Prawie 100 tys. Polaków wybierze burmistrza Londynu

O 7 rano w całym Londynie otworzyły swe podwoje lokale wyborcze. Londyńczycy po raz trzeci wybierają swojego burmistrza. Jednak po raz pierwszy realny wpływ na wynik wyborów mają Polacy, którzy od kilku lat przyjeżdżają do stolicy Zjednoczonego Królestwa. Według różnych szacunków od 80 do 100 tys. naszych rodaków zarejestrowało się na listach wyborczych. Cztery lata temu przewaga zwycięzcy wyniosła tylko 28 tys.
Jak żyje się Polakom w Londynie? Podyskutuj na forum

W tegorocznych wyborach startuje w Londynie 10 kandydatów, jednak tak naprawdę liczą się dwaj: Boris Johnson, reprezentujący Partie Konserwatywną i Ken Livingston z Partii Pracy, dotychczasowy burmistrz, urzędujący w londyńskim ratuszu już od ośmiu lat. Obydwaj idą w sondażach "łeb w łeb", każdy z nich może liczyć na poparcie około 40 - 45 proc. wyborców. Daleko za nimi jest Brian Paddick, liberalny demokrata, były szef londyńskiej policji, któremu sondaże maksymalnie dają około 10 proc. głosów. Wyniki pozostałych kandydatów min. z patii Zielonych, czy Brytyjskiej Partii Narodowej mieszczą się w granicach błędu statystycznego.

Kampania inna niż w Polsce

Kampania wyborcza w Londynie różni się od tej znanej z Polski. Ciężko jest zobaczyć przyklejony plakat na murze czy billboard. Jeśli już plakaty wiszą, to raczej w oknach domów zamieszkałych przez sympatyków danego kandydata. Ulotki prędzej znajdziemy w skrzynce na listy, niż dostaniemy na głównej ulicy. Za to możemy się spodziewać niejednej wizyty członków poszczególnych komitetów wyborczych, którzy będą nas namawiać do głosowania na ich partie. Sami kandydaci odbywają mnóstwo spotkań z różnymi grupami zawodowymi, etnicznymi, członkami związków zawodowych itd.

Kandydaci kuszą Polaków

Po raz pierwszy najważniejsi kandydaci spotkali się także z Polakami. Jeszcze przed rozpoczęciem kampanii wyborczej, Livingston i urzędnicy ze stołecznego ratusza spotykali się min. z przedstawicielami polskich mediów oraz polskich organizacji działających w Wielkiej Brytanii. Natomiast w ostatnich tygodniach przed wyborami odbyły się otwarte spotkania z Polakami mieszkającymi nad Tamizą. Co ciekawe, obydwaj kandydaci, mimo dzielących ich różnic, "w kwestii polskiej" mówią zaskakująco podobnie. Obydwaj popierają ideę łatwo dostępnych kursów języka angielskiego dla emigrantów, czy też deklarują udostępnienie dla Polaków Trafalgar Square, na którym mógłby się odbywać polski festiwal np. w rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Podobne festiwale w tym miejscu organizują już z dużym powodzeniem min. Rosjanie i Chińczycy. Na taką propozycję ze strony obecnego burmistrza szybko zareagowali sztabowcy Johnsona, przypominając, iż Livingston nie wiedzieć czemu, wcześniej nie wpadł na pomysł, by również Polska mogła promować swoją kulturę wśród londyńczyków i jego obietnice, to tylko tradycyjna kiełbasa wyborcza.

Polacy będą głosować

Jedna z wielu szkół językowych w "polskim" Ealingu, dzielnicy w zachodnim Londynie, która już od lat jest zamieszkiwana przez kolejne fale emigrujących na dłużej lub krócej Polaków. Na korytarzach szkoły jak zwykle rozmawa zarówno o niuansach angielskiej gramatyki, jak i o tym gdzie i jak miło spędzić wieczór. O wyborach zbyt wiele nie można było usłyszeć.

Przerwa w czasie popołudniowych zajęć. Wśród tłumu Azjatów i Latynosów, widać i słychać również Polaków. Gdy pytam, czy wiedzą o wyborach, większość odpowiada twierdząco:

- Tak, wiem słyszałam - mówi Agnieszka (28) z Białegostoku. Zarejestrowałam się już dawno i na pewno będę głosować. Nie chce jednak zdradzić na kogo. - Niech to pozostanie moją słodką tajemnicą. Ważne byśmy się rejestrowali, byśmy byli widoczni jako Polacy na listach wyborczych, bo wtedy Anglicy będą się z nami musieli liczyć bardziej, niż do tej pory.

Zgadza się z nią Magda (25), która żałuje jednak, że sama nie zdążyła się zarejestrować:- Widziałam artykuły w polskich gazetach na ten temat, jednak w ferworze codziennych obowiązków, pracy od rana do wieczora z dwugodzinną przerwą na szkołę, zapomniałam, iż tylko do 16. kwietnia można się było zarejestrować.

