Chińskie władze zwolniły łącznie 1157 osób oskarżonych o udział w zamieszkach w stolicy Tybetu Lhasie - poinformował wicegubernator Tybetu Palma Trily, cytowany przez chińską agencję Xinhua. Wczoraj organizacja Amnesty International opublikowała raport, z którego wynika, że Chiny wciąż przetrzymują ponad tysiąc Tybetańczyków zatrzymanych podczas marcowych protestów.
Jak powiedział na konferencji prasowej, osoby te zatrzymane były za pomniejsze wykroczenia podczas zamieszek w Lhasie , które wybuchły w połowie marca.
Według Tybetańczyków na wygnaniu represje w Tybecie przyniosły ponad 200 ofiar śmiertelnych. Chiny podają, że w zamieszkach w Lhasie 14-15 marca zginęło 19 osób.
Palma Trily powiedział, że sądy w Tybecie skazały jak dotąd 42 osoby za podpalenia, rabunek i gromadzenie się w celu napaści na instytucje i organizacje państwowe. Według niego w aresztach na osądzenie oczekuje 116 osób, 1157 zostało zwolnionych, a wszystkich zatrzymanych przez władze było łącznie 1315.
Spośród 42 już osądzonych 30 trafiło w kwietniu do więzień z wyrokami od trzech lat po dożywocie. Kolejna partia to 12 osób skazanych w tym tygodniu. Xinhua nie podała wymiaru ostatnio orzeczonych kar.
Według doniesień z kwietnia dożywocie w dwóch przypadkach zasądzono za podpalenie i przeszkadzanie służbom publicznym oraz za kierowanie niszczeniem mienia i atakowanie milicjantów.
Chiny kwestionują raport AI
Wypowiedź przedstawiciela władz Tybetu padła po opublikowaniu przez Amnesty International raportu, według którego władze Chin wciąż przetrzymują około tysiąca Tybetańczyków.
"Wiele setek, a może i tysięcy Tybetańczyków siedzi w więzieniach i aresztach, przy czym rząd nie informuje publicznie o ich miejscu pobytu ani nie stawia im formalnie zarzutów kryminalnych" - czytamy w raporcie.
Jak podkreśla AI, wielu więzionych pozbawiono możliwości kontaktu z rodziną czy adwokatami, co stanowi pogwałcenie międzynarodowych konwencji praw człowieka.
"Apelujemy do rządu chińskiego o dostarczenie tych informacji, a w przypadku aresztowanych wyjaśnienie, dlaczego ich zatrzymano" - powiedział dyrektor AI na obszar Azji i Pacyfiku Sam Zariif. Jak dodał, należy im "albo postawić zarzuty i przeprowadzić proces, albo natychmiast zwolnić".
Rzeczniczka chińskiego MSZ Jiang Yu powiedziała, że nie widziała raportu Amnesty International. "Ale dobrze wiadomo, że ta organizacja zawsze miała antychińskie odchylenie i regularnie wypuszczała nieodpowiedzialne raporty atakujące Chiny - oznajmiła Jiang na konferencji prasowej. - Uważam, że w ich słowach nie ma krzty wiarygodności".
AI zaapelowała także do Chin o zakończenie blokady informacyjnej na temat rejonów tybetańskich poprzez zapewnienie swobodnego dostępu do nich dziennikarzom i innym zagranicznym obserwatorom.