Ksiądz uczepiony tysiąca baloników zaginął w niebie

Rev Adelir de Carli, katolicki ksiądz z Brazylii, zaginął. Poszukują go helikoptery i samoloty ekip poszukiwawczych, bo ksiądz zaginął... gdzieś w niebie. Miał w planach pobić rekord 19 godzin spędzonych w powietrzu za pomocą baloników z helem. Wyposażony w spadochron, skafander, GPS, telefon satelitarny i wszystkie inne przybory zaginął na wysokości 6 tysięcy metrów.


- Jesteśmy absolutnie przekonani, że znajdziemy go żywego i całego, dryfującego gdzieś w oceanie - powiedział Denise Gallas, poszukiwacz skarbów który pomaga wojsku w poszukiwaniach, agencji Associated Press.

W poszukiwaniach na lądzie, morzu i w powietrzu uczestniczy armia, straż graniczna, ekipy ratunkowe i ochotnicy. Adelir jest doświadczonym... ekscentrykiem. Nie tylko skakał wielokrotnie z spadochronem, ale też już wcześniej latał za pomocą baloników z helem. Tym razem uczepił się tysiąca baloników, co jest już drugim podobnym wyczynem - w styczniu przeleciał w ten sposób 110 kilometrów w cztery godziny z Parany do argentyńskiego San Antonio.

Tym razem jego celem było Durados, jednak wiadomo że musiał zboczyć z kursu z powodu silnego wiatru. Początkowo wzniósł się na wysokość 6 kilometrów, potem musiał zniżyć się do 2,5. W telefonicznej rozmowie z Globo, brazylijską telewizją, ksiądz (wciąż wisząc gdzieś na wysokości kilku kilometrów) opowiadał, że ma kłopoty z GPSem, który szwankuje z powodu panującej na tej wsokości temperatury.

Gdzieś na wybrzeżu stanu Santa Catarina znaleziono szczątki balonów na plaży, ale poszukiwacze nie tracą nadziei. - Wiedział co robi i był przygotowany na każdą okoliczność - mówił jeden z nich.