Skandal w Poznaniu: Kibole Lechii Gdańsk jak małpy

Ponad pół tysiąca fanów Lechii Gdańsk pojawiło się na meczu II ligi z Wartą Poznań. Gdy w 76. min. na boisku pojawił się czarnoskóry piłkarz Warty, zaczęli wydawać dźwięki naśladujące odgłosy wydawane przez małpy.
Nie ma żadnych wątpliwości, że adresatem był Alan Ngamayama - piłkarz Warty o ciemnym kolorze skóry. Po raz pierwszy małpie pohukiwania wybrzmiały, gdy właśnie on wbiegł na murawę, a potem przy każdym jego dojściu do piłki. Łącznie - pięciokrotnie, bo Ngamayama pojawił się na boisku w 76. min. - Słyszeliśmy te odgłosy. Nie były miłe - mówi kierownik zespołu z Poznania Karol Majewski.

Nie słyszał ich sędzia Szymon Marciniak z Płocka. - Przykro mi, ale był bardzo duży ferwor i odgłosy z trybun jakoś do mnie nie dotarły - mówi. - Nie ma zatem notatki w moim protokole, zresztą nie mogłoby być. Ja odnotowuję tylko kartki i zmiany. Informację o zachowaniu trybun może zamieścić w protokole delegat PZPN i przedstawić ją następnie Wydziałowi Dyscypliny. Protokół powstaje jednak nie bezpośrednio po meczu, lecz po 3-4 dniach - wyjaśnia arbiter.

Delegat Kazimierz Dziuba nie ma wątpliwości. - Wyraźnie słyszałem buczenie, które można zakwalifikować jako udawanie małp - mówi. - Nie mam wątpliwości, że było kierowane do zawodnika Warty o czarnym kolorze skóry. Oczywiście, nie omieszkam opisać tego w protokole.

Sam Ngamayama też jest pewny, że kibice z Gdańska prześladowali właśnie jego. - Słyszałem wyraźnie okrzyki i wiem, że były adresowane do mnie - mówi. - To nie pierwsza taka historia z kibicami Lechii. Wydawali podobne dźwięki w moim kierunku także podczas naszego meczu z gdańszczanami w III lidze. Nie przeszkadza mi to już w grze, bo zdążyłem się przyzwyczaić, ale takie zachowanie zawsze jest dla mnie przykre i nieprzyjemne.

Ngamayama to rodowity poznaniak, syn Polki i Zairczyka, który przyjechał do nas na studia. Kiedy trener Bogusław Baniak zostawał trenerem Warty i obserwował po raz pierwszy grę nowego zespołu, powiedział: - Bardzo fajnie gra ten Murzynek. Skąd on jest? - Z Jeżyc, trenerze - mówił mu wtedy Zbigniew Śmiglak, dyrektor Warty.

Prezes Lechii Maciej Turnowiecki, który był na meczu, twierdzi, że chuligani w barwach jego klubu obrali sobie za cel kogo innego. - W jednej z akcji piłkarz Warty z nr 21 [Damian Pawlak - red.] ostro sfaulował naszego piłkarza. Działo się to w pobliżu sektora Lechii. Od tej pory nasi kibice upatrzyli sobie tego zawodnika i na niego buczeli. Rozmawiałem z dyrektorem sportowym Radosławem Michalskim i kilkoma sponsorami, którzy także byli na stadionie. Oni też odnieśli wrażenie, że buczenie było skierowane w stronę piłkarza z nr. 21.