Ojciec Hejmo: Profesorowie IPN kontynuują robotę esbeków

- Wszystko, co przekazane jest w teczkach SB to programowe kłamstwo i fałsz. Po to spisywali esbecy pogmatwane informacje, żeby stanowiły "haki" na duchownego. Wydaje mi się, że tak niekiedy ukazujący w pięknym świetle esbeków, profesorowie IPN zwyczajnie wykonują zlecenie bezpieki i realizują jej testamenty zapisane w teczkach - mówi w rozmowie z miesięcznikiem "Focus Historia" ojciec Konrad Hejmo. Tym wywiadem duchowny przerwał długotrwałe milczenie.
27 kwietnia 2005 r. profesor Leon Kieres, ówczesny prezes IPN, publicznie ogłosił, że ojciec Hejmo był w latach 70. i 80. tajnym informatorem SB o pseudonimach "Hejnał" i "Dominik". Informacja ta od razu trafiła na czołówki wszelkich audycji informacyjnych. Duchowny z dnia na dzień stał się obiektem medialnego ataku. Szok był tym większy, że w ostatnich dniach życia papieża Jana Pawła II, Hejmo był nieformalnym rzecznikiem prasowym Watykanu.

Dominikanin próbował się bronić, kategorycznie zaprzeczał, że był tajnym współpracownikiem służ bezpieczeństwa. Do czasu gdy dał za wygraną i zniknął, ukrywając się przed żądnymi sensacji dziennikarzami.

Po długim okresie milczenia, ojciec Hejmo postanowił przedstawić swoją wersję wydarzeń. Jego wyznanie opublikował najnowszy "Focus Historia".

"Nigdy nie byłem w IPN"

W rozmowie z dziennikarzami "Focusa" Hejmo przekonuje, że nigdy nie wybrał się do Instytutu Pamięci Narodowej, by zapoznać się z trzema tomami akt dotyczących jego osoby. Zapewnia, że prosił jedynie o pomoc o. prof. Jacka Salija, by ten zapoznał się z materiałami SB.

- I on to zrobił. Wiem, że profesorowie piszący Raport nie tylko nie przyjęli zastrzeżeń o. profesora, ale w ogóle nie chcieli z nim rozmawiać. Nadto pani mecenas K., która prowadzi moją sprawę, zwracała się kilka razy do IPN o wydanie kopii teczek dotyczących mojej osoby, niestety nie otrzymała zgody nawet na przestudiowanie materiałów. A wiem, że kopie otrzymały osoby, które nie miały żadnych uprawnień do ich otrzymania, ale były po stronie IPN i jego wyroków - mówi Hejmo.

"Profesorowie historycy podają bzdury"

Duchowny z dezaprobatą wypowiada się o autorach Raportu, trzech historykach IPN, którzy napisali m.in, że stanowił on dla MSW jedno z najcenniejszych źródeł informacji o sytuacji w Watykanie i polskim kościele. Według Hejmo "ten, kto borykał się w czasach komunistycznej >>pogardy<< z trudnościami, o ile faktycznie pracował nie obijał się, to nigdy nie napisałby takich bzdur, jakie podają wielcy >>profesorowie historycy<<.

- Widać całkowity brak znajomości uwarunkowań i sytuacji księdza , który chciał coś dobrego zrobić w gąszczu >>osaczeń<<, donosów, inwigilacji, szpicli i podsłuchów. Co do opinii autorów Raportu - mam swoje zdanie. Dzięki Bogu, podobne zdanie mają również ludzie mądrzy, myślący historycznie, nie ulegający nagonce pewnych różowych środowisk - stwierdza dominikanin.

"Pochwały dla SB w Raporcie IPN"

Hejmo odnosi się również do wniosku oficera SB, majora Wacława Głowackiego, który w 1980 r. zabiegał o "przekwalifikowanie" go z kandydata na tajnego współpracownika. Uzasadniał to "takim stopniem zaangażowania Hejmy, że spełnił on wymogi stawiane tajnym współpracownikom".

- Awansowanie gnębionego duchownego nie było potrzebne i nie służyło duchownemu, tylko wyłącznie pracownikowi SB czy MSW - komentuje ten fakt duchowny. - On przez to awansował i tylko on zabezpieczał sobie większą emeryturę, którą dziś wszyscy płacimy! A pracownicy IPN, otwierając testamenty esbeków - bzdurne teczki, wychwalają tamtą służbę za dokładność, za pracowitość, za służbę ojczyźnie. Ileż pochwał dla esbeckiej służby jest w Raporcie IPN. Widać ewidentnie sympatie profesorów dla pracowników SB. Zresztą esbecy dostarczyli im pieniędzy, dając materiał do obróbki, i również ci profesorowie kontynuują robotę esbeków - dalej niszczą uczciwych i zasłużonych duchownych.

"Musiałem żebrać o łaskę"

Na pytanie dziennikarzy "Focusa", czy nie ma do siebie pretensji o to, że dopuszczał do zbyt wylewnych rozmów z oficerami bezpieki, gdy mógł im kategorycznie odmówić, duchowny przekonuje, że był petentem i rozmów odmówić kategorycznie nie mógł.

- Ja musiałem żebrać o łaskę. Takie pytanie może postawić człowiek, który nigdy nie doświadczył życia w PRL. Każdy proboszcz, chcąc załatać dziurę w dachu kościelnym, musiał się nachodzić za blachą, której i tak nie dostał legalnie, tylko pokątnie od jakiegoś ubeka. A on, dzięki temu, już miał jakieś wejście do księdza.

Więcej w najnowszym numerze miesięcznika "Focus Historia".

Skomentuj:
Ojciec Hejmo: Profesorowie IPN kontynuują robotę esbeków
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX