Dzisiaj Sąd Okręgowy w Warszawie przesłuchiwał kolejnych świadków w procesie o ochronę dóbr osobistych, jaki Kotecka wytoczyła b. reporterowi "Wiadomości" Łukaszowi Słapkowi.
Zeznając jako świadek pozwanego, b. dziennikarz "Wiadomości" Wojciech Brzeziński powiedział, że "co najmniej 3 dziennikarzy" mówiło mu, że dostawali sygnały, iż dostaną wyższe wyceny, jeśli zrobią materiały "w określony sposób". Świadek nie ujawnił ich nazwisk. Dodał, że jeszcze przed swym zwolnieniem Słapek mówił mu o propozycji, jaką mu złożyła Kotecka.
"Biskup przesadził" Brzeziński powiedział, że gdy w 2007 r. robił materiał o kazaniu abp. Józefa Michalika - który po głosowaniu w Sejmie w sprawie aborcji powiedział, że i
PiS i PO straciły mandat do reprezentowania społeczeństwa - Kotecka zadzwoniła, by streścił jedynie tę wypowiedź, a nie przytaczał jej, bo "biskup przesadził".
- A czemu nie mówisz, że potem Ci powiedziałam, byś kierował się swym sumieniem w tej sprawie? - spytała go Kotecka. - Bo takiej rozmowy nie było - odparł świadek.
"Cały zespół był zszokowany, dostaliśmy gotowca" Świadek dodał, że cały zespół "był zszokowany", gdy Kotecka przyniosła materiały ze śledztwa przeciw podejrzanemu m.in. o korupcję dr. Mirosławowi G. - krótko przed decyzją sądu, czy przedłużyć mu areszt. - Dostaliśmy gotowca; dokładnie takiego, na jakim zależało ministerstwu sprawiedliwości - zeznał. Dodał, że przed decyzją sądu w Chicago, czy wydać Polsce Edwarda Mazura, pojawiły się też materiały z tego śledztwa. - Ale ze stemplem sądu w Chicago - wtrąciła Kotecka.
"Reporter mówił, że się boi" Inny b. reporter "Wiadomości" Tomasz Lipko zeznał, że "jeden z młodszych reporterów" mówił mu, iż Kotecka proponowała mu podczas protestów lekarskich, że "wysoko wyceni" materiał o szefach związku zawodowego lekarzy jako o ludziach bogatych, mających pieniądze niewiadomego pochodzenia. Lipko odmówił podania nazwiska tego reportera - bo "on mówił, że się boi".
- Nigdy nie składałam nikomu korupcyjnej propozycji; żaden ze świadków nie zeznał dotychczas, by był adresatem takiej rzekomej propozycji lub jej bezpośrednim świadkiem - podkreśliła Kotecka.
O co chodzi w całej sprawie? W listopadzie 2007 r. "Dziennik", opierając się na relacji Słapka, napisał w artykule pt. "Korupcja w TVP", że Kotecka wywierała naciski na reporterów, by przygotowywali materiały kompromitujące PO. Według Słapka, "były momenty, kiedy dochodziło do sytuacji bliskich korupcji" - Kotecka sugerowała, że dobrze mu zapłaci za ten reportaż. Nieprzyjęcie jej oferty miało być powodem jego zwolnienia z "Wiadomości". Wersję Słapka potwierdzali potem inni b. dziennikarze
TVP.
Kotecka zaprzeczyła i wytoczyła Słapkowi proces, żądając od niego przeprosin i 50 tys. zł zadośćuczynienia za sugestię korupcji. Według niej, przyczyną rozstania ze Słapkiem była jego "konfliktowość, ale przede wszystkim wątpliwości co do rzetelności dziennikarskiej".
Strona pozwana wnosi o oddalenie pozwu, dowodząc, że słowa Słapka były prawdziwe, a nie może on brać odpowiedzialności za to, co z jego wypowiedzią zrobił "Dziennik" (w oddzielnym procesie "Dziennik" został pozwany przez Kotecką oraz TVP).