Robert Witka, czyli skazany na srebro

Skrzydłowy PGE Turowa Zgorzelec po raz czwarty z rzędu zdobył srebrny medal mistrzostw Polski. Jego zespół przegrał w środę decydujący mecz z Prokomem Trefl Sopot 70:76. - Chyba jestem skazany na srebro, no bo jak to mogę wytłumaczyć? - mówił po meczu 27-letni zawodnik.
Witka w 2003 roku zdobył mistrzostwo Polski z Anwilem Włocławek, ale w kolejnych latach czterokrotnie przegrywał z Prokomem - dwa razy jako zawodnik zespołu z Włocławka, a potem jako koszykarz Turowa.

W środowym meczu nr 7 Witka oddał tylko dwa rzuty i zdobył dwa punkty. Podobnie jak wszyscy podkoszowi gospodarzy zagrał bardzo słabo.

Łukasz Cegliński: Milan Gurović powiedział po zwycięstwie, że tak jak oni za bardzo się rozluźnili przed meczem nr 6, tak teraz zrobiliście wy. Czuliście się za pewnie?

Robert Witka: Widziałem różnicę w nastawieniu do meczu, w koncentracji i w tym co się działo w szatni przed meczem nr 6 i tym ostatnim.

A co się działo w szatni?

- Było za dużo luzu. Jakieś rozmowy nie na temat... Myślę, że to było kluczowe, bo przed meczem nr 6 była cisza i skupienie. Każdy znalazł jakiś punkt i koncentrował się, rozmawiał ze swoimi bogami lub kimkolwiek innym. Wyjątkowe nastawienie widać było w oczach.

Dragisa Drobnjak mówił po meczu nr 6, że jako kapitan wpłynął na zespół. Teraz nie zapanował nad rozluźnieniem?

- W Sopocie zrobił dobrą robotę i spodziewałem się, że teraz też wygłosi jakąś mobilizującą przemowę. Ale niczego takiego nie było. Wiadomo, teraz można sobie gdybać, ale ja mam trochę pretensji do sędziów. Nie wiem czy to przez emocje, ale wydaje mi się, że w pewnym stopniu kontrolowali ten decydujący mecz. Choć końcówka była otwarta... Nie mam do sędziów dużych pretensji, ale jakiś żal jest.

Obserwując Pana grę w finale można odnieść wrażenie, że jest Pan znakomitym graczem na pierwszą połowę - trafia Pan trójki, robi dobre manewry pod koszem, pokazuje ciekawe wejścia pod kosz. W drugich połowach jest Pan jednak mniej widoczny w ataku.

- W meczu nr 5 akurat często miałem piłkę w końcówce, no ale nie trafiałem. Ja mam taką rolę w zespole - czekam na piłki, które ktoś mi odrzuci lub wykona podanie nie wynikające z taktyki.

A w końcówkach piłki idą do liderów?

- Mamy zawodników, na których gramy, dlatego w decydujących momentach podajemy im. Ja wtedy staram się być gdzieś z boku - taką mam rolę w zespole.

W finale sędziowie często gwizdali Panu faule w momencie pomocy przy rozgrywającym z piłką za linią rzutów za trzy punkty.

- W meczu nr 7 to ja robiłem błędy i byłem zawsze spóźniony, nie zastawiałem rywalom drogi na czas. Chciałem potem to nadrabiać, ale za późno się zatrzymywałem i wpadałem w przeciwnika. Cztery w pięciu fauli jakie popełniłem w tym spotkaniu były odgwizdane słusznie. Ale jeden bardzo niesłusznie.

Kontynuuje Pan smutną statystykę - to Pana czwarty kolejny przegrany finał.

- Czwarty, a nawet więcej, bo wcześniej ocierałem się o skład, kiedy zespół z Włocławka walczył w finale ze Śląskiem. Chyba jestem skazany na srebro, no bo jak to mogę wytłumaczyć?

Ma Pan ważną umowę z Turowem na kolejny sezon?

- Nie.

A chce Pan zostać w Zgorzelcu?

- Zobaczymy. Spokojnie usiądę i się zastanowię. Jeżeli ktokolwiek będzie mną zainteresowany to zobaczymy.

Za kilkanaście dni zaczyna się zgrupowanie kadry. Filip Dylewicz mówi, że chce odpocząć i wyjąć śrubę ze stopy, którą ma od czasu operacji sprzed kilku lat, ale nigdy nie ma czasu na zabieg. Pan będzie na zgrupowaniu od początku?

- 21 czerwca musimy się stawić w Wałbrzychu. Dla mnie to trochę za szybko. Rok temu praktycznie nie miałem wakacji, nie miałem czasu żeby odpocząć. Teraz też czuję się zmęczony - ten sezon statystycznie miałem gorszy niż poprzedni i myślę, że znaczenie miało także to, że nie poczułem wakacji. Myślę, że finaliści zasłużyli na to, żeby dostać przynajmniej ten tydzień wolnego.

Będzie Pan negocjował z trenerem Muli Katzurinem lub prezesem PZKosz Romanem Ludwiczukiem?

- Mój agent już z nim rozmawiał, ale selekcjoner nie wyraził zgody. Pytałem też prezesa, ale powiedział, że nie ma takiej opcji, bo naszych dwóch wysokich graczy na początku nie będzie [Marcin Gortat i Maciej Lampe do kadry mają dołączyć w połowie lipca] i ja muszę przyjechać.

Skomentuj:
Robert Witka, czyli skazany na srebro
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX