Czytaj także:
Upadające giganty. Wojciech Białek o sytuacji Fannie Mae.
Indeks 30 największych spółek Dow Jones w pewnej chwili tąpnął o 250 pkt. i po raz pierwszy od dwóch lat wynosił mniej niż 11 tys. pkt., jednak zdołał odrobić straty. Później znów zaczęła się wyprzedaż i wskaźnik amerykańskich blue chips zakończył sesję na poziomie 11.100,54 pkt., tracąc 1,14 proc. (128,48 pkt.).
Szersze wskaźniki również odnotowały straty. Indeks Standard & Poor's 500 osłabił się o 1,11 proc. (13,90 pkt.) do 1239,49 pkt., zaś Nasdaq spadł o 0,83 proc. (18,77 pkt.) do poziomu 2239,08 pkt.
Uwagę inwestorów przyciągały głównie losy wspieranych przez rząd siostrzanych instytucji Freddie Mac (Federal Home Loan Mortgage Corporation) i Fannie Mae (Federal National Mortgage Association), skupujących i gwarantujących kredyty hipoteczne. Na Wall Street utrzymują się obawy o ich ewentualny upadek, co byłoby kolejnym ciosem dla pogrążonych w kryzysie amerykańskich rynków finansowych.
Walory Fannie Mae zostały w piątek przecenione o 22,4 proc., zaś Freddie Mac o 3,1 proc.
Katalizatorem spadków były dalsze wzrosty cen ropy naftowej. Baryłka lekkiej, słodkiej ropy z dostawą na sierpień kosztowała w piątek na zamknięciu nowojorskiej giełdy towarowej (NYMEX) 145,08 dol., o 2,4 proc. więcej niż w czwartek, jednak w trakcie sesji osiągnęła przejściowo rekordowe 147,27 dol.
W skali tygodnia Dow Jones Industrial Average stracił 1,7 proc., S&P 500 - 1,9 proc., zaś Nasdaq - 0,3 proc.. Dla dwóch ostatnich wskaźników był to już szósty z rzędu tydzień spadków, natomiast Dow Jones tanieje nieprzerwanie od czterech tygodni.
W ostatnich dniach wszystkie główne indeksy straciły już ponad 20 proc. od swoich ostatnich szczytów, co uważa się za oficjalny początek bessy.