Spin doktor opowie ci bajeczkę

Monika Margraf
28.02.2008 , aktualizacja: 17.03.2008 13:36
A A A Drukuj
Posłowie PiS Hofman i Kamiński demaskują fot. Robert Kowalewski / AG Posłowie PiS Hofman i Kamiński demaskują "Matrix propagandowy Platformy". "Matrix" - film braci Wachowskich z 1999 r. znany chyba każdemu 30-latkowi - opowiada o świecie przyszłości, którym zawładnęły złe maszyny. Ludzie są niewolnikami,a żeby się nie buntowali,są utrzymywani w złudzeniu, że żyją w świecie pięknym i przyjaznym. Do walki z maszynami staje Neo i jego przyjaciele, którzy poznali prawdę (posłowie PiS obsadzili w tych rolach ekipę Tuska - na ekranie). Głównym wrogiem Neo jest Agent Smith w garniturze,wredny program komputerowy mnożący się w coraz to nowych kopiach
Pogawędka młodych posłów PiS-u o Matrixie, rozmówki niewiele od nich starszych działaczy LiD-u, wcześniej bajka o Czerwonym Kapturku - na takim poziomie opozycyjna podsumowała sto dni rządu. Z jednej strony PiS ogłasza, że chce przekonać do siebie elektorat inteligencki, z drugiej - serwuje wyborcom metaforę o złym wilku. Schizofrenia czy niedocenianie odbiorców? Raczej skutek postawienia na młodych - przynajmniej w PiS-ie: partii, która cierpi na brak kadr.
Zły wilk dostał się do chatki babci Czerwonego Kapturka
Fot. Archiwum
Zły wilk dostał się do chatki babci Czerwonego Kapturka
LiD podsumowuje sto dni rządu Tuska
Fot. Kuba Atys / AG
LiD podsumowuje sto dni rządu Tuska
Konferencja LiD-u. Biała tablica z
Fot. Kuba Atys / AG
Konferencja LiD-u. Biała tablica z "pustymi obietnicami" PO
ZOBACZ TAKŻE
"W filmie polskim, proszę pana, to jest tak: nuda..." - komentuje Jan Osiecki.

Już od kampanii wyborczej widzimy, że PiS coraz bardziej eksponuje w mediach osoby młode, które bez żadnych sukcesów czy nawet dostatecznego doświadczenia zawodowego trafiły do Sejmu. Sztandarowy przykład z tej grupy, rzecznik PiS-u Mariusz Kamiński był przed wyborami osobą nieznaną, którą wyróżniło znane imię i nazwisko.

"Chcieliśmy, by było barwnie..."

Na pomysł prezentacji o Matrixie - który okazał się klapą nie tylko pod względem warsztatowym (m.in. błędy), ale i merytorycznym (np. przedstawienie Platformy jako "dobrych") - wpadł właśnie rzecznik PiS-u i jego kolega Adam Hofman. Od jakiegoś czasu słychać, że mają oni ambicje zastąpić duet Michał Kamiński-Adam Bielan.



- Jestem zwolennikiem używania takich nowych form od czasu do czasu, powiedzmy: raz na rok, na pół roku. To ubarwia politykę, przyciąga uwagę, ale w żadnym wypadku nie może być to stała metoda organizowania wystąpień dla mediów - mówi Mariusz Kamiński. - Sto dni rządu podsumowywaliśmy przez cały tydzień: organizowaliśmy konferencje o pracy poszczególnych resortów. Oceniali ją nasi posłowie, którzy specjalizują się w konkretnych dziedzinach. Tydzień zakończył się specjalną konwencją z przemówieniem prezesa Kaczyńskiego. Moja prezentacja była jedynie uzupełnieniem. Chcieliśmy zwrócić uwagę na problem wirtualnej rzeczywistości tworzonej prze Platformę. Gdy o tym rozmawiałem z Adamem Hofmanem, wpadł nam do głowy pomysł Matrixa - opowiada rzecznik PiS-u.

- O ile spot o złym wilku i babci Czerwonego Kapturka zrealizowała agencja, o tyle my naszą prezentację zrobiliśmy zupełnie sami i nic ona nie kosztowała - podkreślił Kamiński. - Zajęło nam to parę godzin - dodał. Gazeta.pl już w trakcie występu posłów odkryła, że swój pokaz przygotowali samodzielnie - przeczytaj, skąd spin doktorzy PiS-u wzięli zdjęcia bohaterów Matrixa.

