Cud na Ukrainie: ratownicy znaleźli 23 żywych górników po wybuchu w kopalni

23 górników odnaleziono żywych w rejonie wybuchu metanu w kopalni węgla kamiennego "Karol Marks", do którego doszło w niedzielę w mieście Jenakijewe, na północny wschód od Doniecka - poinformował wicepremier ukraińskiego rządu Ołeksandr Turczynow.
Rano na głębokości 750 metrów znaleziono dwóch górników - Iwana Kowala i Nikołaja Witienko.

Górnicy w momencie wybuchu znajdowali się w składzie środków wybuchowych, ale udało im się przeżyć dzięki szczelnie zamkniętym metalowym drzwiom. "Kiedy doszło do wybuchu mieliśmy wrażenie, że nad naszymi głowami przejechał pociąg" - opowiadali.

Nieopodal dwóch zaginionych, ratownicy znaleźli ciało jednego górnika. Obecnie jest to jedyna ofiara śmiertelna katastrofy.

Po znalezieniu Kowala i Witienki ratownicy zeszli na głębokość 1000 metrów, gdzie znaleźli kolejnych 21 żywych górników.

"To bardzo duża liczba ludzi jak na taki wybuch" - powiedział wicepremier Ukrainy Ołeksandr Turczynow.

Trwają poszukiwania 13 pozostałych górników. Turczynow twierdzi, że jest jeszcze nadzieja, iż zostaną oni odnalezieni żywi, bo zanim doszło do wybuchu usłyszeli sygnał alarmowy wzywający do opuszczenia kopalni. Zadaniem ratowników będzie także zabezpieczenie kopalni przed zalaniem, do którego może dojść w każdej chwili.

Akcja ratunkowa

Na miejscu pracuje siedem ekip ratunkowych i 22 zespoły medyczne. Ratownicy starają się obecnie wydobyć odnalezionych górników na powierzchnię. Może to zająć kilka godzin, ponieważ eksplozja zniszczyła windy w szybie. Wykorzystywany jest dźwig zamontowany przez prowadzących akcję.

Ratownicy skarżą się też , że nie mają doświadczenia w usuwaniu skutków tego typu katastrofy. Zazwyczaj przez eksplozję niszczone były chodniki, tym razem zawaliły się także szyby.

Rodziny górników domagają się sprawiedliwości

Rodziny górników, którzy zostali uznani za zaginionych po wczorajszej eksplozji w ukraińskiej kopalni, wdarły się do budynku kierownictwa.

Żądają one pełnego wyjaśnienia przyczyn eksplozji i ukarania wszystkich winnych. Podkreślają, że górnicy skarżyli się na duże stężenie gazu w kopalni - kierownictwo zakazywało jednak przerywania wydobycia. "Im potrzebny jest węgiel, a nie ludzie" - powiedziała żona jednego z poszukiwanych. Swoim życiem górnicy ryzykowali za 2 tys. hrywien miesięcznie, czyli za 1 tys. złotych.

Kolejna eksplozja w Doniecku

Wybuch w kopalni "Karol Marks" nastąpił w niedzielę o godz. 5 nad ranem czasu miejscowego (godz. 4 czasu polskiego) w wyrobisku, położonym na głębokości około kilometra. Był tak silny, że w kilku domach wybiło szyby w oknach.

W jego wyniku zaginęło 37 górników, a 5 pracujących na powierzchni, odniosło obrażenia. Ranni trafili do szpitala z ciężkimi oparzeniami.

Krótko przed eksplozją w kopalni stwierdzono niebezpiecznie wysoki poziom metanu. W związku z naruszeniem zasad bezpieczeństwa wstrzymano tam wydobycie. Oficjalnie władze twierdzą, że górnicy, którzy byli pod ziemią, prowadzili prace remontowe. Jednak, jak informuje telewizja Inter, część górników przekonuje, że w kopalni nadal wydobywano węgiel.

Ukraińskie kopalnie należą do najniebezpieczniejszych na świecie. Rocznie ginie tam około 320 górników. Przyczyną takiej sytuacji jest prowadzenie wydobycia na dużych głębokościach, gdzie istnieje zagrożenie metanowe, a także niedofinansowanie części zakładów. W listopadzie ubiegłego roku na skutek trzech eksplozji w kopalni "Zasiadko" w Doniecku zginęło w ciągu dwóch tygodni 106 górników.