Londyn - śmiertelna choroba zabijająca nastolatków

29.04.2008 16:00
Wykorzystali to, że był honorowy i odważny. Sprowokowali go, by odciągnąć od miejsca, gdzie byłoby zbyt wielu świadków. Mieli kije baseballowe, noże i agresywnego, trzymanego na łańcuchu pitbulla. Stanął jeden przeciw dziesięciu i stracił życie. Umierał w rękach swojej dziewczyny. Napastnicy byli dumni, że zabili.


W Sądzie Karnym Sądu Najwyższego w Londynie (Old Bailey) kilka dni temu skończył się proces o zabójstwo 16-letniego Kodjo Yenga. Chłopiec zginął 14 marca ubiegłego roku w dzielnicy Hammersmith w zachodniej części Londynu. Ugodzono go nożem w serce. Zmarł z wykrwawienia.

Pieprzyć tego człowieka!

O całej sprawie informował na bieżąco brytyjski "The Times". Na ławie oskarżonych zasiadło 5 osób. Żadna z nich nie przekroczyła 20 roku życia. Za winnych morderstwa sąd uznał 14 i 17-latka. Wcześniej obydwaj przyznali się do udziału w bójce. Pozostała trójka odpowie za nieumyślne spowodowanie śmierci.

Po usłyszeniu werdyktu ławy przysięgłych 14-latek nie potrafił powstrzymać emocji: "Nie ma ku..a mowy. Pie...one morderstwo, nie zniosę tego. Pieprzyć tego człowieka. Pieprzyć to wszystko!" - krzyczał. Chłopak próbował uderzyć interweniującego strażnika. Po krótkiej szamotaninie został wyprowadzony z sali. W momencie gdy przysięgli orzekali o winie drugiego zabójcy, gwałtownie zareagowała jego matka. "Proszę, nie róbcie tego, to nie w porządku" - krzyknęła w stronę sędziego. Słaniając się na nogach próbowała opuścić salę rozpraw, ale zemdlała. Pomocy udzieliły jej pielęgniarki. Podczas ogłaszanie wyroku niektórzy przysięgli płakali.

Chcę, byś mnie szanował

14 marca 2007 roku Kodjo wybrał się ze swoją dziewczyną na spacer do centrum handlowego usytuowanego w zachodniolondyńskim Hammersmith. W pewnym momencie zaczepił ich 16-letni chłopak, który zwracając się do Yenga powiedział: "Słyszałem, że chcesz się ze mną bić. Masz ku temu okazję". Nie zważając na uwagi dziewczyny, która prosiła, by nie dał się sprowokować, Kodjo przyjął wyzwanie i podążył za 16-latkiem w stronę Adie Road, bocznej uliczki graniczącej z Hammersmith Grove. Gdy dotarli na miejsce okazało się, że Kodjo został wciągnięty w pułapkę. Z ukrycia wyszło 9 młodych ludzi, członków ulicznego gangu MDP (Murder Dem Pussies). Czekali na niego. Mieli kije baseballowe, noże i agresywnego, trzymanego na łańcuchu pitbulla.

Kodjo, w środowisku swoich rówieśników znany jako Kizzle, nie okazał strachu. - Myślisz, że jesteś takim ważniakiem, bo przystawiasz mi do piersi nóż? - spytał 16-latka. - Nie obchodzi mnie co myślisz - odpowiedział młody bandyta - chcę, byś mnie szanował.

