Kaczyński jeździ na quadach, ale... bez prawa jazdy, bez kasku i w terenie zabronionym

awe
12.03.2008 , aktualizacja: 12.03.2008 17:16
A A A Drukuj
- Premier szaleje na quadzie. Polubił ten sport - powiedział były rzecznik prasowy rządu Jan Dziedziczak. Jednak aby korzystać z tego pojazdu potrzebne jest prawo jazdy - zauważył tygodnik "Polityka". Jeszcze w czasie kampanii wyborczej premier przyznał się, że nie ma takiego dokumentu.
Prezes PiS-u Jarosław Kaczyński
Fot. AG
Prezes PiS-u Jarosław Kaczyński
Poseł PiS Jan Dziedziczak
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Poseł PiS Jan Dziedziczak


- Były premier kiedy odwiedza swojego brata w prezydenckim ośrodku na Helu szaleje na quadzie - informowały niedawno media. Zamiłowanie Kaczyńskiego do sportów ekstremalnych ujawnił były rzecznik prasowy rządu Jan Dziedziczak. - Premier polubił ten sport, ale nie ma co liczyć na zdjęcia z jazdy leśnymi duktami, bo to nie jest element marketingu politycznego - powiedział. Jak zauważył tygodnik "Polityka" do jazdy quadem potrzebne jest prawo jazdy. Kaczyński przyznał jednak, że nie posiada takiego dokumentu. Zasiadając za kierownicą quada bez odpowiednich uprawnień były premier łamie prawo. - Jeśli quad jest zarejestrowany jako "pojazd specjalny", to kierujący musi mieć prawo jazdy kategorii B, a jeśli jest zarejestrowany jako motocykl wymagane jest prawo jazdy kategorii A - wyjaśnia tygodnikowi Paweł Piasecki , zastępca naczelnika warszawskiej drogówki. Za takie wykroczenie byłemu premierowi może grozić grzywna w wysokości 300 zł. Jeśli dodatkowo prezes PiS jeździ bez kasku może mu grozić dodatkowe 100 zł kary.

To nie koniec kłopotów, jakie byłemu premierowi może przysporzyć jego nowa pasja. - Istnieje absolutny zakaz wjazdu jakimkolwiek pojazdem w te tereny - tłumaczy nadleśniczy Janusz Mikoś nadzorujący helskie lasy. - To obszar z chronioną roślinnością. Nawet piesi mogą się tu poruszać po oznakowanych szlakach. Za wjazd do lasu grozi grzywna 1000 zł - dodaje.

Prezes PiS nie łamie prawa, jeśli nie zapuszcza się pojazdem poza prezydencki ośrodek, jednak nadleśniczy nie jest w stanie wyobrazić sobie, by komukolwiek przyszło do głowy niszczyć rosnący tam drzewostan - podsumowuje tygodnik.

Podziel się