PZPN daje bilety, kibole rozrabiają

Miliony widzów zobaczyły na żywo w TVN, że kibole wciąż rządzą w polskim futbolu. Finał Pucharu Polski Legia - Wisła został przerwany na 10 minut z powodu bijatyk


Do 75. min na trybunach trwał festiwal obraźliwych haseł i przyśpiewek. A potem kibole z Warszawy wrzucili płonące race do sektora fanów Wisły. Obie grupy przeskoczyły płot i już na płycie boiska rzuciły się na siebie z pięściami. Zniszczono ogrodzenie, jeden z prowodyrów zaatakował policjantów drzewcem bocznej chorągiewki. Fotoreporterowi "Gazety" skradziono i zniszczono komputer. - Kibole biegli i brali po drodze wszystko, co im wpadło w rękę, żeby mieć czym rzucać w wiślaków - relacjonował nasz fotoreporter Kuba Atys. - Przebiegając obok mnie, wyrwali mi moje krzesełko, z którego robiłem zdjęcia. Ratowałem, co się dało - obiektyw, statyw, torbę. Potem zorientowałem się, że nie ma mojego prywatnego laptopa. Pomyślałem, że może kibole zgarnęli go z krzesełkiem. Po meczu poszedłem na trybunę, gdzie siedzieli wiślacy, i znalazłem tam torbę ze śladami butów, a w niej roztrzaskanego laptopa.

Starcie kibiców miało miejsce w narożniku, w którym sponsor Pucharu Polski - firma Remes - ustawił samochód, nagrodę dla najlepszego gracza finału. - Przebiegło po nim ze sto osób - opowiadał po meczu przedstawiciel Remesa.

Rafał Stec: Kibolski Puchar Polski

Policja uspokoiła rozwydrzony tłum po dziesięciu minutach. Podczas zamieszek znaczyła kiboli specjalną farbą w sprayu, by łatwiej było ich zidentyfikować.

- Legia zapłaci karę - wyrokował bezpośrednio po meczu prezes PZPN Michał Listkiewicz. - To raczej związek jako organizator powinien zapłacić karę. My na pewno tego nie zrobimy - odpowiadał Jarosław Ostrowski, członek zarządu KP Legia.

Wczoraj opisaliśmy konflikt wokół dystrybucji biletów na finał PP, który był meczem podwyższonego ryzyka. Legia nie przyjęła wejściówek od związku. Tłumaczyła, że nie weźmie odpowiedzialności za to, że mogą one trafić do osób, którym wydała zakaz stadionowy za ubiegłoroczne burdy na meczu w Wilnie. Odpowiedzialność wziął PZPN. Przekazał 2,3 tys. biletów bezpośrednio Stowarzyszeniu Kibiców Legii Warszawa. Sprzedawał je w sklepiku przy stadionie Bosman szef skonfliktowanych z klubem szalikowców.

- Do kupna niepotrzebna była żadna "Karta kibica", więc na mecz w Bełchatowie będzie mógł wejść każdy - ostrzegał Ostrowski. - Staniemy na bramkach i pomożemy ochronie w utrzymaniu porządku - obiecywał Michał Wójcik ze stowarzyszenia. - Mamy gwarancje policji, że będzie porządek - uspokajał rzecznik PZPN Zbigniew Koźmiński.

- To PZPN wziął na siebie odpowiedzialność za anonimową sprzedaż biletów na imprezę podwyższonego ryzyka, a to niezgodne z przepisami. I to PZPN jest winny zamieszek podczas finału - mówił wczoraj Ostrowski.

- Jeśli PZPN udostępnił bilety bez sprawdzenia, kto otrzymuje bilety na mecz podwyższonego ryzyka, to jest to skandal i sprawdzimy, czy możliwe jest postawienie zarzutów osobom odpowiedzialnym - mówił wczoraj "Gazecie" minister sportu Mirosław Drzewiecki. - Czy PZPN sprawdził, czy w Bełchatowie jest odpowiedni monitoring? I dlaczego w ogóle mecz odbywał się w Bełchatowie? Jutro będę rozmawiał o tym z Listkiewiczem. Jeśli były w pod tym względem zaniedbania, PZPN za to odpowie. Nie będzie problemu z identyfikacją sprawców z Bełchatowa, bo mamy do dyspozycji transmisje TVN. Policja wyłapie jednego sprawcę po drugim.

Wicepremier Grzegorz Schetyna powiedział, że jeszcze w maju odda pod konsultacje międzyresortowe nowy projekt ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. - Będzie w niej między innymi nakaz zmiany monitoringu. Teraz na stadionach jest monitoring na kijek i sznurek, każdy prawnik wybroni sprawcę - mówił minister sportu.

Relacja z meczu Wisła-Legia Z Czuba i na żywo