Tusk: Wałęsa został agentem, kiedy przestał współpracować z Kaczyńskimi

Donald Tusk w programie TVP2 "Tomasz Lis na żywo" powiedział, że w 1991 r., kiedy powstawał rząd Jana Olszewskiego konstruowany przez Jarosława Kaczyńskiego podczas negocjacji na temat utworzenia rządu usłyszał, że on i jego partia mogą dostać pełnię władzy nad polską gospodarką pod warunkiem, że pomogą w odsunięciu od władzy Lecha Wałęsy. Donald Tusk był wówczas politykiem KLD.
- To było dla mnie bardzo zastanawiające, bo kilkanaście miesięcy wcześniej Jarosław Kaczyński i Krzysztof Wyszkowski byli ludźmi, którzy tworzyli polityczną atmosferę i kampanię na rzecz Lecha Wałęsy - mówił Donald Tusk w programie Tomasza Lisa.

Premier stwierdził, że Lech Wałęsa "ze swoim skomplikowanym życiorysem, który był znany i Krzysztofowi Wyszkowskiemu, i Jarosławowi Kaczyńskiemu", był do zaaprobowania tylko do czasu, kiedy "był ich albo wydawało im się, że będzie ich".

- Wtedy, kiedy doszło do konfliktu, kiedy Lech Wałęsa podziękował za współpracę braciom Kaczyńskim, okazało się, że jest agentem i człowiekiem niebezpiecznym - mówił premier. Dodał, że nie zgadza się z tego typu instrumentalnym traktowaniem biografii. Według niego dla środowiska, które dziś najzacieklej atakuje Lecha Wałęsa, wszystko jest do wybaczenia pod jednym warunkiem - "że pracuje dla nich".

Premier Donald Tusk powiedział, że nie zgadza się z wieloma tezami zawartymi w książce historyków IPN Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka pt. "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii".

Premier był pytany w programie "Tomasz LiS na żywo" w TVP2 o to czy widzi potrzebę zmiany ustawy o IPN. (W poniedziałek zmian w tej ustawie nie wykluczył wiceszef klubu PO Grzegorz Dolniak.) Tusk podkreślił, że rozmawiał na ten temat ze swoimi kolegami i koleżankami z PO i "wygłosił jednoznaczną opinię". "Z całą pewnością nie jest grzechem czy winą historyków, a także instytucji powołanych do badania przeszłości, wydawanie książek, nawet jeśli są kontrowersyjne" - powiedział premier. "Nie zmienię tej opinii" - zaznaczył.

"Inaczej widzę historię tamtych lat"

Szef rządu podkreślił, że mimo iż nie zgadza się z wieloma tezami "szczególnie politycznymi" zawartymi w książce IPN o Wałęsie, to - jego zdaniem - prawo do badań naukowych i publikacji "jest prawem ważniejszym niż emocje polityczne". - Nie kwestionowałbym prawa ludzi do własnego widzenia historii - powiedział premier.

Według Tuska publikacja Cenckiewicza i Gontarczyka jest z "punktu widzenia autorów" rzetelna. "Ja bym ją napisał inaczej. Inaczej widzę historię tamtych lat" - mówił, przyznając jednocześnie, że ma "emocjonalny" stosunek do czasów opisywanych w książce. Premier ocenił też, że Cenckiewicz i Gontarczyk mają "twarde poglądy polityczne" i "tego nie ukrywają".

W jego opinii debata o książce "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" jest także debatą o to "jak ocenić historię "Solidarności" oraz "lata 90." i III RP. Zaznaczył przy tym, że w jego ocenie "źle się stało, iż liderzy PiS ferowali wyroki zanim zdążyli tę książkę przeczytać.

Książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka w poniedziałek trafiła do księgarń. Według autorów publikacji, Lech Wałęsa w początkach lat 70. był agentem SB o kryptonimie "Bolek"; akta świadczące o tym b. prezydent zabrał w latach 90.; a w 2000 r. Sąd Lustracyjny wadliwie ocenił dowody nt. Wałęsy i pominął ich część. Lech Wałęsa zaprzecza współpracy z SB.

Przeczytaj też: Donald Tusk: Jeśli będzie trzeba, pójdę do prezydenta na kolanach