Holocaust na kolorowych obrazkach

Robert Kowalik, gazeta.pl
04.03.2008 , aktualizacja: 11.03.2008 21:44
A A A Drukuj
Scena z zakochaną parą przechadzającą się na tle wartowniczej wieżyczki nie spodobała się młodzieży z Kłobucka. A 76 osób w bydlęcym wagonie gimnazjaliści uznali za warunki komfortowe.
Już samo zestawienie słów Holocaust i komiks budziło u polskich nauczycieli wątpliwości. Jeśli do tego dodamy, że jest to Holocaust w wersji holenderskiej, nie dziwi, że i nasi gimnazjaliści przyjęli "Poszukiwanie" z rezerwą. Wytykają błędy i dziwią się, że tak mało w komiksie mówi się o Polsce. - Na kolorowych obrazkach jest tragicznie, ale nie okrutnie - komentuje młodzież. Inaczej zapamiętali wizytę w Oświęcimiu.

Holendrzy wydali komiks, po to by przybliżyć swojej młodzieży Holocaust. Od marca jego przetłumaczona na nasz język wersja jest pokazywana polskim gimnazjalistom. Ci, którzy widzieli komiks pytają: - Dlaczego mamy dowiedzieć się czegoś o Oświęcimiu na przykładzie holenderskich doświadczeń? Kontrowersje budzi brak odniesień do naszego kraju. - To tylko pilotaż - mówi Robert Szuchta nauczyciel i specjalista problematyki zagłady Żydów.

Wspomina Ester Hecht

Komiks "Poszukiwanie" został wydany w ubiegłym roku przez Fundację Anny Frank z Amsterdamu. Opowiada historię fikcyjnej żydowskiej rodziny. Narracja zaczyna się w 2007 r., gdy Ester Hecht, przy okazji wyjazdu w miejsce, gdzie ukrywała się w czasie wojny, zaczyna opowiadać wnukowi o wydarzeniach sprzed ponad 70 lat. Dzięki temu czytelnik może dowiedzieć się o najważniejszych historycznych faktach: o dojściu NSDAP do władzy, uruchomionej przez Adolfa Hitlera machinie terroru, przymusowej emigracji Żydów z Niemiec do Holandii, wybuchu II wojny światowej oraz o Holocauście. Według Julii Franz z holenderskiej Fundacji Anny Frank, dzięki komiksowi trudny temat udaje się przybliżyć dzieciom. - Nazizm i Holocaust przestają być jakąś abstrakcyjną historią. Dzieci zaczynają traktować tę sprawę wyjątkowo poważnie, jako coś realnego, co się naprawdę wydarzyło. I to wcale nie tak dawno temu - ocenia Franz. Komiks spodobał się holenderskim dzieciom, tamtejsze Ministerstwo Edukacji pozytywnie zaopiniowało projekt, a Ministerstwo Zdrowia, Opieki Społecznej i Sportu wsparło go finansowo. "Poszukiwanie" ukazuje się obecnie także w Niemczech i na Węgrzech, a Chorwacja, Ukraina są nim zainteresowane.

W Polsce, czyli nigdzie

W Polsce promocję komiksu zaangażowało się Międzynarodowe Centrum Edukacji o Auschwitz i Holocauście (MCEAH) działające przy Muzeum Auschwitz. - Jeśli pilotaż da wynik pozytywny, będziemy zastanawiać się nad wprowadzeniem tych materiałów do szkół w przyszłym roku - powiedział Piotr Trojański z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau - Przez kilka najbliższych miesięcy w całej Polsce z komiksem pracować będzie około tysiąca uczniów, którzy wraz z nauczycielami będą zgłaszać nam swoje uwagi - powiedział Trojański.

Wydaje się, że będzie co zmieniać. Komiks jest tłumaczenie holenderskiego wydania, które wyraźnie przygotowane jest pod tamtejszego młodzieżowego odbiorcę. O Polsce w komiksie mówi się niewiele. Na początku Żydzi z Amsterdamu jadą do Europy Wschodniej: "Tak ruszył do Europy Wschodniej pociąg z moimi rodzicami i ponad tysiącem innych Żydów - mężczyzn, kobiet i dzieci" - wspomina po latach Ester Hecht. Polacy wymieniani są jako więźniowie Oświęcimia tylko raz w towarzystwie Rosjan: "Bob trafił do obozu męskiego. Byli tam Żydzi i więźniowie polityczni, głównie z Polski i Rosji".