Błagałam, by nie umierał

O tym, co stało się w ciągu następnych kilku minut, opowiedziała przed sądem dziewczyna Yenaga, Cookie:

- Jeden z napastników podbiegł do mnie, chwycił za gardło i przystawiając mi do szyi nóż wycedził przez zęby: "Jeśli spróbujesz interweniować, to zarżnę Cię jak świnię". Znieruchomiałam, bo bałam się o własne życie. Bałam się również o życie Kodja, ale wiedziałam, że nic nie mogę zrobić. Napastnicy rzucili się na niego jak dzikie zwierzęta. Bili go wszyscy, bez opamiętania. Były tam też kobiety. Wrzeszczały: "zabić go, zabić" i śmiały się przy tym przeraźliwie. Wiedziałam, że mają broń, więc zaczęłam krzyczeć: "Nie róbcie mu krzywdy, nie zabijajcie go!". Ale oni nie przestawali. Kodjo leżał już na ziemi, a razy nadal na niego spadały. W pewnym momencie przestali. Nie pamiętam, czy któryś z nich coś powiedział, ale zaczęli uciekać. Przez chwilę stałam w miejscu czując się jak w jakimś transie. Gdy oprzytomniałam, podbiegłam do ukochanego. Leżał w kałuży krwi trzymając się za serce. Z ust ciekła mu krew. Przez łzy wołałam o pomoc. Usiadłam obok niego, kładąc jego głowę na swoich kolanach. Błagałam, by nie umierał, ale widziałam, że jego oczy gasną. "Kizzle, słyszysz mnie?" - spytałam. "Tak" - wyszeptał. To było ostatnie słowo jakie powiedział.

Wyglądali na dumnych z siebie

Przejeżdżający w pobliżu motocyklista, oraz dwaj ubrani po cywilnemu policjanci próbowali udzielić chłopcu pierwszej pomocy, zanim został przewieziony do szpitala New Charing Cross. Mimo starań lekarzy, po kilku godzinach zmarł. Bezpośrednią przyczyną śmierci było wykrwawienie. Kodjo został trafiony nożem w serce. Miał również przebite oba płuca oraz liczne rany na nogach.

Jeden ze świadków zdarzenia, nauczycielka Angela Quinn zeznała, że widziała członków gangu oddalających się od miejsca zbrodni. - Krzyczeli, byli wyjątkowo podekscytowani, wyglądali na dumnych z siebie. Relacje innych osób, które widziały zajście specjalnie się od siebie nie różnią. Wszyscy zwracali uwagę na bezduszność sprawców i satysfakcję z popełnionego czynu. "Śmiali się i poklepywali po plecach w momencie, gdy ich ofiara wykrwawiała się leżąc na ulicy" - mówili przed sądem nie starając się jednak tłumaczyć ze swej bierności. "Całą sytuację obserwowało wiele osób, ale nikt nam nie pomógł" - wielokrotnie powtarzała dziewczyna zamordowanego.

Nikt nie chce oberwać nożem

Kodjo był jednym z najlepszych uczniów katolickiej uczelni św. Karola. Oceny miał niemal idealne. Wyróżniał się na zajęciach z biznesu i programowania. Świetnie radził sobie z językiem francuskim. Cztery dni przez śmiercią wystąpił w specjalnym programie informacyjnym nadanym przez muzyczną stację MTV. Mówił o młodocianych gangach panoszących się na ulicach Londynu i o strachu jaki wywołują u jego rówieśników. - Boimy się chodzić wieczorem po mieście. Nikt nie chce oberwać nożem - tłumaczył. Wtedy nie wiedział, że zginie w dzień, a narzędziem zbrodni będzie właśnie nóż.

Według policji morderstwo dokonane na Yendze było formą inicjacji dla jednego z członków MDP. Gang znany jest z tego, że zamieszcza na YouTube wideo nagrania ze swoich ulicznych "dokonań". Śledczy nie wykluczali, że śmierć Kodja mogła być przez któregoś z członków gangu filmowana. Tego typu okrutne obrazy mają swoich zwolenników. Niektórzy nawet za to płacą.

Po śmierci nastolatka, na sieci pojawiła się upamiętniająca go strona internetowa. Opisane jest na niej dokładnie całe zajście, w wyniku którego chłopiec stracił życie. Rodzina o raz przyjaciele wspominają tam nieżyjącego, a osoby postronne mogą zapalić świeczkę lub dopisać się do księgi kondolencyjnej. Do dziś stronę odwiedziło ponad 19 tysięcy osób.

