Gumtree.pl to serwis, w którym za darmo można zamieścić ogłoszenie o sprzedaży auta, znalezionym zwierzaku czy domu do wynajęcia.
Tych ostatnich ofert jest szczególnie dużo. Dzięki serwisowi szukający kwatery w Warszawie, nawet z dalekich zakątków Polski, mają szansę wynająć mieszkanie bez pośrednictwa biur
nieruchomości. Niektórzy nie chcą, a inni nie mogą sobie na to pozwolić.
Ceny ofert wzrastają z tygodnia na tydzień. W wakacje, uznawane dotychczas za "martwy" sezon, wcale nie jest taniej. Studenci opuścili wynajmowane mieszkania pod koniec czerwca, a ceny automatycznie podskoczyły o 300-400 zł.
Za kawalerkę na Mokotowie o średnim standardzie płaci się teraz m.in. 2 tys. zł. To najpopularniejsza dzielnica stolicy - dobrze skomunikowana, oferuje masę sklepów, miejsc rozrywek i rekreacji. Podobnie kształtują się ceny w modnym Śródmieściu i okolicach uniwersyteckich kampusów. Ceny poniżej 1500 zł to już oddalone od centrum i gorzej skomunikowane - Praga-Północ, Bielany czy Bemowo. Tysiąc zł kosztują już pokoje w mieszkaniach.
Jest drożej niż w innych stolicach Europy Na Gumtree.pl szukający mieszkań umieszczają anonse, w których nawołują innych do bojkotu cen. Portal z ofertami bardziej przypomina czat. Administratorzy szybko je usuwają.
"Ceny mieszkań do wynajmu są śmieszne (...) Jak spojrzy się na oferty z przed miesiąca 2-pokojowe mieszkanie w dobrym standardzie kosztowało 1500 zł, a teraz 2 tys. Opamiętajcie się".
I dalej: "Czy Polacy są bogatsi od Niemców? Od kiedy? Wynajem 2-pokojowego umeblowanego mieszkania 68 m2 w zachodnim Berlinie - czynsz 352 euro miesięcznie, czyli 1144 zł. Nie ma żadnego logicznego uzasadnienia dla tak wysokich cen wynajmu w Warszawie".
Inny pisze: "Chyba czas wrócić do Oslo. Tam za kawalerkę, choć jest ich mało, zapłacę ok. 1300 zł. Standard niebiański. I Norweg mnie nie wydoi tak jak warszawiak".
Bojkot, bojkot, bojkot To ostatnio często powtarzane słowo w dziale "nieruchomości".
W jednym z ogłoszeń czytamy: - "Wszyscy chcący wynająć mieszkanie - łączmy się! Nie wynajmujmy mieszkań, przez które nie będzie nas stać na normalne życie! Niech każdy ustali cenę jakiej nie przekroczy i tego się trzyma. Może wspólnie uda nam się jakoś zatrzymać te rosnące ceny. Jeśli nie znajdzie się chętny na kawalerkę za 1500 zł, to może w końcu właściciel ją obniży. Jeśli ktoś ma jakiś pomysł, jak przeciwstawić się temu terrorowi - odezwijcie się. Musi być jakiś sposób! Przecież przeciętny student nie zarobi na szkołę, utrzymanie, bilet miejski, rachunki i jeszcze pół pokoju za 700 zł. LITOŚCI!!!" - apelują.
Inni uderzają w ton prośby, odwołują się do solidarności międzyludzkiej: - "Nie wiem czyich rodziców stać, aby płacić tysiąc zł za pokój dziecka na studiach. Przecież osoby, które chcą wynająć mieszkanie pochodzą z małej miejscowości, gdzie się zarabia o wiele mniej. Przecież rodzice nie będą nam oddawać całych swoich pieniędzy żebyśmy godnie żyli. Niech się w końcu to szaleństwo skończy, już kredyt mieszkaniowy kosztuje mniej. Proszę o przemyślenie tej sprawy i danie nam szansy" - błagalnie prosi jedna ze studentek.
Inny poszukujący mieszkania pisze, że żeby wynająć mieszkanie będzie musiał znaleźć drugą pracę. - Dlaczego mam spłacać Wasze kredyty? - złości się.
Popiera go inny: - "Ludzie kupili po kilka mieszkań, kredyty poszły w górę, to muszą znaleźć teraz jakichś łosi, żeby im to spłacali. W ten sposób zwiększyli sztucznie popyt na mieszkania i stąd te wariackie ceny również zakupu mieszkań. Popieram bojkotujących!!!"
Innym też puszczają nerwy: - "Tysiąc za sam pokój? Powiedzcie mi, gdzie mam znaleźć taką pracę, żeby starczyło mi na opłacenie wynajmu i spokojne przetrwanie miesiąca? Już teraz ledwo mi starcza na życie. Firmom też do dawania podwyżek jakoś się nie spieszy. I nie mówcie mi, że w Olsztynie albo Białymstoku jest taniej, bo tam są mniejsze zarobki i na jedno wychodzi".
Przewidywana przez analityków podwyżka - zwana "akademicką", która zazwyczaj była pod koniec wakacji - może pojawić się już wkrótce. Mieszkań już teraz szukają studenci: - "W akademikach nie ma wystarczająco miejsc! To ja się pytam, gdzie mają mieszkać ci, którym akademika nie przyznają?! -złości się studentka - Mamy wydawać 90 proc. naszego miesięcznego budżetu na pokój w wynajętym mieszkaniu? Czy dojeżdżać z domu codziennie 4 godziny w jedną i w drugą stronę?? Ludzie, jakby ktoś miał tyle kasy na mieszkanie, ile wy chcecie za wynajem, to by sobie wziął kredyt i mieszkanie kupił... 800 zł za pokój to i tak w miarę "tanio", do tego jeszcze liczniki, czyli około 100 zł, a miesięcznie dostaję od rodziców tysiąc. I ja się pytam, z czego ja mam żyć. I gdzie" - pisze desperat.
Inna studentka, która szuka mieszkania od miesiąca, twierdzi, że będzie musiała żyć o chlebie i wodzie. O ile w ogóle jakąś ofertę uda się jej znaleźć.
Niektórych studenckich wpisów nie da się zacytować bez wykropkowania.