Problem Klimka Murańki niestety coraz większy

Właśnie okazało się, że trener kadry B (juniorów) Adam Celej nie włączył 13-letniego Klimka Murańki do drużyny na mistrzostwa świata w Zakopanem, ponieważ Klimek nie jest juniorem. Jest dzieckiem.
Nie wdając się w to, że właśnie tego samego dnia, czyli wczoraj, okazało się, że w Pekinie na igrzyskach olimpijskich wystartuje 13-letni Brytyjczyk w podobnie ryzykanckiej konkurencji - skoku z dzisięciometrowej wieży - 13-letni Klimek kolejno:

1. zdobył wicemistrzostwo Polski seniorów;

2. wystartował w Pucharze Kontynentalnym seniorów, gdzie był najlepszym polskim skoczkiem;

3. wystartował w zawodach Pucharu Świata, gdzie w dzikim, niezawinionym przez niego zamieszaniu doznał klęski;

4. spełnił kryteria kwalifikacji do mistrzostw świata juniorów, czyli zajął odpowiednie miejsca na młodzieżowych zawodach FIS Cup w Szczyrku o Puchar Beskidów.

Co Murańka musi zrobić więcej, aby dostąpić zaszczytu włączenia do drużyny w mistrzostwach świata juniorów?

Zdaje się, że musi się zmienić. Nie tyle zresztą on, co jego ojciec. Decyzja Polskiego Związku Narciarskiego to klaps, który został dany ojcu, nie dziecku. Musi wreszcie wyparzyć swój język, być uległy, bo inaczej jego syn daleko nie podskoczy. Ktoś tutaj przeprowadza wątpliwy eksperyment dydaktyczny.

Nie we wszystkim zgadzam się z ojcem Murańki, mam wątpliwości co do drogi, jaką prowadzi karierę sportową swego syna. Tyle że to nie ma nic do rzeczy. Niewystawienie najlepszego polskiego skoczka młodego pokolenia w odbywających się na "jego" Krokwi mistrzostwach świata wydaje się absurdem.

Może Klimek nie jest tak genialnym skoczkiem, jak to ogłaszały media, być może nie jest drugim Małyszem. Jednak na pewno jest utalentowany, ambitny i nie zasługuje na ignorowanie, sekowanie, nie zasługuje na to, żeby trenerzy i działacze jego kosztem odgrywali się na ojcu.

Przypomnijmy sobie, które miejsce zajęła polska drużyna w niedzielę na MŚ w Oberstdorfie. I wróćmy do sprawy Murańki po mistrzostwach świata juniorów w Zakopanem.