Rozmowa prezydenta Kaczyńskiego z ministrem Sikorskim - czytaj
"Przesłuchanie podejrzanego przez prokuratora" Rozmowy między prezydentem a ministrem spraw zagranicznych, o szczegółach których napisał piątkowy "Dziennik", nie powinny brzmieć jak "przesłuchanie podejrzanego przez prokuratora" - Zdaniem Kostrzewy-Zorbasa. Jego zdaniem, taki przebieg spotkania dowodzi, że wyczerpały się możliwości współpracy między Lechem Kaczyńskim a szefem dyplomacji.
- Wyciek informacji na temat rozmowy świadczy o tym, że Polska jest nieprzygotowana do prowadzenia prawdziwej polityki zagranicznej - ocenił Kostrzewa-Zorbas. Jak dodał, na zewnątrz kraju wychodzi sygnał, że nasze państwo jest "skłócone, a więc słabe".
Polska jest państwem "łatwym do manipulowania" Fakt, że media opisują szczegóły tak ważnych negocjacji pokazuje, że państwo polskie "jest łatwe do manipulowania przez średniego szczebla urzędników i polityków amerykańskich" - twierdzi politolog.
Dla
USA jest "czymś naturalnym" wnikanie w głąb procesu decyzyjnego innych krajów - podkreślił ekspert. - Polska powinna jednak umieć odpierać taką metodę działania - dodał.
Według niego, negocjacje w sprawie tarczy antyrakietowej w Polsce po piątkowym przecieku i wydarzeniach "będących przedmiotem przecieku" staną się trudniejsze. - Trudniejsze okaże się porozumienie w zakresie priorytetów w polityce zagranicznej, jakimi są tarcza i Traktat Lizboński - powiedział politolog.
- Z własnej winy państwo polskie osłabi swoją pozycję w Europie i sojusz z USA - zaznaczył.
Dlaczego prezydent pytał o Asmusa? Zdaniem politologa, pytanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego: "Czy pan zna Rona Asmusa?", mogły być uzasadnione tym, że jest to człowiek "odgrywający dużą rolę w polityce zagranicznej Demokratów wobec Polski i Europy od początku lat 90."
Jednak - jak zauważył - nie reprezentuje on Baraka Obamy, lecz Hillary Clinton, która nie będzie kandydatem w najbliższych wyborach prezydenckich w USA.
W opinii Kostrzewy-Zorbasa, Sikorski może mieć większą wiarygodność w negocjacjach na temat tarczy dla Republikanów, bo przez lata swojej pracy w Waszyngtonie "był mocno związany ze środowiskiem neokonserwatystów".
Według politologa, porozumienie z Demokratami a nie obecną amerykańską administracją, "mogłoby mieć miejsce", gdyby odbywało się oficjalnie, "z pełnomocnictwa państwa polskiego" i w zamian za realne korzyści dla naszego kraju, takie jak zniesienie wiz dla Polaków.