Wiadomości >  Archiwum

TVN: Wiceminister zdrowia przyjął łapówkę

ga
02.06.2008 18:50
A A A Drukuj
Krzysztof Grzegorek

Krzysztof Grzegorek (Fot. Paweł Małecki / AG)

Wiceminister zdrowia Krzysztof Grzegorek - oskarżany przez reporterów TVN o przyjęcie łapówki - podał się do dymisji. Według TVN, zaufany człowiek Ewy Kopacz miał przyjąć ponad 20 tysięcy złotych łapówek od koncernu farmaceutycznego Johnson&Johnson
Grzegorek twierdzi, że jest niewinny i nigdy nie wziął łapówki. Jednak podał się do dymisji jeszcze przed emisją programu Bertolda Kittela i Jarosława Jabrzyka.

Oświadczył, że został niesłusznie pomówiony o korupcję, ale postanowił ustąpić w poczuciu odpowiedzialności za prace resortu, losy trudnych reform i standardy życia politycznego. Grzegorek oświadczył też, że nigdy w żadnych okolicznościach nie przyjmował korzyści majątkowych ani nie brał łapówek. - Zostałem niesłusznie pomówiony, mam nadzieję, że prokuratura i sądy szybko wyjaśnią sprawę - powiedział wiceminister.

Jak mówił portalowi gazeta.pl rzecznik ministerstwa zdrowia, materiał, na którym oparli swój reportaż dziennikarze dotyczył okresu, kiedy Grzegorek nie był członkiem rządu. Krzysztof Grzegorek wystąpił w wieczornym programie "Teraz my" w TVN. Ponownie zaprzeczył, że kiedykolwiek brał łapówki - żadnych wyjazdów, żadnych szkoleń - dodał. Mówił, że jest gotów zrzec się immunitetu poselskiego, by oczyścić się z zarzutów. Twierdził, że główny świadek, na którego powoływali się dziennikarze, mógł go oskarżać z przyczyn osobistych. Mężczyzna miał go prosić o załatwienie posady - Załatw mi pracę, ja nie mam z czego żyć - relacjonował rozmowę z nim Grzegorek. Były wiceminister nie zaprzeczył też sugestii, że obciążający go świadek jest uzależniony - obowiązuje mnie tajemnica lekarska - stwierdził. Według Grzegorka mężczyzna kontaktował się z nim wcześniej i mówił mu o złożeniu obciążających go zeznań. Były wiceminister twierdzi, że informował o tym swoją zwierzchniczkę, ale do całej sprawy nie podchodził poważnie. Grzegorek nie chciał komentować obciążających go zeznań pozostałych świadków. Jego zdaniem jest zaskakujące ujawnienie całej sprawy właśnie teraz, kilka lat po rzekomym wręczeniu łapówki. Julia Pitera, odpowiadająca w rządzie za walkę z korupcją, przypomniała, że minister zdrowia wydała kilka miesięcy temu zakaz nierejestrowanych odwiedzin przedstawiciceli firm farmaceutycznych w swoim resorcie.

Krzysztof Grzegorek odpowiadał między innymi za reformę systemu opieki zdrowotnej, która jest jednym ze sztandarowych projektów rządu Donalda Tuska. Swoją karierę rozpoczynał jako dyrektor szpitala w Skarżysku - Kamiennej, gdzie przez lata pełnił funkcję ordynatora oddziału ginekologiczno-położniczego. W 2005 roku został po raz pierwszy posłem PO, a po kolejnych wyborach zrezygnował z funkcji dyrektora i objął posadę sekretarza stanu w ministerstwie zdrowia.

Czy doszło do korupcji?

Kilka miesięcy temu przetargi na dostawy dla oddziału ginekologiczno-położniczego, w czasach kiedy szefował mu Grzegorek, wzbudziły zainteresowanie prokuratury. - Zabrali pół samochodu dokumentów z lat 2000-2006 - mówi autorom programu "Kittel/Jabrzyk przedstawiają" pracownica działu zamówień publicznych szpitala.

Wiceminister pytany przez dziennikarzy czy "prawdą jest, że za pośrednictwem Andrzeja G. przyjął od firmy Johnson&Johnson korzyść majątkową za ustawienie przetargu w szpitalu?" odpowiada: "Żadnego przetargu w tym szpitalu nigdy nikt nie ustawiał".

Na stwierdzenie dziennikarza, że "trzy osoby z firmy Johnson&Jonhnson twierdzą, że pieniądze były przeznaczone dla pana - wszyscy kłamią?" Grzegorek odpowiada: "Sądzę, że tak. Ja nie pamiętam, żeby ktokolwiek mi kiedykolwiek jakieś pieniądze wręczał. Ma pan wiedzę taką, której pan mieć nie powinien, dlatego, że ma pan wiedzę z dokumentów z prokuratury".

Sprawa koncernu

Sprawa, zdaniem Bertolda Kittela i Jarosława Jabrzyka, ma związek z aferą korupcyjną koncernu Johnson&Johnson. Według prokuratury przedstawiciele tej firmy korumpowali lekarzy w zamian za ustawianie przetargów. Z ustaleń dziennikarzy TVN wynika, że to właśnie firma Johnson&Johnson dostarczała sprzęt medyczny na oddział Grzegorka.

Prokuratura nie chce ujawniać szczegółów śledztwa, ale przyznaje, że podejrzewa, iż w szpitalu w Skarżysku dochodziło do korupcji.

Czy prokuratura wystąpi o uchylenie immunitetu posłowi Grzegorkowi?

Śledztwo dotyczące nieprawidłowości związanych z przetargami w szpitalach oraz korumpowaniem pracowników szpitali przez przedstawicieli firm farmaceutycznych, Prokuratura Okręgowa w Radomiu prowadzi od września 2006 roku.

- Do tej pory zbadaliśmy dokumentację z ok. 170 szpitali w całej Polsce i przedstawiliśmy zarzuty 110 osobom - powiedział gazecie.pl prokurator Mariusz Potera, szef wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Radomiu. Wśród podejrzanych są lekarze, pracownicy szpitali biorący udział w organizowaniu przetargów oraz pracownicy firm farmaceutycznych. Niektórzy z nich mają zarzuty przyjmowania korzyści majątkowych, inni - poświadczania nieprawdy.

Na pytanie, czy minister Grzegorek ma postawione zarzuty, prokurator Potera odpowiedział: - Nie mogę się w tej sprawie wypowiadać.

Nie chciał też komentować doniesień dziennikarzy TVN. Przyznał natomiast, że przedmiotem śledztwa, są "ewentualne nieprawidłowości w sprawie przetargów dla szpitala w Skarżysku i kilka osób ma postawione zarzuty".

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy Prokuratura Okręgowa w Radomiu rozważa wystąpienie do Kancelarii Sejmu o uchylenie immunitetu Krzysztofowi Grzegorkowi, który oprócz tego, że był (jeszcze dziś do 19.50) wiceministrem zdrowia, jest też posłem. Żeby go więc pociągnąć do odpowiedzialności karnej, musi mieć uchylony immunitet.

Na pytanie, czy radomska prokuratura wystąpiła z takim wnioskiem, prokurator Potera powiedział tylko: - Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX