Limity CO2 unieruchomią polskie ciepłownie?

Jeżeli nie dostaniemy większego przydziału zezwoleń na emisję CO2, to już na jesieni może się okazać, że powinniśmy przestać grzać - ostrzega szef elektrociepłowni Będzin. Protestują też inne elektrociepłownie i ciepłownie. Czy już trzeba się modlić o kolejną ciepłą zimę?
Walka o zezwolenia na emisję CO2 wciąż trwa. Prawie miesiąc odkąd Ministerstwo Środowiska przedstawiło nową wersję podziału darmowych zezwoleń na emisję dwutlenku węgla dla polskiego przemysłu, na lata 2008 - 13, a resort jest wciąż zasypywany żądaniami zmiany tych planów. Lobby elektrowni zdołało zmusić ministra środowiska Macieja Nowickiego do przyznania im większej liczby zezwoleń, niż pierwotnie planował.

Teraz głośno protestują ciepłownicy. Zwłaszcza ci ze średnich i małych zakładów. Twierdzą, że łączna liczba zezwoleń na emisję dwutlenku węgla dla ich branży może być wystarczająca (23,2 mln ton rocznie). Jednak już sam podział w ramach tej kwoty jest postawiony na głowie. Za bardzo premiuje duże elektrociepłownie, a już szczególnie te, które są zasilane gazem.

Najlepszy przykład to elektrociepłownia Lublin-Wrotków. Projekt Krajowego Planu Rozdziału Uprawnień (KPRU) przewiduje, że EC L-W dostanie rocznie zezwolenia na 976 tys. ton CO2, czyli 152 proc. średniej produkcji z lat 2005-06. - Tymczasem moja elektrociepłownia, w której pracuje nowoczesna jednostka kogeneracyjna produkująca jednocześnie ciepło i prąd, dostała tylko zezwolenia odpowiadające 86 proc. naszej dotychczasowej produkcji. A inne zakłady są w jeszcze gorszej sytuacji: Tychy dostały 71 proc., Mielec - 76 proc., a Bielsko-Biała - 73 proc. - skarży się "Gazecie" Paweł Orlof, prezes EC Będzin. - To jest dyskryminujący podział. Lublin-Wrotków, nawet gdyby pracował na pełnych obrotach, to i tak nie wytworzy więcej niż 110 proc. dotychczasowej produkcji ciepła. To dlaczego dostał 152 proc.? - pyta Orlof. Ostrzega, że konsekwencje utrzymania obecnego podziału emisji CO2 mogą być nieciekawe dla mieszkańców ogrzewanych przez te zakłady, bo elektrociepłownie ograniczą produkcję.

- Może się okazać, że w październiku i listopadzie elektrowniom zacznie brakować zezwoleń - mówi Orlof.

Chłodem grożą też ciepłownie. Podobnie jak elektrociepłownie zarzucają Ministerstwu Środowiska, że przydzieliło uprawnienia poszczególnym instalacjom, zupełnie nie zważając na rzeczywiste potrzeby. Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie wysłała w tej sprawie list do resortu środowiska. Ciepłownicy przyznają, że resort w lutowym podziale poprawił sytuację dużych elektrociepłowni, ale uważają, że zarazem skrzywdził małe.

"To, co dla wielkich elektrociepłowni jest w przedstawionym dokumencie krokiem do przodu, dla producentów energii elektrycznej i ciepła na małą skalę stało się przysłowiowym gwoździem do trumny" - czytamy w liście do resortu. Izba twierdzi, że - paradoksalnie - najgorzej zostały potraktowane właśnie te ciepłownie, które się zmodernizowały i zainwestowały w niskoemisyjne technologie. Na liście pokrzywdzonych znalazły się m.in. Energetyka Cieplna Opolszczyzny, Przedsiębiorstwo Energetyczne w Siedlcach, Energetyka Cieszyńska.

Najbardziej kuriozalny jest przypadek w Stargardzie Szczecińskim. Tamtejsza ciepłownia dostała mniej uprawnień, bo część ciepła miała kupować od spółki Geotermia Standard, która produkuje je z instalacji geotermalnej. Taka instalacja oczywiście nie emituje dwutlenku węgla. Kłopot polega na tym, że Geotermia Standard zbankrutowała w zeszłym roku i nic już nie produkuje. - Taka sytuacja jest niedopuszczalna i nosi znamiona skandalu - pisze Izba do resortu.

Ciepłownie są w dużo gorszej sytuacji niż elektrownie czy przemysł. O ile te branże mogą większość kosztów zakupu uprawnień na wolnym rynku przerzucić na klientów, o tyle ceny ciepła są zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki. Akceptacji URE nie wymagają tylko cenniki mniejszych ciepłowni. W dodatku zgodnie z prawem ciepłownie nie mogą zimą przestać grzać. URE wprawdzie musi uwzględnić koszty zakupu limitów CO2, ale zatwierdzanie cenników trwa bardzo powoli. A ciepłownie boją się, że przez ten czas po prostu będą przynosić straty.

Resort środowiska zapewnia, że zdaje sobie sprawę z problemu ciepłowników. - Właśnie po to robimy konsultacje społeczne drugiego projektu, żeby takie błędy wyłapać. Zamierzamy zmodyfikować podział i zlikwidować skrajności - zapewnia "Gazetę" Mikołaj Budzanowski, dyrektor departamentu problemów globalnych MŚ. - Na pewno będą korekty - podkreśla.