Esesman ma wątpliwości

Nie ma też ani jednej wzmianki o obywatelach polskich pochodzenia żydowskiego, ich tragicznym losie, czy choćby o gettach w polskich miastach. Żadnych faktów czy liczb. Jest za to o Żydach węgierskich: "To były bagaże 440 tys. węgierskich Żydów, których deportowano do Auschwitz. Większość od razu zagazowano" - opowiada Esther. Na jednym z obrazków pojawia się jeszcze mapa Polski z zaznaczonymi obozami zagłady w Treblince, Sobiborze, Majdanku, Bełżcu, Chełmnie i Auschwitz-Birkenau. Nad mapką wyjaśnienie: "Naziści postanowili zbudować w okupowanej Polsce obozy zagłady. W ten sposób w krótkim czasie mogli zgładzić bardzo dużo ludzi".

Polacy nie pojawiają się w żadnym innym kontekście, ani pomocników, obojętnych czy współodpowiedzialnych. Można za to znaleźć mających wątpliwości, co do swojej zbrodniczej roli Niemców. Widzimy myśli jednego z nich nad dołem po egzekucji rosyjskich Żydów: "Te wszystkie kobiety i dzieci... Już nie mogę, Muszę stąd się wydostać". Inny esesman przymyka w obozie oko na fakt, że więzień chowa pod pazuchą kawałek chleba.

Czy dziecko polskie różni się od holenderskiego?

Z komiksem zapoznali się nauczyciele biorący udział w podyplomowych studiach Totalitaryzm - Nazizm - Holocaust, organizowanych przez MCEAH. Nie do końca byli przekonani do pomysłu edukacji o Holocauście przez komiks. A, dodajmy, są to osoby zainteresowane sprawą poprzez temat podyplomowych studiów. - Na początku można było odczuć całkowitą negację, albo co najmniej zdziwienie - mówi Piotr Trojański. - Niektórzy po zapoznaniu się z komiksem stopniowo zmieniali zdanie, ale nie wszyscy - dodaje.

- Tego typu nowość budzi zawsze skrajne emocje - mówi Leszek Gorycki z Gimnazjum nr 1 w Tarnowie. - U nas o historii mówi się z nabożeństwem. Dlatego pojawia się ostrożność, czy tego typu forma nie spłyca tematyki, bo komiks u nas, to był raczej Hans Kloss do tej pory, a nie Holocaust. Z drugiej strony, może nasza młodzież jest już jak ta holenderska, tkwi już na tyle w kulturze obrazkowej, że trzeba wykorzystywać i taka drogę - dodaje. Nauczyciel ma dylemat, czy pracować z komiksem na lekcjach ze wszystkimi uczniami, czy tylko z zainteresowanymi. - Mam też takich, którzy mówią, że ich nic nie interesuje, bo i tak wyjadą z rodzicami do Anglii.

Wolą Oświęcim od Auschwitz

Gorycki pokazał komiks tym gimnazjalistom, którzy do tematu zagłady Żydów byli już przez nauczyciela wprowadzeni na przedmiocie Wiedza o społeczeństwie. Pierwsze reakcje były dość mieszane. Jedna z uczennic Goryckiego zapytała: "Dlaczego to jest holenderska opowieść?". - U nas jest inny model rodziny, niż ten, który występuje w komiksie - zauważa nauczyciel. Innym nie podobało się, że występuje nazwa Auschwitz, choć nazwy innych obozów na wspomnianej mapie są po polsku. Do błędów zaliczyli też ilość osób w przewożonych w wagonach. Gorycki: - Mają zakodowaną wizję upchanych ludźmi wagonów. 76 wydało im się zdecydowanie za mało.

Mimo, tych błędów uczniowie przyjęli komiks z ciekawością.