Jak Franek z Mietkiem

Oprócz wpadek językowych, "zdjęciowych", a nawet przedstawienia Platformy jako "dobrych" w prezentacji PiS-u razić tez mogła nieznośna forma pogadanki - z niby-błyskotliwymi uwagami ("Myślę, że gdyby Wachowski brothers zorganizowali kolejny casting na film Matrix reanimacja, Ćwiąkalski z pewnością by go wygrał") i stylizowana na niby-TVN24:

- A co wtedy, Mariuszu, działo się dla Platformy?

- Adam, chyba ponad tydzień trwał ten temat w mediach?

- Ale co dla Platformy, Mariuszu, w tym czasie jest najważniejsze?

- Na razie mamy pełen popis amatorszczyzny. Jest w polskiej polityce weselej, ale ta błazenada nie tyle sprzyja wizerunkowi starych działaczy, ale dodatkowo ich ośmiesza. Więcej pracy, więcej pieniędzy, więcej doradców, a w polskiej polityce będzie podobny poziom dyskusji jak dzisiaj, ale będzie ona robiona w trochę innej formie - uważa dr Wojciech Jabłoński, specjalista od markietingu politycznego.



- Każdy może mieć gorszy dzień - skomentował występ swoich młodszych kolegów poseł PiS-u, Tomasz Dudziński. Przyznał, że była to wpadka. A kilka dni wcześniej PiS zaprezentował bajkę o Czerwonym Kapturku i złym wilku - projekt zrealizowany m.in. właśnie przez Dudzińskiego. Telewizja publiczna emitowała go tuż po Wieczorynce. PiS ogłaszał niedawno, że chce powalczyć o głosy inteligencji. Po obejrzeniu bajki o wilku złośliwi mówili, że chodzi raczej o tych, którzy inteligencją mają szanse być za dwadzieścia lat.



Polscy spin doktorzy w tyle za zagranicą

Te - jak mówi Jabłoński - "popisy amatorszczyzny" pozostają też w tyle za światowymi trendami w marketingu politycznym. W Stanach, Niemczech czy Francji nawet, jeśli poziom dyskusji pozostawia wiele do życzenia, forma jest dopracowana w najmniejszych szczegółach, zwłaszcza w przypadku najważniejszych polityków i ugrupowań.

O ile "Yes, we can" i populizm Obamy mogą drażnić, poziom realizacji spotów nie pozostawia wątpliwości, że nadawcy traktują politykę i swoich wyborców poważnie, nie - jak zabawę chłopców w piaskownicy. Ostatnio coraz częściej w kampanię znanych polityków angażują się artyści, a niektóre spoty z ich udziałem to prawdziwe dziełka: artyści za Obamą, Jack Nicholson popiera Hillary.

Dodatkowo - jak podkreśla prof. Wiesław Godzic - w dojrzałych demokracjach politycy na ogół nie stosują w czasie poza kampanią wyborczą metod kampanijnej walki politycznej.

LiD też rozmawia i kręci filmiki

Dwa dni po prezentacji Kamińskiego i Hofmana konferencję prasową opartą na podobnym modelu zorganizował LiD. Nie obyło się bez kolejnego filmiku propagandowego - innego niż "Czerwony Kapturek" PiS-u, bo zrealizowanego z myślą o obywatelach pełnoletnich, z wypunktowanymi niezrealizowanymi jeszcze obietnicami rządu i przypomnieniem, jak Tusk obiecywał pieniądze dla budżetówki, zmiany w CBA, Kartę Praw. Filmiku z nadużyciami, np. ws. in vitro (Tusk nie obiecywał refundacji):



Po prezentacji spotu dialog młodych członków LiD-u. Spodobała się im konwencja pogawędki Mietka z Frankiem? Organizatorka konferencji i jej prowadząca posłanka Anita Błochowiak zaprzecza: twierdzi, że na pomysł wpadła, zanim zobaczyła nagranie z Matrixa. - Nasza konferencja nie miała nic wspólnego z tym, co zrobił PiS. To była rozmowa o tym, co ważne, merytoryczne podsumowanie tego, co PO zrobiła przez pierwsze sto dni. Mówili m.in. lekarz, rolnik, nauczyciel - wszyscy wypowiadali się nt. swoich dziedzin - mówi. Na koniec Grzegorz Napieralski odsłonił na białej tablicy paski z obietnicami, jakich nie spełnił Tusk - miało być efektownie i medialnie, wyszło jak zwykle. Konferencja LiD-u o wiele lepiej zaczęła się niż skończyła.



Skąd forma? - Wymuszają to na nas media. Poza tym, słuchając rozmowy ludzie lepiej nas zrozumieli - mówi Błochowiak. - Po konferencji słyszałam dużo pozytywnych opinii: od taksówkarza, od pani w sklepie, od pani, która sprząta w Sejmie. Bo oni to zrozumieli, a to ważne w kraju, gdzie wielu ludzi nie rozumie wiadomości w telewizji - podkreśla posłanka LiD-u.

