Jarosław Kaczyński: Władza państwowa znajduje się w rękach oligarchii

- Tusków jest dwóch. Można znać Tuska i widzieć w nim sympatycznego faceta, ale można też zobaczyć, że w pewnych sytuacjach wychodzi z niego coś niedobrego. Te dzikie oczy... Jego rząd to niedobrane bractwo - mówi w rozmowie z ?Newsweekiem? lider Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.
''Dzikie'' i ''złe''? Spójrz w oczy Tuska i przeczytaj komentarz

W rozmowie z Andrzejem Stankiewiczem i Piotrem Śmiłowiczem były premier nie kryje politycznych ambicji.

- Moim celem jest odzyskanie władzy. To jest oczywiste. Nie znam przypadku, by duża opozycyjna partia nie chciała rządzić - mówi Kaczyński, by po chwili przejść do tematu krytyki, w której ogniu znajduje się - jego zdaniem - PiS.

- Tusk przedstawia nas jako partię, która próbowała zbudować dyktaturę, co jest absurdem. Nie ma i nie może być też jakichkolwiek dowodów na nadużywanie władzy. Co do wyborów prezydenckich - jak się je przegra, trudno będzie wygrać wybory parlamentarne. Oczywiście, to nie jest zależność stuprocentowa, ale silna. Dlatego o wyborach myślimy łącznie.

"Gazeta Wyborcza" kontynuatorem idei KPP

Były premier nie uważa, by krytykowanie ludzi polegające na sięganiu do przeszłości ich rodziców było niewłaściwe. Kaczyński potwierdza swoje uwagi skierowane do szefostwa "Gazety Wyborczej".

- Był taki czas, gdy w kierownictwie "Wyborczej" były niemal wyłącznie osoby mające rodziców w Komunistycznej Partii Polski. Ale ważni są nie rodzice, lecz to, że "Wyborcza" jest środowiskiem, które w bardzo zmienionej formie i zupełnie innym kontekście kontynuuje tamte idee, próbuje wcielić w życie plan przebudowy Polski i jej kultury mający sporo elementów tego wcielanego po roku 1945. To jest prometejsko-herostratesowe zacięcie. I trzeba koniecznie dodać, że jest wielu ludzi wywodzących się z tego samego środowiska, którzy przyjęli zupełnie inną postawę. Nikt nie zabronił Adamowi Michnikowi zachowywać się tak jak oni. To jest wybór i ktoś musi mieć odwagę, by go potępić.

Państwo i sądy pod wpływem oligarchii

Jarosław Kaczyński wyraża przekonanie, że mimo jego premierostwa i prezydentury jego brata, w Polsce sprawowała i wciąż sprawuje władzę "grupa o skrajnie negatywnych cechach".

- Mają w ręku media i pieniądze, mogą bardzo mocno oddziaływać na społeczeństwo. Mogą wprowadzać swoich ludzi - nawet w szeregi swoich przeciwników - tłumaczy Kaczyński podając przykład Janusza Kaczmarka jako "wprowadzonego do środowiska PiS". - Mają nieformalny, ale potężny wpływ na aparat państwowy, w tym niestety także na wymiar sprawiedliwości. To swoista oligarchia, choć dokładna analiza wymagałaby co najmniej artykułu - podkreśla były premier.

"Siwka zarekomendowali biskupi"

Szef PiS nie rozumie medialnej krytyki skierowanej w swojego bliskiego współpracownika z czasów działania w Porozumieniu Centrum, szefa spółki Air Link Sławomira Siwka.

- "Gazeta Wyborcza" pisała, że sprzedałem budynek, w którym jest siedziba PiS, choć nie miałem z tym nic wspólnego. Spółka Air Link go sprzedała, choć o tym nie wiedziałem, a nawet byłem wściekły, bo traciliśmy siedzibę. Potem byłem oskarżony o to, że Air Link kupił jakąś willę na Żoliborzu, o czym też nie miałem pojęcia. Poza tym legalnie działające firmy, będące własnością legalnie działających fundacji, mają prawo kupować.

Kaczyński nie zgadza się z tezą, że wiceprezesostwo TVP Siwek zawdzięcza właśnie jemu.

- Wiceprezesem został nie z mojej rekomendacji, tylko z rekomendacji niektórych biskupów. Bo Siwek przez wiele lat był pracownikiem episkopatu, kontakty PC z kościołem zaczęły się od niego. Stopień upraszczania polityki, jakiego dopuszczają się polskie media, jest zdumiewający. Zgodnie z naszą strategią polityczną dobre stosunki z kościołem są ważne. W związku z tym ktoś, kto ma wyraźną rekomendację, jest ważny. A Siwek miał wyraźną rekomendację.

Lech Kaczyński ułaskawia gwałcicieli? Rozwiąż quiz!

Więcej newsów, więcej źródeł. Zobacz Zoom24.pl