Akademicka kara za szczerość

Naukowiec olsztyńskiego uniwersytetu o mały włos nie dostał nagany za to, że odmówił prowadzenia zajęć z przedmiotu, do którego - jak tłumaczy - nie ma kwalifikacji
Komisja dyscyplinarna prowadzi postępowanie wobec dr. inż. Jerzego Adomasa z katedry ochrony powietrza i toksykologii środowiska na wydziale kształtowania środowiska i rolnictwa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Odważny, bo powiedział wprost

- To chyba pierwszy przypadek, gdy ktoś miał odwagę powiedzieć głośno, że z braku kwalifikacji odmawia prowadzenia zajęć dydaktycznych ze studentami - mówi nam anonimowo pracownik uniwersytetu. - Kiedyś nikogo nie dziwiło, że zootechnika przyjmowano na stanowisko biologa, choć nie miał żadnego dorobku naukowego.

Dr Adomas w ostatnich latach prowadził zajęcia m.in. z ochrony roślin, ratownictwa leśnego, leśnictwa, technik ochrony roślin, a także z ochrony zadrzewień krajobrazowych i obszarów leśnych. W poprzednim roku akademickim szef katedry ochrony powietrza i toksykologii środowiska przydzielił mu zajęcia dydaktyczne, wśród których była rekultywacja terenów zdegradowanych. Adomas na początku odmówił prowadzenia tego przedmiotu. Tłumaczył, że nie ma kwalifikacji określonych w ustawie o szkolnictwie wyższym. Ale po kilku tygodniach podjął się tego zadania. Wątpliwości wróciły, gdy zobaczył szczegółowy program zajęć. Wtedy ostatecznie zrezygnował z zajęć ze studentami.

Ma kompetencję czy nie ma?

Dziekan wydziału powiadomił o tym władze uczelni, te zaś przekazały sprawę rzecznikowi dyscyplinarnemu na uniwersytecie, prof. Zbigniewowi Endlerowi. - W piśmie skierowanym do dziekana wydziału dr Adomas podtrzymywał, że nie posiada kwalifikacji do realizacji tego przedmiotu, w innym piśmie szef jego katedry twierdził, że Adomas takie kompetencje jednak posiada - mówi prof. Endler.

Rzecznik dyscyplinarny nie mógł rozstrzygnąć, kto ma rację. Złożył jednak wniosek o skierowanie sprawy do komisji dyscyplinarnej, która mogła ukarać naukowca. - Wnioskowałem o najniższą z możliwych kar: naganę bez wpisywania jej do akt - mówi Zbigniew Endler. - Kodeks pracy mówi, że pracownik ma obowiązek wykonywania poleceń służbowych. Tylko ze względów prawnych i etycznych może odmówić przełożonemu. Wnioskując o naganę, wziąłem pod uwagę okoliczności łagodzące, że tematyka dotychczasowych badań dr. Adomasa tylko szczątkowo pokrywa się z przedmiotem, który miał prowadzić ze studentami.

Opinia korzystna dla naukowca

Na szczęście dla Adomasa komisja dyscyplinarna zwróciła sprawę Endlerowi, który miał wyjaśnić, czy naukowiec ma odpowiednie przygotowanie merytoryczne do prowadzenia tych zajęć.

Opinie są już gotowe. Dwóch olsztyńskich naukowców stwierdziło, że nie są upoważnieni, by ocenić przygotowania Adomasa do tego przedmiotu. Jedynie kierownik katedry melioracji i kształtowania środowiska stwierdził, że Jerzy Adomas nie powinien prowadzić zajęć dydaktycznych z tego zakresu. Dodał też, że na wydziale kształtowania środowiska i rolnictwa są inni specjaliści, którzy mogą zastąpić Adomasa.

Co na to rzecznik dyscyplinarny? - W całej tej sprawie największy błąd na samym początku popełniła wydziałowa komisja dydaktyczna, która przydziela przedmioty poszczególnym katedrom - mówi. - Ten przedmiot nie powinien był w ogóle trafić do katedry, w której pracuje Adomas.

Miał prawo odmówić

Prof. Józef Tworkowski, dziekan wydziału kształtowania środowiska i rolnictwa: - Moim zdaniem to nie problem przygotować się do tych zajęć. Tym bardziej że oferowaliśmy doktorowi pomoc w tym zakresie. Jak byśmy w ten sposób podchodzili do sprawy [że naukowcy nie mają kwalifikacji do prowadzenia kolejnych zajęć - red.], nie byłoby w ogóle nowych przedmiotów i dyscyplin.

Gabriel Fordoński, były prorektor UWM ds. kadr, którego dziekan prosił o pomoc w rozwiązaniu sprawy Adomasa: - Jeśli ktoś nie ma odpowiednich kwalifikacji, ma prawo odmówić prowadzenia zajęć z danego przedmiotu.

We wtorek skontaktowaliśmy się także z Jerzym Adomasem. Jednak do czasu zakończenia postępowania nie chce o tej sprawie rozmawiać.