Historia tragiczna, ale nie okrutna

Właśnie. Zakodowane wizje. Z pewnością inne ma dziecko holenderskie, a inne polskie. Jadwiga Myszkowska z Liceum Ogólnokształcącego w Kłobucku pokazała komiks najpierw grupie, która nie była w Oświęcimiu, a potem tej, która wizytę w obozie śmierci ma już za sobą. Ta pierwsza przyjęła "Poszukiwanie" jako ciekawostkę, ale ta druga była wyraźnie poruszona. - W konfrontacji ze swoją pamięcią z wycieczki, komiks był dla nich zbyt kolorowy i ugładzony - mówi Myszkowska. - Nie jest aż tak drastyczny, jak to, co widzieli na własne oczy - dodaje. Gimnazjaliści z Kłobucka również wytknęli kilka błędów. Podobnie jak uczniowie z Tarnowa 76 osób w wagonie uznali za komfortowe warunki. Nie podobała im się scena, w której para przechadza się trzymając się za rękę, w tle widać wartowniczą wieżyczkę. - Historia pokazana w komiksie jest oczywiście tragiczna, ale nie okrutna - potwierdza Gorycki. - Oni mają w głowach film czarno-biały, albo co najwyżej biało-niebieski, jak pasiaki więźniów - dodaje.

Historia ma kolory

Nie zgadza się z tym Robert Szuchta, nauczyciel z warszawskiego liceum im. Stanisława Witkiewicza, współautor z Piotrem Trojańskim książki "Holocaust. Zrozumieć dlaczego".- To w rzeczywistości miało przecież kolory. Obecnie coraz częściej pokazuje się drugą wojnę w barwach. Nie w tym problem - mówi Szuchta. Według niego komiks jest trafioną formułą na pokazanie młodzieży Holocaustu, bowiem rośnie nam pokolenie obrazkowe. Według niego nie można też było ingerować w rysunek i treść "Poszukiwania", które jest jedynie tłumaczeniem, a nie spolszczeniem. - Komiks ma być jedynie testowany, a potem poprawiany i ewentualnie wprowadzony w 2009 r. A i to na zasadzie dowolności, a nie jako lektura obowiązkowa - tłumaczy Szuchta. - Nie można też zapominać o materiałach dydaktycznych, które towarzyszą komiksowi - dodaje. Te materiały to trzy zeszyty ćwiczeń, które dotyczą historii Żydów, Holocaustu i antysemityzmu. - Tak naprawdę, to te materiały są od komiksu o wiele ważniejsze - dodaje nauczyciel z warszawskiego Witkiewicza. Właśnie te ćwiczenia pozytywnie zaopiniowało Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Komiks może być poważny

- Uczniowie mają dystans do wojny. Trzeba szukać do nich drogi, aby nie zanudzać na lekcjach - wyjaśnia Piotr Trojański z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. - Nauka o Holocauście nie powinna ograniczać się tylko do wykładu na lekcji historii. To nie tylko przekazywanie wiedzy o faktach z przeszłości, ale przede wszystkim kształtowanie charakterów w duchu tolerancji i pokoju - przypomina Trojański.

Programy szkolne w Polsce od 20 lat kładą coraz większy nacisk na nauczanie o Holocauście w gimnazjach i szkołach średnich. Do nauki wykorzystuje się przedstawienia teatralne, filmy i książki. Teraz dochodzi jeszcze komiks.

- Komiks na ogół kojarzy się z literata lekką, łatwą i przyjemna, ale na świecie od dawna wykorzystywany jest w innych celach, także ważnych i poważnych. My próbujemy nawiązać do nurtu komiksu poważnego - mówi Witold Tkaczyk z poznańskiego wydawnictwa Zin Zin Press, które wydało komiks "1956. Poznański czerwiec". Ma on jednak na myśli komiksy dla dorosłych, jak "Maus. Opowieść ocalałego" Arta Spiegelmana, czy "Powstanie Warszawskie", w którym jest jednak głównie uliczna strzelanina. Oświęcim i zagłada to jednak co innego. Widziany oczami Holendrów to jeszcze inna historia. Leszek Gorycki z tarnowskiego gimnazjum zastanawia się: - Jest zainteresowanie, ale czy to przerodzi się w refleksję?

Podziel się