Davenport odpadła, ale była pod wrażeniem Warszawy

Lindsay Davenport przegrała w piątek ze Swietłaną Kuzniecową 4:6, 4:6 i żegna się z pokazowym turniejem tenisowym Suzuki Warsaw Masters, ale Amerykanka powiedziała, że jest pod dużym wrażeniem Warszawy. Najbardziej podobało jej się Muzeum Powstania Warszawskiego. - Od zawsze interesowałam się historią. Jestem pełna podziwu dla powstańców - stwierdziła jedna z najlepszych tenisistek świata ostatnich lat
Davenport przegrała drugi mecz w grupie i może wracać do Kalifornii. W najbliższym czasie nie ma innych planów startowych, w Rolandzie Garrosie nie zagra, ma pojawić się za to w czerwcu na Wimbledonie.

Amerykanka, która na korcie od początku kariery zarobiła 22 mln dol, co jest rekordem w kobiecym tenisie, nigdy nie była specjalistką od gry na nawierzchni ziemnej. - Z mojego występu w Warszawie jestem zadowolona. Po raz ostatni na czerwonej mączce grałam trzy lata temu - mówiła po meczu z Kuzniecową, która nie miała większych problemów z pokonaniem Amerykanki. - Swieta mieszka w Hiszpanii, jest jedną z najlepszych tenisistek na tej nawierzchni. Wygrała zasłużenie - dodała Davenport.

Amerykanka i tak wzbudzała jednak na turnieju największe zainteresowanie mediów i kibiców. Reporterzy towarzyszyli jej w środę m.in. podczas wycieczki po Warszawie. - Bardzo mi się podobało. Byłam na Starym Mieście, w Łazienkach i w Muzeum Powstanie Warszawskiego - opowiadała 31-letnia Davenport. Największe wrażenie zrobiło na niej muzeum. - Od zawsze interesowałam się historią, w szczególności I i II wojny światowej. Jestem pełna podziwu dla powstańców za ich walkę z nazistami - powiedziała Lindsay.

Bardzo możliwe, że Davenport, która przez 98 tygodni była numerem jeden w kobiecym tenisie (7. miejsce na liście wszech czasów), w przyszłym roku zakończy karierę. - W tym sezonie chcę zagrać Wimbledon i US Open. Na przyszły rok nie mam planów. O tym, czy będę jeszcze startować nie zdecydują jednak wyniki, ale moja rodzina - zaznaczyła Davenport, która w pierwszym meczu grupowym przegrała z Marią Kirilenko. Amerykanka od zeszłego roku jest mamą. Jej powrót na kort po narodzinach syna Jaggera i urlopie macierzyńskim był jednym z największych wydarzeń poprzedniego sezonu w kobiecym tenisie. Davenport dostała za sezon 2007 nagrodę WTA za "powrót roku". - Staram się wszędzie jeździć z Jaggerem, do Warszawy też chciałam go zabrać, ale niestety był trochę chory i został w domu - mówiła najsłynniejsza tenisowa mama.

Davenport podkreśliła na koniec, że jej najważniejszym celem w tym sezonie będzie wywalczenie medalu na igrzyskach w Pekinie. Co sądzi o politycznym zamieszaniu wokół Pekinu? - Olimpiada to nie polityka, tylko święto sportu. Mieszanie jednego z drugim nie ma sensu.