"Intymne listy" Krawczyk dowodem Łyżwińskich w seksaferze?

Małżeństwo Łyżwińskich twierdzi, że ma nowy dowód, który podważy wiarygodność Anety Krawczyk. Wanda Łyżwińska ma przedstawić w sądzie "intymne listy" bohaterki seksafery do jej męża Stanisława Łyżwińskiego. Według nich Krawczyk miała proponować mu seks sado - maso. O listach poinformował dziś dziennik "Polska". Dziś ruszyła kolejna rozprawa w sprawie seksafery.
"Dowody" Łyżwińskich to odręczna notatka i dedykacja na plakacie wyborczym. Nie wiadomo, czy listy są rzeczywiście napisane przez Krawczyk. Nie ma na nich także podpisu. Wanda Łyżwińska twierdzi, że listy znalazła w rzeczach męża, kiedy porządkowała dokumenty przed malowaniem domu. Jej zdaniem są one dowodem, że seksafera jest zemstą Krawczyk na byłym pośle Samoobrony, który odrzucił jej uczucia. Zapowiada, że przedstawi je dziś w sądzie.

Na wtorek zaplanowano bowiem kolejną rozprawę w procesie dotyczącym seksafery. W sądzie w Piotrkowie Trybunalskim stawili się ponownie lider Samoobrony Andrzej Lepper i Stanisław Łyżwiński. Oskarżeni są o żądanie usług seksualnych w zamian za pracę a także gwałt. Lepperowi grozi 8 lat, a Łyżwińskiemu 12 lat więzienia.



Łyżwińska: Po prostu się zakochała

- I co, podobała Ci się kara? Zakładam, że podobała Ci się kara. Może chcesz jeszcze? Powiedz kiedy, a spełnię twoje najskrytsze, sadomasochistyczne marzenia - czytamy w jednym z rzekomych listów Anety Krawczyk.



- W tym liście jest podtekst seksualny. Obietnica spełnienia marzeń, oferta odrzuconej kobiety, która teraz się mści. To jeden z dowodów na to, że Aneta Krawczyk chciała współżyć z moim mężem, że się po prostu w nim zakochała - powiedziała przed dzisiejszą rozprawą Wanda Łyżwińska.

"Dowód, który podważa wiarygodność Krawczyk"

Adwokat małżeństwa Łyżwińskich Wiesław Żurawski potwierdził, że zamierza przedstawić listy jako dowód na niewinność jego klienta. Poinformował, że jeśli Krawczyk nie przyzna się do ich autorstwa wówczas wniosą o ekspertyzę biegłego grafologa. Pytany jak to się stało, że listy napisane w 2002 r. ujawniono dopiero teraz i to dzień po wyroku na Popeckiego powiedział, że nie umie odpowiedzieć na to pytanie. - Wiem, że pani Łyżwińska przygotowuje się do malowania domu i przy porządkowaniu dokumentów trafiła na te listy - powiedział. Jego zdaniem to jest dowód, który podważa wiarygodność Krawczyk.

"Z ofiary sprawca przestępstwa"

Aneta Krawczyk przed rozprawą nie chciała odpowiadać na pytania o autentyczność listów. Jej adwokat, mec. Agata Kalińska - Moc twierdzi, że nie widzi w tych materiałach żadnego zagrożenia dla jej klientki. - Mamy do czynienia z nagonką na Anetę Krawczyk. Chodzi o to, żeby pozbawić ją wiarygodności i oczernić. Adwokat Łyżwińskich zapowiedział, że mają wiele pytań do bohaterki seksafery i ich zadawanie może potrwać cały dzień. - Będzie nieprzyjemnie, ale jestem na to przygotowana - odpowiedziała Krawczyk.

Według karnisty, prof. Mariana Filara autentyczność listów mogłoby wnieść przełom do sprawy. - Zmieniłaby się sytuacja Anety Krawczyk. Z ofiary stałaby się sprawcą przestępstwa fałszywego oskarżenia - powiedział dziennikowi "Polska". Filar nie wyobraża sobie, że sąd mógłby odrzucić dowody w postaci ujawnionej korespondencji. - W kontekście wyroku na Popeckiego trudno nie pomyśleć, że to co ujawniła Wanda Łyżwińska to trik obrony oskarżonych działaczy Samoobrony - dodał w rozmowie z dziennikiem "Polska".

Pierwszy wyrok w seksaferze

Wczoraj sąd orzekł pierwszy wyrok w sprawie seksafery. Były asystent Łyżwińskiego Jacek Popecki nakłaniał Anetę Krawczyk do przerwania ciąży i naraził życie jej dziecka. Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim skazał go na 2 lata i 4 miesiące więzienia. - Wyrok nie jest prawomocny, na pewno będzie apelacja - powiedział Andrzej Lepper tuż przed kolejną rozprawą. Pytany, czy wyrok na Popeckiego pogorszy jego sytuację powiedział, że "nie będzie ciężej, będzie tak samo jak było". - Nie myślcie sobie, że mi ciśnienie skoczyło - dodał.