Lakers walczą dalej!

Los Angeles Lakers pokonali w meczu nr 5 Boston Celtics 103:98 i zmniejszyli przewagę rywali w serii do czterech zwycięstw do 2:3. Kolejne spotkanie finału NBA odbędzie się jednak w Bostonie.
Początek Lakers był piorunujący - 5:0, 10:2, 24:10 i wreszcie na początku drugiej kwarty - 43:24. Znakomicie grał Kobe Bryant (15 punktów, 4/5 za trzy), bardzo dobrze Pau Gasol (9 punktów, 5 zbiórek, 2 asysty), kosze zdobywali pozostali zawodnicy gospodarzy. Lakers dominowali, ale po roztrwonieniu 24-punktowej przewagi z meczu nr 4 nie można było mieć pewności, że spotkanie jest już rozstrzygnięte.

Nie można jej mieć także dlatego, że Celtics już kilkakrotnie pokazali w tym play-off wielki charakter, którego apogeum objawienia miało miejsce w finałowym meczu nr 4. W niedzielę zespół z Bostonu też się nie poddał - odrabianie strat indywidualnymi akcjami zaczął Paul Pierce. Skrzydłowy Celtics wbijał się pod kosz i albo trafiał, albo wymuszał faule, albo zdobywał mimo przewinień rywali.

Pierce powiększał swoje konto punktowe i jeśli chodzi o atak, to praktycznie w pojedynkę trzymał w grze swój zespół. Ale jeśli chodzi o obronę, to cała drużyna gości wykonywała świetną robotę - właśnie dlatego tak trudno grało się w drugiej kwarcie Bryantowi, który podwajany już na obwodzie nie mógł znaleźć sobie pozycji do rzutu, a jego podania nie zawsze trafiały do celu. MVP sezonu zasadniczego w starciu z najlepszą obroną w lidze nie miał szans na takie akcje, jakie wykonywał Pierce.

Lakers momentami walili głową w mur Celtics, a w znalezieniu pomysłu na jego rozbicie wcale nie pomagał im trener Phil Jackson. Najbardziej zwycięski szkoleniowiec w historii play-off od początku drugiej kwarty wprowadził na parkiet debiutującego w tym finale środkowego Chrisa Mihma, a obok niego postawił kilku innych rezerwowych. Ich proste błędy szybko pozwoliły Celtics zdobyć dziewięć punktów z rzędu i na parkiet wrócili podstawowi zawodnicy gospodarzy. To nie pomogło Lakers. Zespół z Bostonu był już jednak w transie - po pięciu z rzędu punktach Pierce'a było już tylko 43:39, a goście mieli zryw 15:0!

Wszystko to działo się praktycznie podczas nieobecności Kevina Garnetta, bo podkoszowy gości już w połowie drugiej kwarty popełnił trzecie przewinienie. I właśnie ten fakt wykorzystali w końcu Lakers, którzy trzema podaniami dostarczali piłkę pod obręcz do Lamara Odoma. Skrzydłowy gospodarzy był tam dość skuteczny i uzbierał z podobnych akcji 11 punktów do przerwy.

Ale w końcówce pierwszej połowy za trzy trafił Ray Allen, a w ostatnim ataku Celtics jego wyczyn powtórzył Pierce i Lakers prowadzili tylko 55:52. Znakomity Pierce miał 21 punktów, 4 zbiórki i 4 asysty. Pierwszą kwartę Celtics przegrali aż 23:39, drugą wygrali aż 30:16.

Po przerwie goście dość szybko doprowadzili do remisu 57:57, a po rzucie z rogu Rajona Rondo wygrywali nawet 62:60. Lakers wydawali się rozbici - w ataku szamotał się Bryant, ale zamiast punktów kolekcjonował faule ofensywne (dwa w ciągu kilku minut). MVP sezonu nie był w stanie wykonać skutecznej akcji przeciwko świetnej obronie Celtics, ale w końcu zaczęli wyręczać go partnerzy - Gasol, Derek Fisher (akcja za cztery punkty), Vladimir Radmanović (trójka) i Odom, po którego trafieniu było 78:70.

Ten ostatni na początku czwartej kwarty trafił za trzy i gospodarze prowadzili już 84:72. Gasol zablokował Ray'a Allena i Lakers wydawali się być bliscy drugiego triumfu w finale. Ale Bryant nadal popełniał straty (sześć w całym meczu), a kilka cwaniackich akcji pokazał weteran z Celtics Sam Cassell. Trafili także James Posey (za trzy), Pierce i Garnett. Goście mieli zryw 11:0 i na cztery i pół minuty przed końcem był remis 90:90!

Przez kolejne 240 sekund oba zespoły zdobywały punkty niemal tylko z rzutów wolnych. Minutę przed końcem Lakers prowadzili 97:95, ale piłkę mieli Celtics. Wyprowadzał ją Pierce, a Bryant wykonał wówczas kluczową akcję w obronie - wybił piłkę rywalowi i pobiegł do kontry, gdzie dostał podanie od Odoma. Wsad Bryanta dał gospodarzom prowadzenie 99:95.

W odpowiedzi spudłowali Allen (z wejścia z odchylenia) oraz Garnett (dość łatwa dobitka). Lakers powiększyli przewagę z wolnych i choć gościom nadzieję dał Eddie Mouse (trójka na 98:101 12 sekund przed końcem), to jednak dwa wolne Fishera szybko im ją odebrały. W nocy z wtorku na środe czasu polskiego odbędzie się mecz nr 6 w Bostonie.

Bryant zdobył dla Lakers 25 punktów (8/21 z gry), 20 i 11 zbiórek dodał Odom. Gasol miał 19 punktów, 13 zbiórek i 6 asyst, a Fisher 15 punktów.

Dla Celtics aż 38 punktów rzucił Pierce (także 6 zbiórek i 8 asyst). 16 dodał Allen, a 13 i 14 zbiórek miał Garnett. W zespole gości brakowało kontuzjowanego środkowego z pierwszej piątki Kendricka Perkinsa, a będący po urazie Rondo grał tylko 15 minut.