Kto będzie uczestniczyć w otwarciu igrzysk? - lista gości
- Obawy, iż Chiny wycofają się z interesów w krajach, które zbojkotują igrzyska olimpijskie przeważyły nad rozważaniami natury moralnej - pisze agencja AP. I publikuje listę gości, którzy zasiądą na trybunach stadionu olimpijskiego w Pekinie. Spośród 100 zaproszonych przywódców, swoje przybycie potwierdziło około osiemdziesięciu - twierdzą zachodni dyplomaci przebywający w Pekinie. Tylko trzech przywódców państw G-8 nie pojedzie na otwarcie igrzysk - podkreśla amerykański tygodnik "Time" w artykule pt. "Dlaczego nikt nie bojkotuje Pekinu?". Przypomnijmy, jak rozpoczął się wielki bojkot, z którego nic nie wyszło.
Sondaż: Czy sportowcy powinni zbojkotować igrzyska?
Francja bojkotuje... 10 marca. Chińska
policja brutalnie spacyfikowała protesty Tybetańczyków, którzy domagali się respektowania ich praw.
''Tybet powstał przeciw Chinom'', "Tybetańczycy walczą o wolność", "Lhasa płonie" - pisały dzienniki na całym świecie. Zdjęcia i relacje, które co jakiś czas docierały do światowej opinii publicznej, pokazywały jedno: Tybetańczycy wołają o pomoc.
- Nie wykluczam bojkotu - zapowiadał Sarkozy. - To interesujący pomysł - wtórował prezydentowi francuski minister spraw zagranicznych Nestor Kouchner. A "International Herald Tribune" ogłosił: "Francja proponuje zbojkotowanie otwarcia igrzysk olimpijskich z powodu Tybetu". Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać.
Donald Tusk jako pierwszy szef rządu unijnego państwa zadeklarował, że
nie pojawi się w Pekinie. - Obecność polityków na inauguracji olimpiady wydaje mi się niestosowna - mówił. Jego wypowiedź cytowały światowe media. A inni przywódcy chętnie deklarowali solidarność z Tybetem. Byli wśród nich: prezydent Lech Kaczyński, prezydent Czech Vaclav Klaus i przewodniczący Parlamentu Europejskiego, który
rozważał nawet wezwanie do szerszego bojkotu igrzysk w obrębie Unii Europejskiej. W podobnym tonie wypowiadali się politycy amerykańscy.
- Prezydent George W. Bush rozważa bojkot otwarcia igrzysk z powodu łamania praw człowieka - zasugerowała na początku kwietnia Nancy Pelosi, rzeczniczka Izby Reprezentantów.
Pomysł poparli najważniejsi kandydaci w amerykańskim wyścigu do Białego Domu. Hillary Clinton, Barack Obama i republikański senator John McCain przekonywali: na miejscu Busha, nie pojechalibyśmy do Pekinu. Ale - jak zauważył tygodnik "Time" - urzędującym przywódcom dużo trudniej podjąć taką decyzję. Bo konflikt z Chinami - choć z pewnością przysparza politycznej popularności - oznacza także straty finansowe. Bardzo szybko przekonał się o tym Nicolas Sarkozy.
... i zmienia zdanie Kwiecień. Podczas, gdy Francuzi wyrażali poparcie dla decyzji swojego prezydenta, Chińczycy
ogłosili bojkot... Carrefoura. Francuzów oskarżyli o spiskowanie z Dalajlamą i wspieranie "separatystów" podczas paryskiego odcinka sztafety, na którym
ugaszono ogień olimpijski. W Pekinie, Wuhanie, Hefei, Kunming oraz Qingdao Chińczycy zorganizowali antyfrancuskie wystąpienia. Deklarowali, że przestaną kupować francuskie produkty. Najwyraźniej poskutkował, bo francuscy politycy o bojkocie igrzysk mówili już coraz rzadziej.
