Dalajlama w "Le Monde": chińska armia strzelała do tłumu

Rik, js, PAP
21.08.2008 , aktualizacja: 21.08.2008 20:15
A A A Drukuj
Dalajlama na tle tybetańskiej flagi Fot. RICK RYCROFT AP Dalajlama na tle tybetańskiej flagi
Przywódca duchowy Tybetańczyków dalajlama oskarżył chińską armię o otwarcie ognia do tłumu w czasie protestu we wschodnim Tybecie 18 sierpnia.
Buddyjski mnich płacze podczas symbolicznego pogrzebu ofiar pacyfikacji w Lhasie wiosną br.
Fot. Mustafa Quraishi AP
Buddyjski mnich płacze podczas symbolicznego pogrzebu ofiar pacyfikacji w Lhasie wiosną br.
Ulice Lhasy zniszczone po krwawych zamieszkach w marcu 2008 r.
Fot. Andy Wong AP
Ulice Lhasy zniszczone po krwawych zamieszkach w marcu 2008 r.
Tybetańczycy palili chińskie rowery i motocykle aby zademonstrować swoją frustrację i niezgodę na chińskie rządy w Lhasie, marzec 2008.
Fot. Jonathan Brady AP
Tybetańczycy palili chińskie rowery i motocykle aby zademonstrować swoją frustrację i niezgodę na chińskie rządy w Lhasie, marzec 2008.
W rozmowie z francuskim dziennikiem "Le Monde" z datą piątkową dalajlama powiedział, że informacja o liczbie ofiar "musi jeszcze zostać potwierdzona". W wywiadzie znalazła się - jako cytat z dalajlamy - informacja, że w wyniku tej akcji zginęło 140 Tybetańczyków. Kancelaria tybetańskiego przywódcy duchowego wydała jednak później w czwartek komunikat, w którym zdementowała, by przytoczył on liczbę ofiar. Na pytanie, czy mimo trwających pekińskich igrzysk olimpijskich w Tybecie są kontynuowane represje dalajlama odparł, że "chińska armia strzelała do tłumu jeszcze w poniedziałek 18 sierpnia w regionie Kham na wschodzie Tybetu".

Według dalajlamy od wybuchu antychińskich wystąpień w Tybecie 10 marca "wiarygodni świadkowie mogli ustalić, że w samym tylko regionie Lhasy zginęło 400 osób".

"Jeśli wziąć pod uwagę cały Tybet, liczba ofiar oczywiście wzrośnie" - zaznaczył rozmówca "Le Monde". "Zginęli od kul, choć manifestowali bez broni" - zaznaczył dalajlama. Jak dodał, aresztowano 10 tys. ludzi i nie wiadomo, gdzie są oni przetrzymywani.

Laureat pokojowej nagrody Nobla ocenił też, że wzmacnia się obecność chińskiej armii w Tybecie, a jej skala wskazuje, iż "ta kolonizacja przez armię ma być trwała". Dalajlama ocenił też, że "nie odnotowano żadnego przełomu" w rozmowach z Pekinem.

W piątek dalajlama, który przebywa z wizytą we Francji, spotka się z pierwszą damą Carlą Bruni-Sarkozy i szefem MSZ Bernardem Kouchnerem.

Brutalna pacyfikacja Tybetu

W marcu tego roku, w rocznicę narodowego powstania w Tybecie doszło do pokojowych protestów przeciw chińskim rządom i aresztowaniom mnichów. Demonstracje zostały krwawo stłumione. Doszło do zamieszek, w których zginęło około 140 osób, głównie Tybetańczyków. Chińska propaganda o zamieszki oskarżyła "klikę Dalajlamy" i twierdziła że zabici to głównie Chińczycy. Za zamieszki 17 osób skazano na dożywocie. Wszyscy byli Tybetańczykami.

Dla poprawy wizerunku po pacyfikacji władze Chin zorganizowały dwie propagandowe wycieczki do Tybetu, jedną dla dziennikarzy, drugą dla dyplomatów. W planie były rozmowy z rannymi policjantami, tybetańskimi "prowokatorami" oraz oglądanie zniszczeń dokonanych rzekomo przez Tybetańczyków. Jedna z wycieczek została zrujnowana, gdy podczas wizyty w jednym z klasztorów tybetańscy mnisi przed kamerami ze łzami w oczach opowiadali o chińskich represjach.

Działania Chin spotkały się z silną krytyką ze strony państw zachodnich. Pojawiły się propozycje bojkotu ceremonii otwarcia igrzysk w Pekinie. Zadeklarowali to polscy politycy oraz część europejskich, w tym Nicolas Sarkozy. Mimo swych zapowiedzi ósmego sierpnia prezydent Francji oraz kilku innych polityków było obecnych w Pekinie.

Podziel się