorys Obamy - podkreślając, że czarnoskóry absolwent Uniwersytetu Harvarda zrezygnował z kariery w wielkich korporacjach, aby w murzyńskich gettach Chicago pomagać biednym Afroamerykanom jako organizator społecznych inicjatyw. Potem Obama zrobił karierę polityczną.
- Jak wielu z nas, Barack ciężko pracował, aby się wspiąć do góry. To wspaniała amerykańska historia - powiedział Biden.
Przeszedł następnie do ataku na McCaina. Podkreślił, że jako długoletni senator "jest jego przyjacielem", ale zasadniczo nie zgadza się z nim w większości spraw. Wyliczył całą litanię takich sporów z republikańskim kandydatem, przypominając przede wszystkim jego poparcie dla wojny w Iraku.
"Pociągniemy Rosję do odpowiedzialności" Każdą swoją polemikę z McCainem Biden punktował w przemówieniu refrenem: "John McCain się mylił. Barack Obama miał rację". Zebrani w Pepsi Center delegaci odpowiadali mu zgodnym echem.
Biden wymienił też w tym kontekście kryzys w Gruzji, który - jego zdaniem - był także wynikiem zaniedbań administracji Busha.
- Ostatnio jeszcze raz widzimy konsekwencje tych zaniedbań, kiedy
Rosja rzuca wyzwanie wolnej i demokratycznej Gruzji. Barack Obama i ja położymy kres tym zaniedbaniom. Pociągniemy Rosję do odpowiedzialności za jej działania i pomożemy Gruzji w odbudowie - powiedział.
Swoją mowę zakończył słowami: "To są niezwykłe czasy. To są niezwykłe wybory. Naród amerykański jest gotowy. Barack jest gotowy. To jest nasz czas. To jest czas Ameryki".
Po przemówieniu Bidena na scenie niespodziewanie pojawił się sam Obama i uściskał kandydata na swojego wiceprezydenta.
Bill Clinton: Amerykańskie marzenie jest w defensywie Niezwykle silnego poparcia Obamie udzielił na konwencji Demokratów były prezydent
USA Bill Clinton.
- Mam zaszczyt być tutaj, aby poprzeć Baracka Obamę - powiedział Clinton w pierwszych słowach swego przemówienia. Odpowiedziały mu burzliwe owacje.
Były prezydent przyznał, że kibicował swojej małżonce, kiedy ubiegała się o nominację, ale obecnie, podobnie jak ona, popiera wybranego przez większość Demokratów senatora z Illinois.
- Chcę, aby wszyscy, którzy ją popierali, zagłosowali w listopadzie na Baracka Obamę - oświadczył.
Clinton przedstawił rządzącej w Waszyngtonie przez prawie osiem lat republikańskiej ekipie miażdżący akt oskarżenia.
- Nasz naród jest w kłopocie na dwóch frontach: "amerykańskie marzenie" jest w defensywie w kraju, a na świecie amerykańskie przywództwo uległo osłabieniu. Realne dochody klasy średniej spadają,
bezrobocie, bieda i nierówności rosną. Nasza pozycja na świecie uległa osłabieniu wskutek unilateralnej polityki zagranicznej i zbyt małej współpracy z innymi krajami. Dochodzi do tego niebezpieczne uzależnienie od importowanej ropy naftowej, rosnące zadłużenie i zależność od zagranicznych wierzycieli oraz poważnie przeciążona armia - powiedział.
"Obama ma zdolność do wpajania ludziom nadziei" - Zadaniem następnego prezydenta jest odbudować "amerykańskie marzenie" i poprawić reputację Ameryki na świecie. Wszystko, czego nauczyłem się jako prezydent i później, przekonało mnie, że Barack Obama jest odpowiednim człowiekiem do tego zadania - oświadczył Clinton.
Były prezydent nie szczędził następnie pochwal nominatowi Demokratów.
- Ma on niezwykłą zdolność do inspirowania ludzi, wpajania im nadziei. Posiada inteligencję i ciekawość, której potrzebuje każdy prezydent. Wykazał się także opanowaniem arkanów naszej polityki zagranicznej i wyzwań w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego. Jego życiorys daje mu szczególną zdolność do przewodzenia naszemu coraz bardziej zróżnicowanemu narodowi i przywrócenia naszego przywództwa w coraz bardziej współzależnym świecie - powiedział Bill Clinton.