Zdaniem posła PiS na skutek rozlicznych manipulacji redaktorów
TVN nie został dopuszczony do udziału w "Ringu" z ministrem skarbu Aleksandrem Gradem.
Zarzuty Suskiego odpiera dzisiaj Marcin Piasecki, redaktor naczelny "The Wall Street Journal". - To właśnie jedno z wydań "Ringu", które miałem przyjemność współprowadzić stało się przyczyną bojkotu całego TVN przez PiS - pisze. Piasecki zapewnia, że "Suski strzela na ślepo i kieruje swoje pretensje pod złym adresem, bo to "WSJ" a nie TVN, zapraszała go do feralnego wydania programu". Tłumaczy, że zmiany w zestawie gości dokonywane były na gorąco, a redakcja uznała, że lepszym rozmówcą o prywatyzacji będzie Jacek Socha.
Pojawia się "tajemniczo uśmiechnięty poseł" Zaproszenie dla polityka PiS zostało więc odwołane. O zmianach w ramówce Suski był informowany "na wszelkie możliwe sposoby" - SMS- em, nagraniem na pocztę głosową. Mimo to polityk zjawił się na nagraniu. - Tajemniczo uśmiechnięty poseł pięć minut przed "Ringiem" pojawił się w TVN. Tam usłyszał od niżej podpisanego kolejne przeprosiny. Nie wyglądał zresztą na specjalnie przejętego ani zdziwionego, że nie będzie uczestniczył w naszym programie - pisze Piasecki.
Według redaktora naczelnego "WSJ" po niefortunnym zaproszeniu inni politycy PiS nadal przyjmowali zaproszenia do programu. Pojawił się w nim m.in.
Paweł Poncyliusz. - Dlaczego więc cała uwaga Suskiego skupiła się wyłącznie na TVN? - zastanawia się Piasecki. - Naprawdę trudno dopuścić myśl, że członek największej partii opozycyjnej w kraju nie wiedział, do jakiego programu przychodzi i kto go do niego zaprasza - podsumowuje.
Suski: Politycy mogą oceniać dziennikarzy - Dziennikarze mogą oceniać polityków, dlaczego politycy nie mieliby oceniać dziennikarzy? - mówił dzisiaj Suski w TOK FM. Przypomniał, że politycy PiS ocenili tę stację jako nieobiektywną. - W TVN-ie były takie sytuację, że jak się ktoś nie podobał to albo mikrofon był wyłączany albo nie był zapraszany - przekonuje. Według niego taka sytuacja miała miejsce wobec jego partyjnego kolegi Krzysztofa Tchórzewskiego. Poseł twierdził, że kiedy się nie wypowiadał, miał wyłączony mikrofon a inni rozmówcy mieli.
- To są może przypadki, ale one składają się w jedną całość, która jest niepokojąca - ocenia Suski. Pytany jak długo potrwa bojkot mówi, że "to nie jest raz na zawsze". - Zobaczymy, jak długo będzie trwał bojkot. Oczekujemy, żeby tam był minimalny obiektywizm - mówi. - Jeżeli TVN zadeklaruje, że reguły obiektywizmu będą zachowane to wtedy wrócimy - dodaje.