Jak politycy bojkot igrzysk zbojkotowali

Martyna Majchrzak, Gazeta.pl
07.08.2008 , aktualizacja: 08.08.2008 08:24
A A A Drukuj
Pekin tuż przed uroczystym otwarciem igrzysk olimpijskich Fot. Robert F. Bukaty AP Pekin tuż przed uroczystym otwarciem igrzysk olimpijskich
- Nasi chińscy przyjaciele muszą zrozumieć międzynarodowe zaniepokojenie sprawą Tybetu - mówił prezydent Francji Nicolas Sarkozy, krótko po tym, jak w Lhasie polała się krew. Był jednym z pierwszych przywódców, który publicznie rozważał zbojkotowanie otwarcia igrzysk olimpijskich. I jednym z pierwszych, który się z tego wycofał. Także dzięki niemu, trybuny dla VIP-ów będą dziś zapełnione.
Hu Jintao wita prezydencką parę z USA
Fot. Guang Niu AP
Hu Jintao wita prezydencką parę z USA
Hu Jintao i premier Rosji Władimir Putin
Fot. Jason Lee AP
Hu Jintao i premier Rosji Władimir Putin
Prezydent Brazylii, który liczy, że Chiny poprą starania Brazylii o zorganizowanie igrzysk w 2016 roku. Na zdjęciu z prezydentem Chin Hu Jintao
Fot. Adrian Bradshaw AP
Prezydent Brazylii, który liczy, że Chiny poprą starania Brazylii o zorganizowanie igrzysk w 2016 roku. Na zdjęciu z prezydentem Chin Hu Jintao
Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka i prezydent Chin Hu Jintao
Fot. Adrian Bradshaw AP
Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka i prezydent Chin Hu Jintao
Hu Jintao
Fot. Minoru Iwasaki AP
Hu Jintao
Otwarcie olimpiady odbędzie się 8 sierpnie
Fot. Ricardo Mazalan AP
Otwarcie olimpiady odbędzie się 8 sierpnie
Prezydent Chin i prezydent Czrnogóry Filip Vujanovic
Fot. Adrian Bradshaw AP
Prezydent Chin i prezydent Czrnogóry Filip Vujanovic
SONDAŻ
Czy przywódcy państw powinni zbojkotować otrwarcie igrzysk?

Tak. Udział w otwarciu oznacza poparcie dla polityki Chin
Nie. Nie mieszajmy olimpiady z polityką
Nie mam zdania

Kto będzie uczestniczyć w otwarciu igrzysk? - lista gości



- Obawy, iż Chiny wycofają się z interesów w krajach, które zbojkotują igrzyska olimpijskie przeważyły nad rozważaniami natury moralnej - pisze agencja AP. I publikuje listę gości, którzy zasiądą na trybunach stadionu olimpijskiego w Pekinie. Spośród 100 zaproszonych przywódców, swoje przybycie potwierdziło około osiemdziesięciu - twierdzą zachodni dyplomaci przebywający w Pekinie. Tylko trzech przywódców państw G-8 nie pojedzie na otwarcie igrzysk - podkreśla amerykański tygodnik "Time" w artykule pt. "Dlaczego nikt nie bojkotuje Pekinu?". Przypomnijmy, jak rozpoczął się wielki bojkot, z którego nic nie wyszło.

Sondaż: Czy sportowcy powinni zbojkotować igrzyska?



Francja bojkotuje...

10 marca. Chińska policja brutalnie spacyfikowała protesty Tybetańczyków, którzy domagali się respektowania ich praw. ''Tybet powstał przeciw Chinom'', "Tybetańczycy walczą o wolność", "Lhasa płonie" - pisały dzienniki na całym świecie. Zdjęcia i relacje, które co jakiś czas docierały do światowej opinii publicznej, pokazywały jedno: Tybetańczycy wołają o pomoc.

- Nie wykluczam bojkotu - zapowiadał Sarkozy. - To interesujący pomysł - wtórował prezydentowi francuski minister spraw zagranicznych Nestor Kouchner. A "International Herald Tribune" ogłosił: "Francja proponuje zbojkotowanie otwarcia igrzysk olimpijskich z powodu Tybetu". Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać.

Donald Tusk jako pierwszy szef rządu unijnego państwa zadeklarował, że nie pojawi się w Pekinie. - Obecność polityków na inauguracji olimpiady wydaje mi się niestosowna - mówił. Jego wypowiedź cytowały światowe media. A inni przywódcy chętnie deklarowali solidarność z Tybetem. Byli wśród nich: prezydent Lech Kaczyński, prezydent Czech Vaclav Klaus i przewodniczący Parlamentu Europejskiego, który rozważał nawet wezwanie do szerszego bojkotu igrzysk w obrębie Unii Europejskiej. W podobnym tonie wypowiadali się politycy amerykańscy.

- Prezydent George W. Bush rozważa bojkot otwarcia igrzysk z powodu łamania praw człowieka - zasugerowała na początku kwietnia Nancy Pelosi, rzeczniczka Izby Reprezentantów.

Pomysł poparli najważniejsi kandydaci w amerykańskim wyścigu do Białego Domu. Hillary Clinton, Barack Obama i republikański senator John McCain przekonywali: na miejscu Busha, nie pojechalibyśmy do Pekinu. Ale - jak zauważył tygodnik "Time" - urzędującym przywódcom dużo trudniej podjąć taką decyzję. Bo konflikt z Chinami - choć z pewnością przysparza politycznej popularności - oznacza także straty finansowe. Bardzo szybko przekonał się o tym Nicolas Sarkozy.

