Zbigniew Ćwiąkalski był nieobecny na komisji, ponieważ popołudniu wylatuje do Brukseli. Na posiedzenie zjawił się jego zastępca, Jerzy Szymański.
Prokurator mówił, że nie było żadnych nacisków na ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego w sprawie złożenia przez niego wniosku do Sejmu o uchylenie immunitetu Ziobry. Szymański dodał, że sprawa rzekomych nacisków na Miłoszewskiego będzie przedmiotem postępowania niezależnego prokuratora z Prokuratury Okręgowej w Sieradzu.
PiS twierdzi, że na ministra były naciski z Kancelarii Sejmu, by wniosek o uchylenie immunitetu Ziobrze znalazł się jak najszybciej w Izbie, bo mówił o tym sam Ćwiąkalski w wywiadzie prasowym. "Kto tu kłamie?" - pytał poseł PiS
Karol Karski. Dopytywał także na jakiej podstawie wniosek podpisał prokurator krajowy Marek Staszak. Podkreślał, że wniosek trafił do Sejmu błyskawicznie.
Szymański odparł, że Staszak miał prawo podpisać pismo przewodnie do wniosku jako zastępca Ćwiąkalskiego. Dodał, że poprawność wniosku została szybko sprawdzona w Prokuraturze Krajowej. - Proszę nie czynić zarzutu prokuraturze, że wnioskowi nadaje się szybko bieg, przecież wymagacie od nas pośpiechu - podkreślił.
Posłowie PiS zarzucili nieobecnemu Ćwiąkalskiemu, że wysyłając na komisję Szymańskiego, uchyla się od odpowiedzi, kto do niego dzwonił.
Zdaniem PiS, wniosek ws. immunitetu Ziobry jest motywowany polityczny i kompromitujący, bo zawiera liczne błędy i manipuluje orzecznictwem. - Bójcie się prokuratorzy - mówił poseł PiS Andrzej Dera, który twierdził, że trwa dziś w prokuraturze "polowanie na Ziobrę", a oni muszą w tym uczestniczyć.
Naciski na Miłoszewskiego Wojciech Miłoszewski na przełomie 2005 i 2006 r. na polecenie ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry pokazał Jarosławowi Kaczyńskiemu notatki ze śledztwa w sprawie mafii paliwowej. Teraz płocka prokuratura zarzuca Ziobrze, że ten bezprawnie przekazał tajne akta prezesowi PiS. Miłoszewskiego czeka zaś uchylenie immunitetu prokuratorskiego za wykonanie polecenia Ziobry.
Miłoszewski mówił w mediach, że gdy powiedział płockiej prokurator, że nie złoży zawiadomienia na Ziobrę, bo nie widzi żadnego przestępstwa, miał usłyszeć "że jak on nie wykona polecenia przyjęcia zawiadomienia, to wyląduje gdzieś tam w Gołdapi czy Suwałkach". PiS uważa, że rodzi to podejrzenie przestępstwa przez prokuratorów i że "naciski są teraz, a nie pod rządami PiS".