Mamy dość wydawania całej pensji na wynajecie mieszkania

Dorota Żuberek, Gazeta.pl
22.07.2008 , aktualizacja: 22.07.2008 19:14
A A A Drukuj
Takich anonsów na gumtree pojawia się wiele. Szybko znikają. Nie są przecież Źródło: Gumtree.pl Takich anonsów na gumtree pojawia się wiele. Szybko znikają. Nie są przecież "ofertą"
W internecie wrze. Na Gumtree.pl, serwisie w którym można m.in. znaleźć oferty wynajmu mieszkań, użytkownicy ogłosili bojkot. - Nie chcemy płacić 2 tys. za norę na Bemowie! - piszą rozżaleni.
SONDAŻ
Czy bojkot wynajmujących mieszkania obniży ceny?

Może pomoże. Właścicielom może wróci rozum, jak będą mieli problem ze znalezieniem lokatorów.
Nie ma szans powodzenia. Ceny kształtuje rynek. Właściciele chcą zarabiać, kiedy jest popyt. Trudno się im dziwić.

Gumtree.pl to serwis, w którym za darmo można zamieścić ogłoszenie o sprzedaży auta, znalezionym zwierzaku czy domu do wynajęcia.

Tych ostatnich ofert jest szczególnie dużo. Dzięki serwisowi szukający kwatery w Warszawie, nawet z dalekich zakątków Polski, mają szansę wynająć mieszkanie bez pośrednictwa biur nieruchomości. Niektórzy nie chcą, a inni nie mogą sobie na to pozwolić.

Ceny ofert wzrastają z tygodnia na tydzień. W wakacje, uznawane dotychczas za "martwy" sezon, wcale nie jest taniej. Studenci opuścili wynajmowane mieszkania pod koniec czerwca, a ceny automatycznie podskoczyły o 300-400 zł.

Za kawalerkę na Mokotowie o średnim standardzie płaci się teraz m.in. 2 tys. zł. To najpopularniejsza dzielnica stolicy - dobrze skomunikowana, oferuje masę sklepów, miejsc rozrywek i rekreacji. Podobnie kształtują się ceny w modnym Śródmieściu i okolicach uniwersyteckich kampusów. Ceny poniżej 1500 zł to już oddalone od centrum i gorzej skomunikowane - Praga-Północ, Bielany czy Bemowo. Tysiąc zł kosztują już pokoje w mieszkaniach.

Jest drożej niż w innych stolicach Europy

Na Gumtree.pl szukający mieszkań umieszczają anonse, w których nawołują innych do bojkotu cen. Portal z ofertami bardziej przypomina czat. Administratorzy szybko je usuwają.

"Ceny mieszkań do wynajmu są śmieszne (...) Jak spojrzy się na oferty z przed miesiąca 2-pokojowe mieszkanie w dobrym standardzie kosztowało 1500 zł, a teraz 2 tys. Opamiętajcie się".

I dalej: "Czy Polacy są bogatsi od Niemców? Od kiedy? Wynajem 2-pokojowego umeblowanego mieszkania 68 m2 w zachodnim Berlinie - czynsz 352 euro miesięcznie, czyli 1144 zł. Nie ma żadnego logicznego uzasadnienia dla tak wysokich cen wynajmu w Warszawie".

Inny pisze: "Chyba czas wrócić do Oslo. Tam za kawalerkę, choć jest ich mało, zapłacę ok. 1300 zł. Standard niebiański. I Norweg mnie nie wydoi tak jak warszawiak".

Bojkot, bojkot, bojkot

To ostatnio często powtarzane słowo w dziale "nieruchomości".

W jednym z ogłoszeń czytamy: - "Wszyscy chcący wynająć mieszkanie - łączmy się! Nie wynajmujmy mieszkań, przez które nie będzie nas stać na normalne życie! Niech każdy ustali cenę jakiej nie przekroczy i tego się trzyma. Może wspólnie uda nam się jakoś zatrzymać te rosnące ceny. Jeśli nie znajdzie się chętny na kawalerkę za 1500 zł, to może w końcu właściciel ją obniży. Jeśli ktoś ma jakiś pomysł, jak przeciwstawić się temu terrorowi - odezwijcie się. Musi być jakiś sposób! Przecież przeciętny student nie zarobi na szkołę, utrzymanie, bilet miejski, rachunki i jeszcze pół pokoju za 700 zł. LITOŚCI!!!" - apelują.

Inni uderzają w ton prośby, odwołują się do solidarności międzyludzkiej: - "Nie wiem czyich rodziców stać, aby płacić tysiąc zł za pokój dziecka na studiach. Przecież osoby, które chcą wynająć mieszkanie pochodzą z małej miejscowości, gdzie się zarabia o wiele mniej. Przecież rodzice nie będą nam oddawać całych swoich pieniędzy żebyśmy godnie żyli. Niech się w końcu to szaleństwo skończy, już kredyt mieszkaniowy kosztuje mniej. Proszę o przemyślenie tej sprawy i danie nam szansy" - błagalnie prosi jedna ze studentek.

Inny poszukujący mieszkania pisze, że żeby wynająć mieszkanie będzie musiał znaleźć drugą pracę. - Dlaczego mam spłacać Wasze kredyty? - złości się.

Popiera go inny: - "Ludzie kupili po kilka mieszkań, kredyty poszły w górę, to muszą znaleźć teraz jakichś łosi, żeby im to spłacali. W ten sposób zwiększyli sztucznie popyt na mieszkania i stąd te wariackie ceny również zakupu mieszkań. Popieram bojkotujących!!!"

Innym też puszczają nerwy: - "Tysiąc za sam pokój? Powiedzcie mi, gdzie mam znaleźć taką pracę, żeby starczyło mi na opłacenie wynajmu i spokojne przetrwanie miesiąca? Już teraz ledwo mi starcza na życie. Firmom też do dawania podwyżek jakoś się nie spieszy. I nie mówcie mi, że w Olsztynie albo Białymstoku jest taniej, bo tam są mniejsze zarobki i na jedno wychodzi".

Przewidywana przez analityków podwyżka - zwana "akademicką", która zazwyczaj była pod koniec wakacji - może pojawić się już wkrótce. Mieszkań już teraz szukają studenci: - "W akademikach nie ma wystarczająco miejsc! To ja się pytam, gdzie mają mieszkać ci, którym akademika nie przyznają?! -złości się studentka - Mamy wydawać 90 proc. naszego miesięcznego budżetu na pokój w wynajętym mieszkaniu? Czy dojeżdżać z domu codziennie 4 godziny w jedną i w drugą stronę?? Ludzie, jakby ktoś miał tyle kasy na mieszkanie, ile wy chcecie za wynajem, to by sobie wziął kredyt i mieszkanie kupił... 800 zł za pokój to i tak w miarę "tanio", do tego jeszcze liczniki, czyli około 100 zł, a miesięcznie dostaję od rodziców tysiąc. I ja się pytam, z czego ja mam żyć. I gdzie" - pisze desperat.

Inna studentka, która szuka mieszkania od miesiąca, twierdzi, że będzie musiała żyć o chlebie i wodzie. O ile w ogóle jakąś ofertę uda się jej znaleźć.

Niektórych studenckich wpisów nie da się zacytować bez wykropkowania.

Podziel się