... i zmienia zdanie

Kwiecień. Podczas, gdy Francuzi wyrażali poparcie dla decyzji swojego prezydenta, Chińczycy ogłosili bojkot... Carrefoura. Francuzów oskarżyli o spiskowanie z Dalajlamą i wspieranie "separatystów" podczas paryskiego odcinka sztafety, na którym ugaszono ogień olimpijski. W Pekinie, Wuhanie, Hefei, Kunming oraz Qingdao Chińczycy zorganizowali antyfrancuskie wystąpienia. Deklarowali, że przestaną kupować francuskie produkty. Najwyraźniej poskutkował, bo francuscy politycy o bojkocie igrzysk mówili już coraz rzadziej.

Lipiec. Jeśli ktokolwiek liczył, że prezydent Bush posłucha apelu Obamy i McCaina, zawiódł się. Biały Dom ogłosił: George W. Bush 8 sierpnia pojawi się na uroczystościach w Pekinie, gdyż jego nieobecność byłaby "obrazą Chin". - Myślę, że upokorzenie Chin nie jest najlepszym sposobem na obronę praw człowieka - mówił kilka dni później prezydent Francji. Podczas szczytu G-8 oficjalnie ogłosił swoją decyzję. - Jadąc do Pekinu, Sarkozy zdradził samego siebie i chińskich dysydentów - tak słowa prezydenta Francji komentowali Reporterzy bez Granic. - To skandal! - powtarzali przedstawiciele grupy Zielonych w Parlamencie Europejskim, podkreślając, że Sarkozy ze względu na francuską prezydencję będzie w Pekinie reprezentował całą UE.

- To tak, jakby kontynuowano chińską tradycję, zgodnie z którą przywódcy z całego świata przyjeżdżają, by oddać Chinom hołd - mówił w rozmowie z agencją AP Xu Youyu, emerytowany profesor filozofii i krytyk chińskiego rządu. - Te igrzyska pokażą także Chińczykom, że reszta świata uznaje i wspiera ich rząd - uważa. Ale Sarkozy drugi raz zdania nie zmienił.

Na liście obecności odhaczyli się m.in.: prezydent Słowacji Ivan Gasparovic, premier Rosji Władimir Putin, premier Japonii Yasuo Fukuda, prezydent Izraela Szimon Peres i prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva, który liczy, że Chiny poprą starania jego kraju o zorganizowanie igrzysk olimpijskich w 2016 roku.

Nie zabraknie też australijskiego premiera Kevina Rudda. Polityk w prawdzie naraził się Chinom w marcu - sugerując, by bardziej zaangażowały się w rozmowy z Dalajlamą. Jednak wkrótce po tym stwierdził, że nie wierzy w skuteczność bojkotu i do Pekinu pojedzie.

Lista wielkich nieobecnych

Kto przystąpił do bojkotu?

Tygodnik "Time" - pisząc o trzech przywódcach państw G-8, którzy nie pojawią się na inauguracji - miał na myśli: kanclerz Niemiec Angelę Merkel, premiera Wielkiej Brytanii Gordona Browna i premiera Kanady Stephena Harpera. Jednak każdy z wymienionych przywódców sumiennie usprawiedliwił swoją nieobecność. W ich wyjaśnieniach nie ma mowy o bojkocie, Tybecie i prawach człowieka.

Gordon Brown zapewnił, że nie może pojawić się w Pekinie 8 sierpnia, ale na pewno będzie uczestniczył w uroczystości zakończenia igrzysk. W końcu musi oficjalnie odebrać od Chin olimpijski ogień - za 4 lata to Brytyjczycy będą gospodarzami igrzysk. Z kolei Angela Merkel tłumaczyła, że już dawno zaplanowała w tym terminie urlop, a niemiecki prezydent Horst Koehler jedzie w tym czasie paraolimpiadę

Na liście wielkich nieobecnych znajduje się także czwarty przywódca z grupy G-8 - Silvio Berlusconi. Premier Włoch także o Tybetańczykach nie wspomina. Zaznacza, że nie pojawi się w Pekinie z powodu... pogody. - Powiedzieli mi, że w Pekinie jest bardzo gorąco, 50 stopni i jest wielka wilgotność - wyznał. Zastąpić go ma włoski minister spraw zagranicznych Franco Frattini.

Polscy przywódcy od momentu zamieszek w Tybecie zgodnie deklarują, że do Pekinu nie pojadą. - Ja nie zawsze się zgadzam z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Tu zgadzam się z nim całkowicie - podkreślił prezydent Lech Kaczyński.

Jechać, czy nie jechać...

- Każdy polityk świadomy swojej odpowiedzialności powinien zadać sobie pytanie, czy uczestniczyć w ceremonii otwarcia igrzysk, jeśli władze Chin nie będą dążyły do dialogu z Tybetańczykami - mówił w marcu Hans Gert Poettering. Jak podsumowuje Douglas Paal, specjalista ds. Chin w zespole analityków "Carnegie Endowment for International Peace": - W tym wyborze względy ekonomiczne i polityczne okazały się priorytetem. Mając świadomość tego, że Chiny będą wyciągać konsekwencje, bardzo niewielu polityków pozwoliło sobie na nieobecność w Pekinie.

Czytaj także blog Prosto z Pekinu



Podziel się