28 marca Tajner ogłosi nazwisko nowego trenera Adama Małysza i Kamila Stocha. Szuka od paru tygodni. - W kraju są cztery nazwiska na krzyż, z zagranicy zostało jedno - mówi prezes PZN. Na placu boju są dwie opcje: polska z Łukaszem Kruczkiem, Zbigniewem Klimowskim i Piotrem Fijasem, oraz zagraniczna, czyli Austriak Stefan Horngacher. Były trener Simona Ammanna Bernard Schoedler został właśnie asystentem Wolfganga Steierta w kadrze Rosji, więc wypadł z gry.
Nazwisk nie jest wiele, za to jest jasne, że Tajner chce powtórki z 1999 roku, kiedy sam został trenerem reprezentacji i stworzył fantastyczny team współpracowników. Jego koncepcja zakłada, że do sukcesów na igrzyskach ma prowadzić skoczków zespół, w skład którego wejdą: trener główny, dwaj asystenci, fizjolog, psycholog, biomechanik, fizjoterapeuta, lekarz i serwismen.
Tajner nie wyobraża sobie, by fizjologiem był ktoś inny niż profesor Jerzy Żołądź - poważany w Europie naukowiec, który pomagał Małyszowi w latach 2000-03, kiedy osiągał największe sukcesy. - Dla mnie profesor Żołądź to podstawa. Jest zainteresowany, ale chce wiedzieć, jak będzie wyglądał ostateczny skład sztabu i chce również mieć wpływ na proces treningowy. Nie zgodzi się na współpracę na pół gwizdka - mówi prezes.
Fizjoterapeutą ma pozostać Rafał Kot, psychologiem ma być Kamil Wódka (współpracuje już z Kamilem Stochem), biomechanikiem Piotr Krężałek (też już kiedyś pomagał skoczkom), serwismenem Michał Maciuszek, a lekarzem Aleksander Winiarski.
- Jestem jednak otwarty na inne propozycje - twierdzi Tajner. Trenerem Małysza nie będzie na pewno jego wujek Jan Szturc, ale kadra ma się z nim konsultować. - Szturc ma świetne oko, jeśli chodzi o technikę i doskonałe wyczucie. Poza tym Adam bardzo mu ufa - mówi Tajner.
- Do tej pory było tak, że nowy trener miał całkowicie wolną rękę. Rok było dobrze, potem źle, więc szkoleniowiec umywał ręce i wyjeżdżał. Dość. Teraz ma być ścisła współpraca - zapowiada prezes PZN. - Lepistö bardzo ufałem, bo to wielki fachowiec, więc nie za bardzo wiedziałem, co, jak i dlaczego planuje. Nie wymagałem od niego dzielenia się tym, co robi. Od Heinza Kuttina nawet jakbym wymagał, to i tak nic bym nie wskórał, bo zasłoniłby się tajemnicą metod trenerskich.
Głównym celem nowej ekipy mają być igrzyska w Vancouver. Złoto olimpijskie to jedyne trofeum (oprócz może medalu MŚ w lotach), którego brakuje Małyszowi. W lutym 2010 r. będzie miał 32 lata i dwa miesiące, i po igrzyskach chce skończyć karierę. - Adam jest doskonale zorientowany w sytuacji i wie, co się dzieje w kwestii trenera. Czy ja wyglądam na samobójcę, który mógłby zaplanować coś bez niego? - pyta Tajner.
- Nowemu trenerowi pomogę w utworzeniu teamu i ułożeniu planu. Punktem wyjścia będzie Vancouver, a potem, punkt po punkcie, będziemy cofać się aż do początku letnich przygotowań w tym roku - mówi prezes. - Chcę wiedzieć dokładnie, co, jak i w jakim celu ma być realizowane. Od strony sportowej i naukowej. Nie możemy niczego zostawić przypadkowi. Uważam, że teraz Adam jest w takiej sytuacji jak ponad osiem lat temu, kiedy kończył współpracę z Pavlem Mikeską. Fizycznie jest przygotowany świetnie, nawet może i za bardzo wyeksploatowany. Teraz trzeba umiejętnie uwolnić tę energię.
Czy prezes nie boi się zarzutów o "ręczne sterowanie" albo o rządzenie z "tylnego siedzenia"? - Nazywajcie to jak chcecie. Odpowiedzialność biorę na siebie i nie boję się tego. Chcę Adamowi pomóc najlepiej jak umiem. Od tego jestem. Może się nie udać, bo to jest sport. Ale z czystym sumieniem będę wiedział, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy.
W najbliższych dniach dojdzie do ostatecznych rozmów. - Szkoda, że Horngacher nie został w Polsce dwa lata temu, kiedy pracował z naszymi juniorami i proponowałem mu bycie następcą Kuttina. Teraz chciałby wrócić - mówi Tajner.
Jeśli jednak Austriak bezwarunkowo nie zaakceptuje wymogów prezesa (a szczególnie pozycji profesora Żołądzia), przesądzone jest, że w przyszłym sezonie trenerami Adama Małysza i kadry skoczków będzie trójka: Piotr Fijas, Zbigniew Klimowski i Łukasz Kruczek.