Chiński aktywista zaginiony

jas, IAR, AP
11.08.2008 , aktualizacja: 11.08.2008 16:26
A A A Drukuj
Nadal nieznany pozostaje los chińskiego aktywisty i dysydenta zatrzymanego przez policję, gdy zmierzał na nabożeństwo w której uczestniczyć miał amerykański prezydent George W. Bush.
Hua Huiqi działał w organizacjach praw człowieka i jednego z nielegalnych kościołów protestanckich. Jego rodzina poinformowała, że od czasu zatrzymania nie mieli od niego znaku życia. Aktywista został zatrzymany w chwili, kiedy z bratem zmierzał w stronę kościoła, gdzie w niedzielnym nabożeństwie uczestniczyć miał także George Bush. Drogę braciom Hua zajechały dwa czarne wozy, do których mężczyźni zostali osobno wciągnięci. Brat chrześcijańskiego aktywisty został wypuszczony po kilku godzinach. - Bardzo się przejmujemy - powiedział brat zatrzymanego.

Gdy dziennikarze próbowali się dowiedzieć, co się stało z Hua Huiqi, mężczyzna, który odebrał telefon powiedział, że postara się, że dowiedzieć co się stało i skomentuje sprawę dopiero, gdy będzie miał "dokładną odpowiedź". Odmówił podania swojego nazwiska, co jest typowe dla chińskich urzędników.

Prewencyjne aresztowania chińskich dysydentów przed ważnymi wydarzeniami i przewożenie ich w oddalone miejsca zatrzymań są typową praktyką chińskich władz.

W Chinach zarejestrowanych jest pięć oficjalnych religii: taoizm, konfucjanizm, buddyzm, chrześcijaństwo i islam. Wierni mogą modlić się jedynie w miejscach, wyznaczonych do tego celu przez władze, w organizacjach zalegalizowanych przez władze. Np. wielu chińskich katolików to członkowie nielegalnego w Chinach kościoła podziemnego, który w przeciwieństwie do lojalnego wobec chińskich władz kościoła oficjalnego uznaje zwierzchnictwo papieża. Rzecznik Białego Domu nie potwierdził informacji o zatrzymaniu Hua Huiqi, dodał jednak, że amerykańska administracja jest "rozczarowana" za każdym razem, kiedy ograniczana jest wolność wyznania.

Od początku igrzysk w Pekinie dochodzi do protestów. Wczoraj na placu Tiananmen aresztowanych zostało pięciu protybetańskich aktywistów.

Podziel się