Lipiec. Jeśli ktokolwiek liczył, że prezydent Bush posłucha apelu Obamy i McCaina, zawiódł się. Biały Dom ogłosił: George W. Bush 8 sierpnia pojawi się na uroczystościach w Pekinie, gdyż jego nieobecność byłaby "obrazą Chin". - Myślę, że upokorzenie Chin nie jest najlepszym sposobem na obronę praw człowieka - mówił kilka dni później prezydent Francji. Podczas szczytu G-8 oficjalnie ogłosił swoją decyzję. - Jadąc do Pekinu, Sarkozy zdradził samego siebie i chińskich dysydentów - tak słowa prezydenta Francji komentowali Reporterzy bez Granic. - To
skandal! - powtarzali przedstawiciele grupy Zielonych w Parlamencie Europejskim, podkreślając, że Sarkozy ze względu na francuską prezydencję będzie w Pekinie reprezentował całą UE.
- To tak, jakby kontynuowano chińską tradycję, zgodnie z którą przywódcy z całego świata przyjeżdżają, by oddać Chinom hołd - mówił w rozmowie z agencją AP Xu Youyu, emerytowany profesor filozofii i krytyk chińskiego rządu. - Te igrzyska pokażą także Chińczykom, że reszta świata uznaje i wspiera ich rząd - uważa. Ale Sarkozy drugi raz zdania nie zmienił.
Na liście obecności odhaczyli się m.in.: prezydent Słowacji Ivan Gasparovic, premier Rosji Władimir
Putin,
premier Japonii Yasuo Fukuda, prezydent Izraela Szimon Peres i prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva, który liczy, że Chiny poprą starania jego kraju o zorganizowanie igrzysk olimpijskich w 2016 roku.
Nie zabraknie też australijskiego premiera Kevina Rudda. Polityk w prawdzie naraził się Chinom w marcu - sugerując, by bardziej zaangażowały się w rozmowy z Dalajlamą. Jednak wkrótce po tym stwierdził, że nie wierzy w skuteczność bojkotu i do Pekinu pojedzie.
Lista wielkich nieobecnych Kto przystąpił do bojkotu?
Tygodnik "Time" - pisząc o trzech przywódcach państw G-8, którzy nie pojawią się na inauguracji - miał na myśli: kanclerz Niemiec Angelę Merkel, premiera Wielkiej Brytanii Gordona Browna i premiera Kanady Stephena Harpera. Jednak każdy z wymienionych przywódców sumiennie usprawiedliwił swoją nieobecność. W ich wyjaśnieniach nie ma mowy o bojkocie, Tybecie i prawach człowieka.
Gordon Brown zapewnił, że nie może pojawić się w Pekinie 8 sierpnia, ale na pewno będzie uczestniczył w uroczystości zakończenia igrzysk. W końcu musi oficjalnie odebrać od Chin olimpijski ogień - za 4 lata to Brytyjczycy będą gospodarzami igrzysk. Z kolei Angela Merkel tłumaczyła, że już dawno zaplanowała w tym terminie urlop, a niemiecki prezydent Horst Koehler jedzie w tym czasie paraolimpiadę
Na liście wielkich nieobecnych znajduje się także czwarty przywódca z grupy G-8 - Silvio Berlusconi. Premier Włoch także o Tybetańczykach nie wspomina. Zaznacza, że
nie pojawi się w Pekinie z powodu... pogody. - Powiedzieli mi, że w Pekinie jest bardzo gorąco, 50 stopni i jest wielka wilgotność - wyznał. Zastąpić go ma włoski minister spraw zagranicznych Franco Frattini.
Polscy przywódcy od momentu zamieszek w Tybecie zgodnie deklarują, że do Pekinu nie pojadą. - Ja nie zawsze się zgadzam
z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Tu zgadzam się z nim całkowicie - podkreślił prezydent Lech Kaczyński.
Jechać, czy nie jechać... - Każdy polityk świadomy swojej odpowiedzialności powinien zadać sobie pytanie, czy uczestniczyć w ceremonii otwarcia igrzysk, jeśli władze Chin nie będą dążyły do dialogu z Tybetańczykami - mówił w marcu Hans Gert Poettering. Jak podsumowuje Douglas Paal, specjalista ds. Chin w zespole analityków "Carnegie Endowment for International Peace": - W tym wyborze względy ekonomiczne i polityczne okazały się priorytetem. Mając świadomość tego, że Chiny będą wyciągać konsekwencje, bardzo niewielu polityków pozwoliło sobie na nieobecność w Pekinie.
Czytaj także blog Prosto z Pekinu