Nie pozostawia suchej nitki na Kamińskim i Hofmanie. - Trudno mi zrozumieć, co oni chcieli przekazać. To partia, która tyle czasu rządziła i której końca rządów nie mogliśmy się doczekać. A teraz pokazuje poważne problemy w sposób prześmiewczy. Dla mnie polityka to poważna sprawa - ocenia Błochowiak dodając, że dwaj posłowie PiS-u to ludzie młodzi i być może z powodu braku doświadczenia wybrali taką formę. - Nasi politycy, którzy wystąpili na konferencji LiD-u, również są młodzi, ale są też ekspertami w swoich dziedzinach - podkreśla.

Platforma także umie się bawić

Na koniec swoją studniówkę uczcił sam rząd. Nie zapomniano o obowiązkowym filmiku, w którym PO nawet nie zająknęła się o zarzutach, jakie stawia jej opozycja, pochwaliła się za to wieloma pozytywnymi komentarzami w prasie. Z PR-owskiego punktu widzenia to dobry chwyt, nie poprawia jednak jakości dyskusji o dokonaniach rządu. Show must go on - przyznał rząd i dostosował się do reszty. Konferencja była przy tym niemiłosiernie długa i nudna - co wyraziło m.in. westchnienie zmęczenia ministra Sławomira Nowaka tuż przed jego własnym wystąpieniem.

Prof. Wiesław Godzic: Te klipy są żenujące i obsceniczne

Dla Gazeta.pl prof. Wiesław Godzic, medioznawca z SWPS: - Powstała nowa tradycja podsumowywania działań rządu po stu dniach. Nie ma powodu, by po tym czasie było widać zmiany, najwyżej będą to zmiany w stylu sprawowania władzy

PiS przyjął najgorszą metodę: totalnego krytykowania wszystkiego. Sprawia to, że - nawet jeśli jest coś do skrytykowania - przestajemy w to wierzyć. Tym bardziej, że PiS wybrał mało skuteczne środki: te klipy są żenujące, obsceniczne, mało śmieszne, nie pasują do sytuacji.

Prezentacja o Matrixie to kompletna amatorszczyzna. A nawet jeśli amator posługuje się filmem "Matrix", wie, o co w nim chodzi, kto jest dobry, a kto - zły. W przypadku tych polityków amatorszczyzna łączy się z zadufaniem: używa się środków wyrazu kultury masowej bez wiedzy o nich. Polityk może się tym łatwo narazić na śmieszność, tym bardziej, że są to narzędzia z zupełnie innej bajki: kultura masowa z założenia jest prześmiewcza wobec polityki. Przez spoty czy konferencje w formie dialogu polityka staje się zabawą. Jestem temu przeciwny. LiD wchodzi w taką konwencję, ale to groźne - w takim wypadku nie wybieramy już polityków, tylko klaunów i aktorów. Takie konferencje można organizować, ale w czasie kampanii - gdy wyborca wie, że trwa walka polityczna. Politykom, którzy tego nie rozumieją, brak kultury.

Działania wizerunkowe rządu - wbrew temu, co mówią politycy opozycji - też są zupełnie nietrafione. Poparcie dla PO w sondażach nie bierze się z jej dobrego PR-u, ale z upadku PiS-u. Czas po wyborach nie jest czasem na spoty, tylko na spokojne komunikowanie się ze społeczeństwem. Platforma tego nie robi: nie potrafi komunikować się z ludźmi. Najlepszy przykład to zamęt wokół ustawy medialnej: brak rozwiązań na dostarczenie mediom publicznym środków, gdy zostanie zlikwidowany abonament, w końcu - pomysł z funduszem. A ludzie tego nie rozumieją. Chcą jasnych wyjaśnień, prezentowania całościowych rozwiązań, nie - ich fragmentów. Dobry polityk powinien się wyrażać prosto i zrozumiale.

Dr Wojciech Jabłoński: Ma być atrakcyjnie, ale nie błazeńsko

Dla Gazeta.pl dr Wojciech Jabłoński, politolog z WSM: - Inforozrywka w polityce jest elementem koniecznym. Ona nie ujmuje polityce godności, ponieważ słowa "godność" i polityka" w żaden sposób w Polsce się nie wiążą. Potrzeba elementów rozrywkowych i polityki pod hasłem "To idzie młodość".



O prezentacji młodzieży PiS-owskiej: - Mamy do czynienia ze skrzyżowaniem błazenady ze skeczami kolonijnymi. To trochę za mało. Dziś ważny jest element politycznego doradztwa.



Przeczytaj też nasze podsumowanie stu dni rządu: bez bajek, Matrixów i Czerwonych Kapturków.

Podziel się