Borusewicz o wypowiedzi prezydenta: Chciał, by przywódcy innych państw do niego dzwonili

mm
02.07.2008 , aktualizacja: 02.07.2008 12:21
A A A Drukuj
Lech Kaczyński powiedział, że wstrzyma się z podpisaniem Traktatu Lizbońskiego po to, by zwrócić na siebie uwagę, by znów znaleźć się w centrum uwagi i otrzymywać telefony od przywódców innych państw - uważa marszałek Senatu Bogdan Borusewicz. - Bo znalazł się na marginesie - powiedział senator w Poranku TOK FM.
Bogdan Borusewicz
Fot. Kamil Wróblewski / TOK FM
Bogdan Borusewicz


"Prezydent chce zwrócić na siebie uwagę"

- Ta wypowiedź jest niefortunna. Wychodzimy przed Irlandię, jako hamulcowi - powiedział w TOK FM marszałek Senatu.

- Nie bardzo wiem po co tego typu głosy ze strony prezydenta. Chociaż - jak umiem czytać - to tam było wezwanie do tego, żeby (prezydent Lech Kaczyński - przy. red.) otrzymywał telefony od tych najwyższych - prezydentów, premierów. Bo na to się skarżył, że takich telefonów nie ma - powiedział marszałek Senatu.

Zdaniem Bogdana Borusewicza Lech Kaczyński poprzez kontrowersyjną wypowiedź chciał zwrócić na siebie uwagę, chciał także, by Polska znalazła się w centrum uwagi - powiedział Borusewicz. - Ale to jest akurat zły pomysł - dodał.

- Jeżeli byśmy poddali Traktat Lizboński głosowaniu w referendum, to jego zwolennicy by zwyciężyli - uważa Borusewicz. - I na pewno byłoby to ze szkoda dla PiS-u. Na bazie tego referendum powstałaby partia konkurencyjna do PiS. Wiem, że były takie przymiarki - dodał.

"Le Figaro": Lech Kaczyński wyciągnął politycznego królika

Francuski dziennik "Le Fogaro" podobnie komentuje wypowiedź Lecha Kaczyńskiego. - Lech Kaczyński wyciągnął z kapelusza nowego politycznego królika, aby znów móc zaistnieć na polskiej scenie politycznej - pisze gazeta.

Francuska gazeta podkreśla, że prezydent Kaczyński po irlandzkim "nie" zadał kolejny, nagły cios traktatowi, a paradoksem tej sytuacji jest fakt, że to sam Lech Kaczyński z Niemcami i Francją negocjował warunki traktatu, pod którym dziś nie chce złożyć podpisu.

Przywołując opinię socjolog Leny Kolarskiej-Bobińskiej dziennik zaznacza, że "konserwatysta Lech Kaczyński, którego popularność spada, zdecydował się wypłynąć na fali kryzysu irlandzkiego, by przesłać sygnał swojemu antyeuropejskiemu elektoratowi".

"Le Figaro" zauważa, że wobec nowego ciosu z Warszawy Paryż zachowuje stoicki spokój. Cytuje również komentarz z otoczenia prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego, iż prezydent RP nigdy nie był łatwym partnerem w kwestiach unijnych.

Zamieszanie wokół wypowiedzi prezydenta Kaczyńskiego

Lech Kaczyński stwierdził wczoraj, że podpisanie Traktatu Lizbońskiego po tym, jak Irlandczycy powiedzieli "nie" w referendum dotyczącym traktatu, "jest bezprzedmiotowe". O wypowiedzi polskiego prezydenta napisały najważniejsze światowe media.

"Le Monde": Prezydent Kaczyński zepsuł francuskie święto



Podziel się