We wczorajszej "Rzeczpospolitej" oraz na internetowych witrynach "Wprost" i "Gazety Polskiej" znanych z sympatii dla lustracji ukazały się wczoraj fragmenty
książki autorstwa dwóch historyków IPN Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka "
SB a
Lech Wałęsa Przyczynek do biografii". Jednak zaprezentowane w nich tezy i rzekome dowody są od lat powszechnie znane.
W oparciu o esbeckie papiery W
komentarzu w "Gazecie Wyborczej" Ewa Milewicz zarzuca Gontarczykowi i Cenckiewiczowi, że uznanie teczki TW "Bolka" za prawdziwą jest podyktowane chęcią udowodnienia współpracy Wałęsy z SB: " Historycy nie dopuszczają żadnych wątpliwości - te zdania [z notatki SB o informacjach przekazanych przez 'Bolka' - red.] świadczą o tym, że Wałęsa współpracował. Kiedy zaś natykają się na dokument SB z 1971 r. mówiący, że Wałęsa 'nie podjął' współpracy z SB, powiadają: to falsyfikat podrzucony za sprawą Wałęsy". Jej zdaniem zaprezentowane wczoraj tezy są pisane z perspektywy lat 1991-1992. "Bohaterami tej historii są rząd Jana Olszewskiego, a zwłaszcza szef UOP Piotr Naimski, minister spraw wewnętrznych
Antoni Macierewicz i ich ludzie. Oni podobno pokazali prawdę. Wprawdzie nie ocalili dokumentów 'Bolka', ale ocalili pamięć o nich".
Podobnego zdania jest publicysta "Polski" Robert Siewiorek w komentarzu pod tytułem "Prawie jak prawda". "Za parę dni historycy z
IPN ogłoszą więc o Wałęsie prawdę, której ochłapami już od dawna obdzielają Polaków niektórzy publicyści i politycy - pisze Siewiorek. - To będzie prawda z ubeckich teczek spisana przez szuje odpowiedzialne za Czerwiec '56, Grudzień '70 czy Grudzień '81. Tę prawdę uzupełni inna, z lat 90., wyhodowana na teorii spisku elit przeciw Olszewskiemu i Macierewiczowi".
Siewiorek podkreśla, że zaprezentowane tezy "potwierdzają prezydent i prezes", i mają one służyć walce politycznej. "Jej [prawdy - red.] dysponentom nie chodzi o wiedzę o tym, dlaczego Wałęsa podpisał w latach 70. jakieś kwity. Oni chcą wiedzieć, jak się robi polityczny cep" - pisze dziennikarz "Polski".
Legenda Wałęsy przetrwa Maciej Rybiński z "Faktu" twierdzi, że książka IPN nie zmieni nic w obrazie Wałęsy jako legendy lat 80., natomiast stosunek komentatora do początków III RP, które, jak sugeruje, były podporządkowane wybielaniu postaci "konstruktorów" wolnej Polski. Rybiński twierdzi, że dochodziło wtedy do nadużywania władzy i manipulowania Polakami.
Zdaniem Cezarego Michalskiego z "Dziennika", mimo ciężkich oskarżeń, jakie wysuwają wobec byłego prezydenta historycy IPN, Wałęsa walkę o swoje dobre imię wygra. "Wygra dlatego, że bohaterem po prostu był. Tyle, że nie czystym jak ze świętych obrazków. Bo PRL nie była świętym obrazkiem. Była epoką, w której Polacy żyli złamani, bez państwa, zmuszeni do oportunizmu" - pisze Michalski.
Według publicysty "Dziennika" jasne jest, że na początku lat 70. Wałęsa "został złamany", jednak pozycja z której Gontarczyk i Cenckiewicz próbują to oceniać jest "fałszywa, bo oddala nas od zrozumienia, czym był PRL". Zdaniem Michalskiego "Wałęsa swoją normę bohaterstwa spełnił, wychodząc jako młody robotnik z gołymi pięściami na czołgi (...). Uznać człowieka z biografią Wałęsy za zdrajcę, a nie za bohatera, może tylko ktoś, kto swojej wiedzy o człowieku uczył się albo na czytankach patriotycznych, albo na amerykańskich filmach akcji".
"Rz" nie komentuje Komentarz nie ukazał się w "Rzeczpospolitej". Za to na stronach działu opinii opublikowano kolejny tekst autorstwa Cenckiewicza i Gontarczyka, w którym historycy IPN przedstawiają proces lustracyjny Wałęsy oraz tekst prezesa IPN Janusza Kurtyki będący wprowadzeniem do książki. W tekście historyków, autorzy starają się udowodnić, że lustracja Wałęsy była przeprowadzona nie w celu wykrycia prawdy, lecz udowodnieniu tezy, że były prezydent nie był agentem SB. Brak w nim jednak twardych dowodów, a wnioskowanie jest przeprowadzone na podstawie poszlak.
Kurtyka w swoim tekście twierdzi, że zadaniem IPN jest badanie historii i dotykanie wszystkich tematów, nawet tych uznawanych za kontrowersyjne.