Jarosław Kurski: "Gazeta Wyborcza" jest taką samą ofiarą Maleszki jak inni

Wicenaczelny "Gazety Wyborczej" Jarosław Kurski stwierdził w Radiu ZET, że "Gazeta Wyborcza" również padła ofiarą Lesława Maleszki. - On ukrył przed nami swoją przeszłość. Prowadził absolutnie podwójne życie i naraził nas na cały ten koszmar, więc w tym sensie my też jesteśmy ofiarą Maleszki - mówił Kurski.

Maleszka: Mogłem mieć związek ze śmiercią Pyjasa





Na pytanie, czy to ten film zdecydował o wyrzuceniu Lesława Maleszki z "Gazety Wyborczej", powiedział, że nie jest to takie proste, ale "film mu na pewno nie pomógł". (Maleszka przestał pracować w "Gazecie Wyborczej" 20 czerwca 2008 r. po tym, jak kierownictwo redakcji obejrzało film "Trzech kumpli", Czytaj: Maleszka już nie pracuje w "Wyborczej">>)

"Cena miłosierdzia dla Maleszki była wysoka"

- To, że Maleszka pracował od 2001 r. u nas w redakcji, miało charakter tylko i wyłącznie socjalny i humanitarny. Jak pani świetnie pamięta, kierownictwo redakcji potępiło Maleszkę w specjalnym oświadczeniu. Maleszka napisał sam artykuł "Byłem Ketmanem", więc to, że on pracował na specjalnych warunkach, od lat nie przychodząc do redakcji, miało charakter socjalny i humanitarny i nie było wyrazem żadnej abolicji dla niego. Kurski dodał, że nie jest tak, że "akt miłosierdzia chrześcijańskiego ze strony kierownictwa redakcji był jednocześnie aktem akceptacji dla tego wszystkiego, co Maleszka robił". - Broń Boże tak nie było - zapewniał naczelny GW.

- My w "Gazecie Wyborczej" jesteśmy ludźmi, którzy też mają swoje życiorysy, którzy przeszli przez więzienia, którzy byli w podziemiu, w opozycji, i to nie była łatwa decyzja. Cena tego miłosierdzia była bardzo wysoka dla nas wszystkich - powiedział Kurski.

"Gdyby to ode mnie zależało, Maleszka by już nie pracował"

- Gdyby to ode mnie wtedy zależało, to Maleszka by nie pracował. Dzisiaj już nie pracuje, ale ja odczuwam pewną solidarność z Adamem Michnikiem i pewien podziw dla tego gestu, z którym się nie zgadzałem. To był gest zrobiony przeciwko wszystkim. Adam nic na tym nie zyskiwał. Wiedział, że będzie za to przez wszystkich zaatakowany, a mimo wszystko zdecydował się na to. I to jest coś, co budzi mój najwyższy podziw - opowiadał Kurski.

Wyjaśniając, dlaczego dopiero teraz doszło do ostatecznego zwolnienia Maleszki z "Gazety Wyborczej" Kurski powiedział, że Maleszka złamał zasady, na jakich funkcjonował przez ostatnie 7 lat. - Maleszka -w sposób całkowicie moim zdaniem nieuprawniony, z wdziękiem typowym dla perfekcyjnego agenta - przedstawił się jako osoba, która ma wpływ na linię redakcyjną pisma, co nie jest absolutnie prawdą, co było nadużyciem i właśnie dlatego spotkałem się z Maleszką, dałem mu szansę złożenia dymisji, z czego on skorzystał - powiedział Kurski.

"Gazeta Wyborcza" jest ofiarą Maleszki

Jednocześnie dodał, że nie chce przyłączać się do chóru ludzi, którzy dziś jednogłośnie potępiają Maleszkę. - Ten człowiek jest głęboko tragiczną postacią (...). Ja co miałem do zrobienia, to zrobiłem - Leszek Maleszka już w "Gazecie" nie pracuje - mówił Kurski.

Według niego tezę, że Maleszka mógł mieć związek z zabójstwem Pyjasa, powinny sprawdzić odpowiednie organy państwowe. - Dla mnie jest to sytuacja bardzo dyskomfortowa, że musiałem z Maleszką pracować w jednej redakcji i spotykać się z nim czasem na korytarzu - mówił wicenaczelny GW.

- "Gazeta Wyborcza" jest taką samą ofiarą Maleszki jak wszyscy inni - podkreślił Kurski.

"Trzech kumpli"

Telewizja TVN w poniedziałek i we wtorek wyemitowała dwuodcinkowy dokument "Trzech kumpli" pokazujący przyjaźń trzech studentów i opozycjonistów - Stanisława Pyjasa, Bronisława Wildsteina oraz Lesława Maleszki, zdemaskowanego później jako b. tajnego współpracownika SB o pseudonimie "Ketman". Pyjas został w 1977 r. śmiertelnie pobity prawdopodobnie przez ludzi SB.

Autorzy filmu wyemitowanego przez TVN pokazują najpierw przyjaźń, która łączyła Pyjasa, Wildsteinda i Maleszkę; później wpływ jaki wywarła na nich śmierć Pyjasa. Krok po kroku rekonstruują, w jakich okolicznościach Maleszka nawiązał współpracę z SB. Rozmawiają z b. funkcjonariuszami SB, którzy rozpracowywali krakowskich opozycyjnych studentów, z członkiem rodziny Pyjasa, który na niego donosił i bratem Maleszki, który opowiada, że Maleszka nie brał bezpośrednio do ręki pieniędzy za donoszenie na kolegów, ale dostawał je na konto.

"Zrobiłem potworne zło" - mówi w filmie Maleszka. Pytany o to dlaczego donosił mówi: "To jest doskonałe pytanie".

Zwłoki Stanisława Pyjasa znaleziono 7 maja 1977 r. w bramie kamienicy przy ul. Szewskiej w Krakowie. Prokuratura, która po śmierci studenta prowadziła śledztwo, umorzyła sprawę, twierdząc, że Pyjas "spadł ze schodów". Dla przyjaciół i znajomych Pyjasa ta wersja okoliczności jego śmierci była od początku niewiarygodna, bo wiedzieli, że interesowała się nim bezpieka.

W 2001 roku Lesław Maleszka został ujawniony jako "tajny współpracownik" przez swojego przyjaciela z okresu działalności opozycyjnej Bronisława Wildsteina. Lesław Maleszka przyznał, że był tajnym współpracownikiem o pseudonimie "Ketman". 13 listopada w "Gazecie Wyborczej" ukazał się jego tekst pod tytułem "Byłem Ketmanem".

Do 2008 roku Maleszka był zatrudniony w "Gazecie Wyborczej", gdzie zajmował się redagowaniem przysyłanych mu do domu artykułów, nie publikując własnych tekstów.