Za młodzi, by umrzeć

Kodjo był jednym (dokładnie siódmym) z 27 nastolatków, zabitych w 2007 roku w Londynie. To porażająca statystyka, tym bardziej jeśli uwzględni się sytuacje w jakich doszło do zabójstw i sposób ich dokonania.

Na internetowej stronie Guardiana w sierpniu ubiegłego roku opublikowano galerię ze zdjęciami dziesięciorga nastolatków, którzy do momentu jej przygotowania stracili życie na londyńskich ulicach. Oglądanie tych fotografii nie pozostawia obojętnym. Gdy patrzy się na dziecinne twarze tych ludzi, to ciężko pojąć, że zabijani byli niczym zawodowi przestępcy, ofiary mafijnych porachunków.

James Smartt-Ford miał 16-lat, gdy 2 lutego zastrzelono go w biały dzień, na oczach setek ludzi w dzielnicy Streatham w południowym Londynie. 15-letni Billy Cox zginął od kul, gdy otwierał drzwi do swojego domu usytuowanego w dzielnicy Clapham. Adam Regis, 15 lat - siostrzeniec znanego olimpijskiego sprintera Johna Regisa. 17 marca wracał z kina do domu. Nigdy tam nie dotarł. W dzielnicy Plaistow zginął od ciosu nożem w plecy. 17- letnia Annaka Keniesha Pinto mieszkała i pracowała w Tottenhamie. 23 czerwca wybrała się ze znajomymi do baru. W pewnym momencie doszło do kłótni między przypadkowymi, bawiącymi się tam nastolatkami. Spór zamienił się w bijatykę. Ktoś wyciągnął broń, padły strzały. Jedna z kul śmiertelnie raniła dziewczynę. Ben Hitchcock został kilkukrotnie ugodzony nożem w brzuch przez nieznajomego, który próbował siłą dostać się na domową imprezę w dzielnicy Beckenham. Chłopiec wykrwawił się na śmierć. Miał 15 lat.

Londyn najniebezpieczniejszym z miast

W takim samym wieku był Michael Dosunmu, którego włamywacze zastrzelili podczas snu, w jego własnym domu. Zbrodnia, do której doszło 6 lutego, wstrząsnęła opinią publiczną. Michael był bardzo religijny, regularnie uczęszczał na nabożeństwa. Ludzie nie potrafili zrozumieć, że ktoś może zabić takiego człowieka, w dodatku tak młodego.

Wydarzenie to zbiegło się z opublikowaniem specjalnego raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych (ukazał się dzień po zabójstwie 15-latka), w którym wskazano kryminogenne miejsca w Europie. Zgodnie z raportem, najbardziej niebezpiecznym miastem tak Wysp Brytyjskich, jak i całej Europy okazał się.. Londyn. Wielką Brytanię wskazano jako kraj o najwyższym współczynniku wzrostu przestępczości, wynoszącym aż 5%.

Zaprezentowane dane są o tyle niezrozumiałe, że od 11 lat w Wielkiej Brytanii obowiązuje zakaz posiadania krótkiej broni palnej. Zakazane jest również noszenie przy sobie jakichkolwiek noży. Mimo iż grożą za to poważne restrykcje, zakazy są regularnie łamane. Młodzi Londyńczycy wciąż sięgają po broń i zabijają swoich rówieśników. Na początki marca tego roku Gazeta.pl opisała wstrząsającą zbrodnię, do której doszło w północnym Londynie. Ofiarą był 18-letni Michael Jones. Zginął we własnym domu, wcześniej okrutnie poraniony. Nic nie wskazuje więc na to, by smutne statystyki przytoczone przez ONZ miały się w najbliższym czasie zmienić.

Zobacz także
Skomentuj:
Londyn - śmiertelna choroba zabijająca nastolatków
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje