Miodowicz: Dokumenty w książce o Wałęsie udostępnione nielegalnie

mm, PAP
18.06.2008 , aktualizacja: 18.06.2008 21:58
A A A Drukuj
Dokumenty w książce pt. "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii", wytworzone po 1990 r. "w obrębie UOP i ABW", zostały udostępnione autorom w sposób nielegalny i sprzeczny z prawem - uważa Konstanty Miodowicz, poseł PO, były szef kontrwywiadu.
Konstanty Miodowicz
Fot. Paweł Małecki / AG
Konstanty Miodowicz
"Jestem zbulwersowany"

- Jestem zbulwersowany pojawieniem się w publikacji "pseudohistoryków" IPN dokumentów, które były wytworzone po roku 1990 w obrębie służb niepodległego państwa polskiego, a mianowicie UOP i ABW - powiedział Miodowicz. - Dokumentami tymi nie dysponował i dysponować nie może IPN i zostały one udostępnione autorom książki w trybie nielegalnym i sprzecznym z prawem - dodał.

Zdaniem Miodowicza, materiały te podlegają ochronie i mogą być odtajniane i udostępniane jedynie organom ścigania decyzją szefów służb. - W przypadku publikowania (w książce) notatek dyrektora (Wiktora) Fąfary i ministra Andrzeja Milczanowskiego dokonano bezczelnego i zuchwałego przestępstwa - powiedział Miodowicz.

W jego ocenie, obecnie mamy do czynienia z dyskusją dotyczącą przedsięwzięcia o charakterze politycznym, realizowanym z użyciem "rekwizytów historycznych".

Cenckiewicz: Jest podstawa prawna do publikacji

Podstawą prawną do publikacji tych dokumentów jest art. 27 ustawy o IPN, który mówi, że "prezes IPN może na tej podstawie wystąpić do jakichkolwiek organów państwowych, które posiadają dokumenty, odnoszące się do funkcjonowania aparatu bezpieczeństwa PRL" - twierdzi jeden z autorów książki Sławomir Cenckiewicz.

- W związku z tym, że dokumentacja ABW i UOP dotyczyła spraw związanych z zaginięciem dokumentów wytworzonych w okresie PRL, prezes IPN mógł otrzymać te materiały - powiedział Cenckiewicz.

"Autorzy chcą dokonać zamachu na symbol"

Zdaniem Miodowicza, autorzy książki o Wałęsie, Piotr Gontarczyk i Sławomir Cenckiewicz, to "aktywiści, o określonej orientacji politycznej, którzy pod możnym protektoratem głowy państwa zamierzają dokonać zamachu na symbol polskiej niepodległości, celem dokonania degradacji kogoś znaczącego i liczącego się w Polsce i w świecie".

W jego ocenie, publikacja ta zostanie zauważona wśród obserwatorów polskiej sceny politycznej, którzy "zdziwią się, że w Polsce nadal odbywa się brukanie tego co polskie i dla Polaków ważne i degraduje się bohaterów narodowych do roli 'popłuczyn' agenturalnych służb specjalnych państwa komunistycznego".

Konstanty Midowicz w latach 1990-1996 pracował w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Urzędzie Ochrony Państwa, gdzie, jako szef kontrwywiadu, uczestniczył w budowie polskich służb specjalnych.

Podziel się