"W filmie polskim, proszę pana, to jest tak: nuda..." - komentuje
Jan Osiecki.
Już od kampanii wyborczej widzimy, że PiS coraz bardziej eksponuje w mediach osoby młode, które bez żadnych sukcesów czy nawet dostatecznego doświadczenia zawodowego trafiły do Sejmu. Sztandarowy przykład z tej grupy, rzecznik PiS-u
Mariusz Kamiński był przed wyborami osobą nieznaną, którą wyróżniło znane imię i nazwisko.
"Chcieliśmy, by było barwnie..." Na pomysł prezentacji o Matrixie - który okazał się klapą nie tylko pod względem warsztatowym (m.in. błędy), ale i merytorycznym (np. przedstawienie Platformy jako "dobrych") - wpadł właśnie rzecznik PiS-u i jego kolega Adam Hofman. Od jakiegoś czasu słychać, że mają oni ambicje zastąpić duet Michał Kamiński-Adam Bielan.
- Jestem zwolennikiem używania takich nowych form od czasu do czasu, powiedzmy: raz na rok, na pół roku. To ubarwia politykę, przyciąga uwagę, ale w żadnym wypadku nie może być to stała metoda organizowania wystąpień dla mediów - mówi Mariusz Kamiński. - Sto dni rządu podsumowywaliśmy przez cały tydzień: organizowaliśmy konferencje o pracy poszczególnych resortów. Oceniali ją nasi posłowie, którzy specjalizują się w konkretnych dziedzinach. Tydzień zakończył się specjalną konwencją z przemówieniem prezesa Kaczyńskiego. Moja prezentacja była jedynie uzupełnieniem. Chcieliśmy zwrócić uwagę na problem wirtualnej rzeczywistości tworzonej prze Platformę. Gdy o tym rozmawiałem z Adamem Hofmanem, wpadł nam do głowy pomysł Matrixa - opowiada rzecznik PiS-u.
- O ile spot o złym wilku i babci Czerwonego Kapturka zrealizowała agencja, o tyle my naszą prezentację zrobiliśmy zupełnie sami i nic ona nie kosztowała - podkreślił Kamiński. - Zajęło nam to parę godzin - dodał. Gazeta.pl już w trakcie występu posłów odkryła, że swój pokaz przygotowali samodzielnie - przeczytaj, skąd spin doktorzy PiS-u wzięli zdjęcia
bohaterów Matrixa.
Jak Franek z Mietkiem Oprócz wpadek językowych, "zdjęciowych", a nawet przedstawienia Platformy jako "dobrych" w prezentacji PiS-u razić tez mogła nieznośna forma pogadanki - z niby-błyskotliwymi uwagami ("Myślę, że gdyby Wachowski brothers zorganizowali kolejny casting na film Matrix reanimacja, Ćwiąkalski z pewnością by go wygrał") i stylizowana na niby-
TVN24:
- A co wtedy, Mariuszu, działo się dla Platformy?
- Adam, chyba ponad tydzień trwał ten temat w mediach?
- Ale co dla Platformy, Mariuszu, w tym czasie jest najważniejsze?
- Na razie mamy pełen popis amatorszczyzny. Jest w polskiej polityce weselej, ale ta błazenada nie tyle sprzyja wizerunkowi starych działaczy, ale dodatkowo ich ośmiesza. Więcej pracy, więcej pieniędzy, więcej doradców, a w polskiej polityce będzie podobny poziom dyskusji jak dzisiaj, ale będzie ona robiona w trochę innej formie - uważa dr Wojciech Jabłoński, specjalista od markietingu politycznego.
- Każdy może mieć gorszy dzień - skomentował występ swoich młodszych kolegów poseł PiS-u,
Tomasz Dudziński. Przyznał, że była to wpadka. A kilka dni wcześniej PiS zaprezentował bajkę o Czerwonym Kapturku i złym wilku - projekt zrealizowany m.in. właśnie przez Dudzińskiego. Telewizja publiczna emitowała go tuż po Wieczorynce. PiS ogłaszał niedawno, że chce powalczyć o głosy inteligencji. Po obejrzeniu bajki o wilku złośliwi mówili, że chodzi raczej o tych, którzy inteligencją mają szanse być za dwadzieścia lat.
