10 tysięcy tureckich żołnierzy wkroczyło do Iraku

- Poszukujemy terrorystów z PKK - oświadczyła krótko armia, informując jednocześnie że piechota wkroczyła na górzyste tereny północnego Iraku. Atak uprzedziły nocne naloty tureckich F-16 na pozycje Partii Pracujących Kurdystanu - terrorystycznej armii wyzwolenia autonomicznej prowincji, która od 30 lat przeprowadza ataki na wojskowe i cywilne cele w Turcji.
- Wrócimy do domu tak szybko, jak tylko będzie to możliwe po spełnieniu naszych zadań tutaj - brzmi komunikat tureckiej armii, która regularnie przez ostatnie 8 miesięcy przeprowadzała przygraniczne operacje wojskowe. Jeśli jednak informacja o liczbie 10 tysięcy żołnierzy, którzy tym razem weszli do Iraku, którą podała turecka telewizja NTV, się potwierdzi, będzie to oznaczało całkowitą zmianę strategii. Zazwyczaj bowiem nawet jeśli dochodziło do operacji lądowych (standardem były precyzyjne, pojedyncze ataki lotnicze) to uczestniczyło w nich kilkuset żołnierzy sił specjalnych, a nie całe dywizje piechoty.

Bagdad nic nie wie

Tymczasem Bagdad - jak poinformował iracki minister spraw zagranicznych Hosziar Zebari - nic nie wie o tureckiej ofensywie. - Do tej pory nie otrzymaliśmy od straży granicznej żadnych informacji o tureckich wojskach przekraczających granicę między państwami - zaznaczył szef dyplomacji Iraku.

Przedstawiciel amerykańskigo Departamentu Stanu skomentował, że wejście tureckich wojsk do północnego Iraku "to nienajlepsza wiadomość". - Operacja lądowa to zupełnie nowa rzecz - podkreślił w Brukseli szef wydziału ds. stosunków europejskich i euroazjatyckich Matthew Bryza.

Bryza dodał, że Waszyngton współpracuje z Ankarą zapewniając Turcji informacje wywiadowcze na temat pozycji PKK, co pomaga w dokonywaniu precyzyjnych ataków lotniczych.

Amerykańska armia w Iraku zaznaczyła w tym samym czasie, że Turcja dała gwarancje uczynienia "wszystkiego, co możliwe" w celu uniknięcia ofiar wśród cywilów.

Zielone światło od października

Zgodę na tego rodzaju operacje armia otrzymała zarówno od premiera Erdogana, jak i parlamentu, jeszcze w październiku zeszłego roku, gdy doszło do serii ataków i porwań na tureckich żołnierzy.

PKK, czyli Partia Pracujących Kurdystanu, powstała w latach 70 i do 1999 roku kierował nią legendarny Abdullah Ocalan - wówczas pojmała go turecka armia, a w procesie skazano go na karę śmierci. Kary jednak nigdy nie wykonano, obawiając się reakcji Unii Europejskiej z którą już wówczas Turcja toczyła nieoficjalne, bardzo wstępne, negocjacje akcesyjne i Ocalan przebywa w więzieniu. Odpowiada ona (PKK) za setki zamachów terrorystycznych, porwań i morderstw - w ramach konfliktu, w którym także turecka armia dopuściła się mordów na cywilnej ludności, ofiar mogło być nawet 30 tysięcy.

Więcej newsów, więcej źródeł. Zobacz Zoom24.pl