"Nie jest to opcja na dzisiaj, ale nigdy nie można wykluczyć najgorszego" - powiedział Reynders dla środowego wydania dziennika "Le Soir".
Szef Partii Reformacyjno-Liberalnej podtrzymał tym samym oficjalne stanowisko rządu Yves Leterme'a, że "na dzisiaj bojkot nie jest dobrym rozwiązaniem".
Wicepremier Reynders oświadczył ponadto, że na razie rząd Belgii uważnie przygląda się rozwojowi sytuacji w Tybecie. "Wzywamy do dialogu, rozsądnej i otwartej postawy władz chińskich wobec Tybetu" - powiedział.
Dodał, że kwestie te poruszy ze swoim chińskim partnerem przy okazji konferencji Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego przewidzianej na połowę kwietnia w Waszyngtonie.
We wtorek bojkotu ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Pekinie nie wykluczył prezydent Francji Nicolas Sarkozy, oceniając, że "wszystkie opcje" w tej sferze pozostają "otwarte".
Na łamach środowego "Le Soir" do bojkotu ceremonii otwarcia igrzysk wzywał znany belgijski sinolog Simon Leys.
Niemcy chcą sankcji ekonomicznych Tymczasem szef chińsko- niemieckiej grupy parlamentarnej w Bundestagu Johannes Pflug (SPD) zaproponował, by za łamanie praw cżłowieka objąć Chiny sankcjami ekonomicznymi.
W opublikowanej w środę rozmowie z gazetą "Neue Osnabruecker Zeitung" polityk ocenił, że sankcje gospodarcze byłyby lepszym środkiem nacisku na Chiny niż ewentualny bojkot letnich igrzysk olimpijskich w Pekinie.
Zdaniem Pfluga należałoby wstrzymać sprzedaż do Chin głównie towarów zaawansowanych technologicznie i dóbr sektora energetycznego, a także artykułów luksusowych.
Wyjątkiem byłby
eksport, na którym wszyscy korzystają: związany z ochroną środowiska i walką z globalnym ociepleniem.
"Bojkot igrzysk olimpijskich byłby jedynie symbolem. Wszystkie strony okopałyby się na swoich pozycjach, a wpływ uczestniczących w bojkocie krajów na chińska politykę pozostałby bliski zeru" - ocenił polityk SPD.