Polscy spin doktorzy w tyle za zagranicą Te - jak mówi Jabłoński - "popisy amatorszczyzny" pozostają też w tyle za światowymi trendami w marketingu politycznym. W Stanach, Niemczech czy Francji nawet, jeśli poziom dyskusji pozostawia wiele do życzenia, forma jest dopracowana w najmniejszych szczegółach, zwłaszcza w przypadku najważniejszych polityków i ugrupowań.
O ile "Yes, we can" i populizm Obamy mogą drażnić, poziom realizacji spotów nie pozostawia wątpliwości, że nadawcy traktują politykę i swoich wyborców poważnie, nie - jak zabawę chłopców w piaskownicy. Ostatnio coraz częściej w kampanię znanych polityków angażują się artyści, a niektóre spoty z ich udziałem to prawdziwe dziełka:
artyści za Obamą,
Jack Nicholson popiera Hillary.
Dodatkowo - jak podkreśla prof. Wiesław Godzic - w dojrzałych demokracjach politycy na ogół nie stosują w czasie poza kampanią wyborczą metod kampanijnej walki politycznej.
LiD też rozmawia i kręci filmiki Dwa dni po prezentacji Kamińskiego i Hofmana konferencję prasową opartą na podobnym modelu zorganizował LiD. Nie obyło się bez kolejnego filmiku propagandowego - innego niż "Czerwony Kapturek" PiS-u, bo zrealizowanego z myślą o obywatelach pełnoletnich, z wypunktowanymi niezrealizowanymi jeszcze obietnicami rządu i przypomnieniem, jak Tusk obiecywał pieniądze dla budżetówki, zmiany w CBA, Kartę Praw. Filmiku z nadużyciami, np. ws. in vitro (Tusk nie obiecywał refundacji):
Po prezentacji spotu dialog młodych członków LiD-u. Spodobała się im konwencja pogawędki Mietka z Frankiem? Organizatorka konferencji i jej prowadząca posłanka Anita Błochowiak zaprzecza: twierdzi, że na pomysł wpadła, zanim zobaczyła nagranie z Matrixa. - Nasza konferencja nie miała nic wspólnego z tym, co zrobił PiS. To była rozmowa o tym, co ważne, merytoryczne podsumowanie tego, co PO zrobiła przez pierwsze sto dni. Mówili m.in. lekarz, rolnik, nauczyciel - wszyscy wypowiadali się nt. swoich dziedzin - mówi. Na koniec
Grzegorz Napieralski odsłonił na białej tablicy paski z obietnicami, jakich nie spełnił Tusk - miało być efektownie i medialnie, wyszło jak zwykle. Konferencja LiD-u o wiele lepiej zaczęła się niż skończyła.
Skąd forma? - Wymuszają to na nas media. Poza tym, słuchając rozmowy ludzie lepiej nas zrozumieli - mówi Błochowiak. - Po konferencji słyszałam dużo pozytywnych opinii: od taksówkarza, od pani w sklepie, od pani, która sprząta w Sejmie. Bo oni to zrozumieli, a to ważne w kraju, gdzie wielu ludzi nie rozumie wiadomości w telewizji - podkreśla posłanka LiD-u.
Nie pozostawia suchej nitki na Kamińskim i Hofmanie. - Trudno mi zrozumieć, co oni chcieli przekazać. To partia, która tyle czasu rządziła i której końca rządów nie mogliśmy się doczekać. A teraz pokazuje poważne problemy w sposób prześmiewczy. Dla mnie polityka to poważna sprawa - ocenia Błochowiak dodając, że dwaj posłowie PiS-u to ludzie młodzi i być może z powodu braku doświadczenia wybrali taką formę. - Nasi politycy, którzy wystąpili na konferencji LiD-u, również są młodzi, ale są też ekspertami w swoich dziedzinach - podkreśla.
