Posłuchaj nagrania- W nas (myślę o sobie i o Kamilu Durczoku) walnął w pewnej chwili grom z jasnego nieba - mówi Kraśko, opowiadając, jak stał z Durczokiem na dachu budynku w Watykanie - ok. stu metrów od Pałacu Apostolskiego, skąd nadawali relacje dla "Wiadomości".
- Gdzieś w ok. 20 minucie "Wiadomości", o 19.50, podaliśmy - za Reutersem - wiadomość, że papież zapadł w głęboką śpiączkę,. Myślę, że to był 1 kwietnia. Nigdy nie wyłączam komórki, nawet w czasie "Wiadomości". Wtedy dostałem telefon i nie mogłem uwierzyć w to, kto do mnie dzwonił (mam nadzieję, że nie będzie miał do mnie żalu, że teraz o tym opowiem). Zadzwonił biskup Stanisław i powiedział: "Panie Piotrze, ja rozumiem, że podaliście tę wiadomość, bo Reuters ją podaje i cały świat ją podaje, ale trzymam Ojca Świętego za rękę. Jest bardzo źle, stan jest bardzo ciężki, ale on jest przytomny. Jeśli pan uważa to za stosowne, to proszę to powiedzieć" - mówił Kraśko w środę w
TVP Info.
- Myśmy, oczywiście, zaraz to podali, ale mieliśmy wtedy z Kamilem świadomość, że już nigdy nie będziemy relacjonować widzom czegoś, co będzie dla nich tak ważne i że nie może tu być ani jednego źle sformułowanego słowa. Nie przyszło nam do głowy, że ten program, to co mówimy, oglądają dwie osoby: papież i biskup Stanisław. Papież słyszał każde słowo: bzdury, które wiele stacji powtarzało - podkreślił reporter TVP. - Od tego momentu mieliśmy tego świadomość, bo biskup Stanisław powiedział: Trzymam Ojca Świętego za rękę i oglądamy wasz program - dodał Kraśko.
Niektóre media ostro skrytykowały wypowiedź Kraśki, zarzucając mu np., że ma "rozbuchane ego" i wyciągając jego słowa z kontekstu.