Afera wokół komisji WSI: zarzuty płatnej protekcji

ulast, PAP
13.05.2008 , aktualizacja: 14.05.2008 00:03
A A A Drukuj
Prokurator Robert Majewski z prowadzącego śledztwo warszawskiego biura ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej potwierdził, że dwóm osobom, których mieszkania przeszukiwała dziś ABW- Aleksandrowi L. i Wojciechowi Sumlińskiemu (zażądał, aby podawano jego nazwisko) - postawiono zarzut płatnej protekcji. Jednocześnie powiedział, że członkowie komisji Piotr Bączek i Leszek Pietrzak nie są zatrzymani i nie mają postawionych żadnych zarzutów.
Przeszukanie domu Piotra Bączka przez ABW
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Przeszukanie domu Piotra Bączka przez ABW
Aleksander L. to b. oficer wojskowych służb specjalnych PRL. Sumliński jest dziennikarzem. Pod koniec kwietnia "Dziennik" pisał, że prokuratura zajmie się nim za to, że proponował sprzedaż tajnego aneksu.

- Jedną z tych osób już przesłuchano, przesłuchania będą kontynuowane w środę - powiedział prokurator. Dodał, że także w środę zapadnie decyzja, czy będzie wniosek o ich aresztowanie.

Obrońcą dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego został Roman Giertych, o czym poinformowała telewizja TVN 24.

We wtorek Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przeszukała domy dwóch członków komisji weryfikacyjnej WSI. Prokuratura poinformowała, że prowadzi czynności wobec czterech osób, w tym dwóch członków komisji weryfikacyjnej WSI.

Według Pietrzaka z okazanych mu przez funkcjonariuszy ABW dokumentów wynika, że śledztwo z paragrafu Kodeksu karnego dotyczącego płatnej protekcji jest prowadzone przeciwko Aleksandrowi L., oficerowi wojskowych służb specjalnych PRL, oraz dziennikarzowi Wojciechowi Sumlińskiemu.

W opinii Pietrzaka podczas przeszukania jego mieszkania doszło do nieprawidłowości. Jak zaznaczył, uniemożliwiono mu m.in. ustanowienie świadka asystującego przy czynności przeszukania, pozbawiono telefonu komórkowego i zakazano prób łączności ze światem zewnętrznym oraz wbrew jego woli zakazano mu opuszczać mieszkanie.

Natomiast ABW w komunikacie podkreśliła, że wszystkie czynności procesowe realizowane przez funkcjonariuszy, były na bieżąco koordynowane i nadzorowane przez prokuraturę. "Jakiekolwiek sugestie, że ABW realizowała wspomniane czynności procesowe w sposób niezgodny z obowiązującymi przepisami są nieuprawnione" - głosi komunikat Agencji.

Olszewski: To próba uniemożliwienia dokończenia procesu weryfikacji WSI

Przewodniczący komisji weryfikacyjnej Jan Olszewski uważa, że akcja przeszukania przez ABW mieszkań dwóch członków komisji ds. weryfikacji b. żołnierzy WSI świadczy o istnieniu w aparacie państwowym sił zainteresowanych uniemożliwieniem dokończenia procesu weryfikacji WSI. Olszewski nazwał to postępowanie "bezprecedensowym".

PiS chce zwołania sejmowej komisji sprawiedliwości - by minister sprawiedliwości i szef ABW wyjaśnili, czy przy okazji nie doszło do inwigilacji posła PiS Jacka Kurskiego oraz Bączka, który jest jego asystentem. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski uważa, że komisja sprawiedliwości może zająć się sprawą, ale najpierw powinna poczekać na ustalenia prokuratury.

"To wskazuje na to, kto się posługuje policyjnymi metodami, bo to poprzedni rząd o to podejrzewano. I tyle mam do powiedzenia" - powiedział o sprawie prezydent Lech Kaczyński.

Schetyna: Prezydent i premier byli informowani o postępowaniu ws. Bączka

Wicepremier i minister SWiA Grzegorz Schetyna w TVN 24 odpierał zarzuty prezydenta i opozycji, zapewniając, że "nie jest tak jak bywało wcześniej". Podkreślił, że "postępowanie w sprawie (Bączka ) jest prowadzone od listopada 2007", a ponadto "prezydent i premier byli o nim informowani dwiema notatkami".

Wicepremier zapewnił, że przeszukanie nie zostało przeprowadzone ze względu na to, że Bączek jest asystentem Kurskiego. - Jego wcześniejsza aktywność w komisji i jej okolicach jest elementem postępowania - mówił. Schetyna nie chciał wyjaśnić swoich słów, zaznaczył, że "postępowanie jest zbyt poważne, aby robić z niego polityczną hucpę".

Prok. Majewski przyznał, że w domu Bączka pod Warszawą doszło do incydentu, gdy ekipa TVP bez zgody prokuratury, a więc - jego zdaniem - bezprawnie, filmowała czynności procesowe. Dziennikarzom odebrano kamerę - Majewski zapewnił, że jest ona "do zwrotu po sprawdzeniu, co nagrano". Prokurator dodał, że tylko organ prowadzący śledztwo mógł wydać zgodę na rejestrowanie, a wniosku o to nie było.

Podziel się