Przesłuchujący się nam z boku Marek (33) z Krakowa mówi mi, że nie rozumie tych, którzy zapomnieli, czy też nie chcieli się zarejestrować:

- To bez sensu, nawet jeśli ktoś nie interesuje się polityką i nie ma zamiaru brać udziału w żadnych wyborach, powinien zadbać o to, by znaleźć się na liście wyborców. Każdy bank, zanim udzieli nam kredytu sprawdza, czy jesteśmy na liście wyborczej. Jeśli nie, to z miejsca stajemy się znacznie mniej wiarygodni i przeważnie o kredycie, czy choćby karcie kredytowej możemy zapomnieć.

Większość studentów chodzących na popołudniowe zajęcia to właściciele małych firm lub osoby zatrudnione w biurach, którym często to szefostwo opłaca część lub nawet całość kursów i pozwala na dwugodzinną przerwę w pracy, by podnieść swoje kwalifikacje. Przeważnie są to osoby z wyższym wykształceniem, dość dobrze znający angielski, często przygotowujący się do egzaminów z tego języka.

Co ciekawe, kiedy rozmawiam ze studentami z innych krajów, prawie nikt nie interesuje się londyńskimi wyborami.

A co to zmieni?

Zupełnie inni klimat panuje wśród polskich uczniów na wieczornych zajęciach. Tym razem zdecydowana większość to Polacy, którzy po długim, często 10 godzinnym dniu pracy, mają jeszcze chęć, by uczyć się podstaw angielskiego:

- Wiesz, firsta zdawał nie będę, ale jak bez problemu dogadam się z majstrem na budowie, to mam szansę na lepsze pieniądze i jakiś awans - opowiada Paweł (24) spod Rzeszowa. Przyjechałem dwa lata temu, w domu Polacy, w pracy Polacy, gdyby nie szkoła to do dziś nie umiałbym się nawet o drogę zapytać. Głosowanie? Nie to nie dla mnie, już i ta szkoła kosztuje mnie zbyt dużo czasu i energii. Nie głosowałem na Polaków, nie będę i na Anglików.

Podobne opinie słyszę i od innych:

- A co to zmieni? Wybory są bez sensu! Tu jest tak jak u nas, sami się wybierają, sobie dogadzają, a my i tak musimy od świtu do nocy pracować za grosze, czy pensy tutaj - mówią jeden przez drugiego.

Polonia kontra brukowiec

Obydwaj główni kandydaci, Johnson i Livingston, zgodnie poparli skargę złożoną przez Zjednoczenie Polskie, przeciwko "Daily Mail", jednemu z głównych angielskich brukowców, który w ostatnich latach zaskakująco często i chętnie wskazywał Polaków, jako winowajców wszelkiego zła na wyspach: począwszy od przepełnionych szkół, przychodni i szpitali, a skończywszy na zabijanych i zjadanych rzekomo przez naszych rodaków rybach i łabędziach z angielskich rzek i jezior.

"Łakomy kąsek"

Nasuwa się jednak pytanie, co spowodowało takie zainteresowanie Polakami? Jak się okazało, już na początku tego roku na listach wyborczych było zarejestrowanych ponad 60 tys. naszych rodaków. Jednak każdy kto mieszka w Londynie zdaje sobie sprawę, że mieszka ich tu znacznie więcej, a co za tym idzie jest to bardzo łakomy kąsek dla wszystkich kandydatów. By jeszcze zwiększyć liczbę Polaków na listach wyborczych rozpoczęto kampanię: "Polacy głosują". Dzięki reklamom w polskich mediach i rozprowadzanym formularzom rejestracyjnym w języku polskim do 16. kwietnia zarejestrowało się, jak się przypuszcza kolejne 20-30 tys. polskich wyborców. Razem ich liczba może sięgać nawet 100 tysięcy. Jak się przypuszcza, jest to zaledwie 20-30 % mieszkających w stolicy Anglii Polaków. Gdyby zarejestrowali się wszyscy, możemy być pewni, że startujący kandydaci nauczyli by się mówić po polsku więcej, niż tylko zwyczajowe "Dzień dobry", "Do widzenia" i "Dziękuję".

Głosy się rozłożą

Czy głosy Polaków mogą realnie przyczynić się do zwycięstwa jednego z kandydatów? Gdyby w większości głosowali na jednego kandydata, to na pewno tak. Jednak, jak rozłożą się polskie głosy - nie wiadomo, ponieważ nikt nie przeprowadzał tego rodzaju sondaży wśród polskiej mniejszości. Jak można się domyślać, przedstawiciele powojennej emigracji tradycyjnie poprą kandydata prawicy, czyli Borisa Johnsona. Nie wiadomo jednak jak zagłosują młodzi w większości Polacy, którzy przybyli do stolicy w ostatnich latach.

Zwycięzcę wyborów w Londynie poznamy 2 maja. Sukcesem polskiej społeczności jest fakt, że została zauważona i doceniona przez wszystkie najważniejsze partie polityczne w Wielkiej Brytanii.

Głosowałeś w Londynie? Przyślij nam swoje zdjęcia i relacje z wyborów na Alert24