Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiewiew oświadczył, że podjął decyzję o zakończeniu operacji wojskowej w Gruzji. Miedwiewiew ogłosił, że jej cele zostały osiągnięte.
Mediediew stawia Gruzji warunki Jednocześnie Miedwiediew polecił Ministerstwu Obrony i sztabowi generalnemu, by - jak to ujął - w razie powstawania ognisk oporu, czy jakichkolwiek przejawów agresji ze strony gruzińskiej podejmowali decyzje o ich likwidacji.
Kaczmarski ocenił, że wypowiedź prezydenta Rosji "sugeruje, że to w rękach wojskowych pozostaje decyzja, czy ewentualnie jeszcze użyją siły". - Mają odpowiedzieć na ewentualne ataki, co nie wyklucza jakiejś prowokacji ze strony rosyjskiej - uważa analityk OSW. Zwrócił on jednocześnie uwagę, że zastępca rosyjskiego szefa sztabu generalnego powiedział, że "możliwe jest prowadzenie działań rozpoznawczych".
Relacje z wojny: piątek - 8 sierpnia , sobota - 9 sierpnia, niedziela - 10 sierpnia, poniedziałek - 11 sierpnia
W opinii eksperta, na decyzję Miedwiediewa po pierwsze trzeba patrzeć przez pryzmat wizyty francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego w Moskwie i może to być "gest pod adresem Francji".
- Ale z drugiej strony może to być także sygnał, że
Rosja kończy operację z własnej woli. Nie jest zmuszana do zakończenia tego konfliktu, tylko sama decyduje, kiedy go kończy" - dodał Kaczmarski.
Jak podkreślił, nie można powiedzieć z całą pewnością, że nie będzie wznowienia walk w najbliższych godzinach czy dniach. Rosjanie nie będą chcieli wycofać swoich wojsk z Osetii Płd. i Abchazji, co będą argumentowali bezpieczeństwem tych regionów.
Rosjanie chcą kilkudziesięciokilometrowej strefy buforowej wokół Osetii i zapewne wokół Abchazji, gdzie nie byłoby wojsk gruzińskich.
Kaczmarski uważa, że żadnych działań nie będzie chciała podejmować już strona gruzińska i obecnie "rozpocznie się między UE a Rosją rozgrywka dyplomatyczna".
"Rosja odmawia rozmowy z prezydentem Saakaszwilim, co może być pretekst dla strony rosyjskiej by nie pertraktować z Gruzją. Rosjanie bowiem chcieliby jak najdłużej utrzymać status quo, która sobie teraz zbudowali" - uważa ekspert.