Platforma także umie się bawić Na koniec swoją studniówkę uczcił sam rząd. Nie zapomniano o obowiązkowym filmiku, w którym PO nawet nie zająknęła się o zarzutach, jakie stawia jej opozycja, pochwaliła się za to wieloma pozytywnymi komentarzami w prasie. Z PR-owskiego punktu widzenia to dobry chwyt, nie poprawia jednak jakości dyskusji o dokonaniach rządu. Show must go on - przyznał rząd i dostosował się do reszty. Konferencja była przy tym niemiłosiernie długa i nudna - co wyraziło m.in. westchnienie zmęczenia ministra Sławomira Nowaka tuż przed jego własnym wystąpieniem.
Prof. Wiesław Godzic: Te klipy są żenujące i obsceniczne Dla Gazeta.pl prof. Wiesław Godzic, medioznawca z SWPS: - Powstała nowa tradycja podsumowywania działań rządu po stu dniach. Nie ma powodu, by po tym czasie było widać zmiany, najwyżej będą to zmiany w stylu sprawowania władzy
PiS przyjął najgorszą metodę: totalnego krytykowania wszystkiego. Sprawia to, że - nawet jeśli jest coś do skrytykowania - przestajemy w to wierzyć. Tym bardziej, że PiS wybrał mało skuteczne środki: te klipy są żenujące, obsceniczne, mało śmieszne, nie pasują do sytuacji.
Prezentacja o Matrixie to kompletna amatorszczyzna. A nawet jeśli amator posługuje się filmem "Matrix", wie, o co w nim chodzi, kto jest dobry, a kto - zły. W przypadku tych polityków amatorszczyzna łączy się z zadufaniem: używa się środków wyrazu kultury masowej bez wiedzy o nich. Polityk może się tym łatwo narazić na śmieszność, tym bardziej, że są to narzędzia z zupełnie innej bajki: kultura masowa z założenia jest prześmiewcza wobec polityki. Przez spoty czy konferencje w formie dialogu polityka staje się zabawą. Jestem temu przeciwny. LiD wchodzi w taką konwencję, ale to groźne - w takim wypadku nie wybieramy już polityków, tylko klaunów i aktorów. Takie konferencje można organizować, ale w czasie kampanii - gdy wyborca wie, że trwa walka polityczna. Politykom, którzy tego nie rozumieją, brak kultury.
Działania wizerunkowe rządu - wbrew temu, co mówią politycy opozycji - też są zupełnie nietrafione. Poparcie dla PO w sondażach nie bierze się z jej dobrego PR-u, ale z upadku PiS-u. Czas po wyborach nie jest czasem na spoty, tylko na spokojne komunikowanie się ze społeczeństwem. Platforma tego nie robi: nie potrafi komunikować się z ludźmi. Najlepszy przykład to zamęt wokół ustawy medialnej: brak rozwiązań na dostarczenie mediom publicznym środków, gdy zostanie zlikwidowany abonament, w końcu - pomysł z funduszem. A ludzie tego nie rozumieją. Chcą jasnych wyjaśnień, prezentowania całościowych rozwiązań, nie - ich fragmentów. Dobry polityk powinien się wyrażać prosto i zrozumiale.
Dr Wojciech Jabłoński: Ma być atrakcyjnie, ale nie błazeńsko Dla Gazeta.pl dr Wojciech Jabłoński, politolog z WSM: - Inforozrywka w polityce jest elementem koniecznym. Ona nie ujmuje polityce godności, ponieważ słowa "godność" i polityka" w żaden sposób w Polsce się nie wiążą. Potrzeba elementów rozrywkowych i polityki pod hasłem "To idzie młodość".
O prezentacji młodzieży PiS-owskiej: - Mamy do czynienia ze skrzyżowaniem błazenady ze skeczami kolonijnymi. To trochę za mało. Dziś ważny jest element politycznego doradztwa.
Przeczytaj też nasze podsumowanie stu dni rządu: bez bajek, Matrixów i Czerwonych Kapturków.